Po obiecującym początku ostatnie mecze przyniosły sporo frustracji młodej drużynie San Antonio Spurs. Poprzedniej nocy zawodnicy Gregga Popovicha przegrali pomimo tego, że na pewnym etapie ich prowadzenie urosło już do 19 punktów. Szkoleniowiec ekipy z Teksasu jest świadomy, że ta nieopierzona jeszcze grupa potrzebuje czasu.
Swój ostatni mecz San Antonio Spurs wygrali 2 listopada. Zespół utknął więc w bardzo nieprzyjemnej dla siebie serii. W nocy z soboty na niedzielę nie dali sobie rady Memphis Grizzlies pomimo faktu, że na pewnym etapie prowadzili już różnicą 19 punktów. Jeremy Sochan skończył noc z dorobkiem 16 punktów (5/8 FG, 5/6 FT), trzech zbiórek oraz dwóch asyst. Nie był jednak w stanie zrobić różnicy na korzyść swojego zespołu.
Po meczu głos na temat problemów swojego zespołu zabrał trener Gregg Popovich. – Mamy problemy z tym, żeby utrzymać pewien poziom gry – zaczął. – Mamy te okresy, kiedy gra staje się bardziej fizyczna, a my ofensywnie wysychamy. Kiedy nie zdobywasz punktów i cały czas musisz bronić kontrataków, to prowadzenie szybko topnieje – dodał. Zatem problem tkwi przede wszystkim w braku jakości po atakowanej stronie.
Memphis Grizzlies otworzyli czwartą kwartę runem 24:5 i z prowadzenia Spurs nic nie zostało. Oczywiście wiele z tych problemów możemy zrzucić na karb braku doświadczenia, niemniej to nie może być dla zespołu Gregga Popovicha wymówka. Zwłaszcza, że w rotacji są gracze, którzy na tym etapie kariery powinni funkcjonować jako liderzy gotowi przejąć mecz, gdy coś idzie nie po myśli zespołu.
Mowa m.in. o Keldonie Johnsonie, który przecież ma wystarczająco dużo talentu, by w przyszłości walczyć o status All-Stara. Victor Wembanyama zanotował w starciu z Grizzlies 19 punktów (6/17 FG, 2/5 3PT), 13 zbiórek i 4 asysty. Nie ma wątpliwości, co do tego, że już teraz widać, dlaczego tak wiele o jego potencjale mówiono. Największym wyzwaniem dla Francuza będzie przełożenie swojej gry na zwycięstwa zespołu.
Follow @mkajzerek
Follow @PROBASKET