Sobotnie starcie w Delta Center pomiędzy Utah Jazz a Charlotte Hornets zostanie zapamiętane nie tylko ze względu na tyleż druzgocący co niespodziewany wynik 150:95 na korzyść gości, ale przede wszystkim jako tło dla jednego z najbardziej bolesnych rekordów w dziejach koszykówki. Podczas gdy dowodzeni przez LaMelo Balla podopieczni Charlesa Lee dominowali w każdym aspekcie gry, oczy ekspertów zwróciły się ku Cody’emu Williamsowi, który stał się centralną postacią wieczoru, choć z powodów, których wolałby uniknąć każdy profesjonalny sportowiec.



Obecny sezon dla Utah Jazz jest co najmniej kuriozalny. Już w pierwszym tygodniu, gdy kontuzji wykluczającej go z gry do końca kampanii doznał Walker Kessler, było jasne, że sytuacja zrobi się ciekawa. Co było potem? Jusuf Nurkić, który od zawodnika nie występującego decyzją trenera, nagle został podstawowym środkowym. Przeboje z wybranym w drafcie Ace’em Baileyem. Pogłoski o ewentualnej wymianie – bądź jej braku – z udziałem Lauriego Markkanena. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

Miniony tydzień dla ekipy z Salt Lake City był chyba najdziwniejszym, jaki kiedykolwiek widziano w NBA. W środę zawodnicy Willa Hardy’ego doprowadzili do dogrywki w meczu z obrońcami tytułu, Oklahoma City Thunder. Tam wprawdzie przegrali, ale zdołali pokazać, że należy się z nimi liczyć. Tym bardziej udowodniło to zwycięstwo 116:114 nad Dallas Mavericks, odniesione już następnego dnia. A potem przyszedł sobotni wieczór i starcie z Charlotte Hornets.

W meczu, który od pierwszych minut sprawiał wrażenie starcia Dawida z Goliatem, koszykarze z Karoliny Północnej rozgromili rywali w stosunku 150:95. Skala tej porażki – 55 punktów różnicy – oraz towarzyszące jej okoliczności sprawiły, że spotkanie to przejdzie do kronik ligi jako jeden z najbardziej jednostronnych pojedynków w nowożytnej erze koszykówki. Niestety, chyba najgorszy mecz w karierze zanotował jeden z graczy Utah, Cody Williams.

Na pierwszy rzut oka, patrząc wyłącznie na arkusz rzutów, jego występ mógł wyglądać przyzwoicie — skrzydłowy Jazz zdobył 15 punktów i dołożył dwie zbiórki. Jednak gdy sięgnąć głębiej do statystyk, obraz staje się znacznie bardziej bezlitosny. Młodszy brat Jalena Williamsa z OKC zakończył spotkanie ze wskaźnikiem plus/minus na poziomie… −60, co oznacza, że w czasie, gdy przebywał na parkiecie, Utah przegrało z rywalami różnicą aż 60 punktów.

Sytuacja ta stała się ewenementem na skalę ligową. Wprawdzie ostatecznie jego zespół przegrał różnicą 55 punktów, to jednak paradoksalnie Jazz zdołali nieznacznie odrobić straty w krótkich fragmentach, gdy 21-latek odpoczywał na ławce rezerwowych. Nie zmienia to jednak tragicznej sytuacji młodego gracza, który zapisał się na kartach niechlubnej historii NBA, notując najgorszy wskaźnik plus/minus co najmniej od 30 lat, gdy zaczęto go zliczać. Poprzedni rekord, wynoszący -58, zaliczyło swego czasu niezależnie od siebie dwóch zawodników – Scoot Henderson i Jeremiah Robinson-Earl.

Dla młodego zawodnika, jakim jest Williams, ten wieczór był bolesną lekcją adaptacji do standardów najlepszej ligi świata. Choć w rozgrywkach G-League prezentuje on poziom wykraczający poza tę klasę rozgrywkową, notując średnio 28,5 punktu na mecz, przeskok do NBA okazuje się znacznie trudniejszy. W najlepszej koszykarskiej lidze świata Cody zaliczył w tym sezonie 25 występów, zapisując na swoje konto średnio 4,6 punktu, 1,5 zbiórki i 0,7 asysty, co stanowi niemal odzwierciedlenie statystyk z poprzedniego, debiutanckiego sezonu. Czy jednak powinien się przejmować swoim – nazwijmy to – rekordem?

Niekoniecznie. Jak podkreślają analitycy, wskaźnik plus/minus bywa mylący i należy podchodzić do niego z dużą ostrożnością. Innymi słowy oznacza to, że tak skrajny rezultat często jest efektem splotu niefortunnych okoliczności i słabej gry całego zespołu, a nie wyłącznie jednego zawodnika.

I to by się zgadzało. Cody jest obecnie w trudnym momencie kariery, próbując dorównać starszemu bratu, który znacznie szybciej zadomowił się w ligowej elicie i ma już nawet na koncie mistrzostwo NBA. Sprawy nie ułatwia mu fakt, że musi szukać swojego miejsca w zespole będącym w permanentnej przebudowie. W dodatku, biorąc pod uwagę sam tylko mecz z Hornets, grający bez Markkanena Jazz byli całkowicie bezradni, a młody skrzydłowy stał się niechcianą twarzą tej bezsilności.

Mimo historycznie złego wyniku, przyszłość 21-latka wciąż pozostaje otwarta. Klub z Salt Lake City traktuje obecny sezon jako poligon doświadczalny, a zawodnicy tacy jak Williams czy Taylor Hendricks mają prawo do błędów, nawet tych o rekordowej skali. Sobotni wieczór w Utah był dla młodego koszykarza zderzeniem z rozpędzoną maszyną z Charlotte w meczu, który od pierwszych minut bardziej przypominał niekontrolowaną lawinę niż wyrównaną rywalizację w NBA. Dla drugoroczniaka ten niechlubny rekord może jednak stać się paliwem do dalszej pracy, by w przyszłości jego nazwisko kojarzono z osiągnięciami po zupełnie drugiej stronie statystycznego spektrum. Tego należy mu życzyć.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments