Sobotni wieczór w Chase Center miał być dla Golden State Warriors kolejną szansą na znalezienie odpowiedniego rytmu w trudnym okresie, w którym grają bez swojego kapitana. Zamiast tego, dotkliwa porażka 101:129 z Los Angeles Lakers stała się tłem dla sceny, która lotem błyskawicy obiegła media społecznościowe, budząc lawinę spekulacji na temat nastrojów panujących wewnątrz drużyny z San Francisco. W centrum uwagi nie znalazł się jednak żaden z rzutów, a wymowne zachowanie Stephena Curry’ego na ławce rezerwowych.
Podczas jednej z przerw w meczu, gdy frustracja gospodarzy sięgała zenitu, kamery uchwyciły Draymonda Greena w charakterystycznym dla niego, ekspresyjnym ataku złości. Weteran Golden State Warriors w swoim stylu żywiołowo gestykulował i wykrzykiwał uwagi w stronę swoich młodszych kolegów po fachu, próbując wymusić na nich większe zaangażowanie. Jednak to nie jego tyrada, lecz reakcja stojącego tuż obok Stephena Curry’ego, przykuła uwagę obserwatorów.
Ubrany w cywilne ubrania lider gospodarzy wyglądał, jakby myślami był daleko od tego miejsca. Podczas gdy Dray z pasją przemawiał do drużyny, Steph sprawiał wrażenie znudzonego i obojętnego. Wpatrywał się przed siebie, sporadycznie, bez przekonania kiwając głową . Mowa ciała dwukrotnego MVP nie pozostawiała złudzeń — brak zaangażowania i wyraźne znużenie rzucały się w oczy.
Fani oraz eksperci natychmiast zaczęli interpretować ten moment jako oznakę narastającego zmęczenia legendy Warriors wybrykami i formą swojego wieloletniego partnera z parkietu. Chociaż Curry zawsze publicznie wspierał Greena, to wymowne „zawieszenie się” w trakcie kolejnego wybuchu skrzydłowego może sugerować, że w fundamentach dynastii zaczynają pojawiać się pierwsze poważniejsze pęknięcia.
Reakcja 37-latka stała się wręcz katalizatorem dla fanów, którzy w mediach społecznościowych dali upust swojemu niezadowoleniu z obecnej sytuacji zespołu. Wiele komentarzy sugerowało, że Steph ma już dość roli mediatora i jedynego filaru stabilności. Pojawiły się głosy, że lider GSW może w duchu zadawać sobie pytanie w rodzaju: „Skończyłeś już gadać?”, co idealnie korelowało z jego nieobecnym wzrokiem.
Sytuacja jest tym trudniejsza, że pod nieobecność Curry’ego to właśnie Green miał przejąć stery, jednak jego gra pozostawia wiele do życzenia. W samym tylko meczu z Los Angeles Lakers zanotował najniższy w zespole wskaźnik +/- na poziomie -30, co tylko podsyca dyskusję o jego malejącym wpływie na zwycięstwa. Coraz głośniej mówi się o konieczności radykalnych zmian, w tym o potencjalnym przeniesieniu Draymonda na ławkę rezerwowych, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia.
Z kolei Curry, mimo widocznego przygnębienia postawą zespołu, stara się zachować profesjonalizm, chociaż nie zamierza ukrywać, że rozbrat z koszykówką jest dla niego trudny. Kontuzja kolana, określana jako „kolano biegacza”, okazała się bardziej uciążliwa, niż początkowo zakładano. Lider Warriors w rozmowie z Maliką Andrews z ESPN nie ukrywał, że proces rehabilitacji jest nieprzewidywalny, przyznając: – To zajmie jeszcze trochę czasu. Najważniejsze, żeby codziennie zrobić krok do przodu. Korzystam z tych lepszych dni i mam nadzieję, że niedługo znów zobaczycie mnie na parkiecie — raczej prędzej niż później.
Co prawda badania MRI nie wykazały uszkodzeń strukturalnych, to jednak klub już ogłosił, że zawodnik przejdzie ponowną ocenę stanu zdrowia dopiero za 10 dni, co oznacza, że opuści co najmniej pięć kolejnych spotkań. Sam zainteresowany podkreślił zresztą, że kluczowe jest pełne wyleczenie urazu, by uniknąć jego nawrotów w kluczowej fazie sezonu.
– To dość nietypowa sytuacja. Trudno przewidzieć, jak przebiegnie proces gojenia, ale od przerwy na Mecz Gwiazd z każdym dniem widać postęp – dodał zawodnik. Zaznaczył przy tym, że po powrocie będzie musiał kontrolować ból, dopóki ryzyko nawrotu urazu nie zostanie całkowicie wyeliminowane.
Wszyscy związani z klubem liczą, że absencja lidera i kapitana już długo nie potrwa. Bez swojej legendy Warriors wygrali jedynie 8 z 21 meczów w tym sezonie, co stawia ich w niezwykle trudnej sytuacji w walce o fazę play-off. Jeśli wymowne milczenie Stepha na ławce rzeczywiście jest sygnałem ostrzegawczym, to organizacja z San Francisco musi działać szybko – nie tylko na polu medycznym, ale i personalnym, zanim frustracja ich największej gwiazdy przestanie być tylko tematem w mediach społecznościowych.










