Sobotni wieczór w Mortgage Matchup Center miał upłynąć pod znakiem powrotu jednego z liderów Phoenix Suns, jednak szybko przerodził się w koszmar, który może zdefiniować dalsze losy drużyny w tym sezonie. Dillon Brooks, dla którego trwający sezon jest najlepszym w karierze, opuścił parkiet z poważną kontuzją zaledwie kilka minut po tym, jak ponownie założył meczowy trykot. Diagnoza, która nadeszła tuż po zwycięstwie nad Orlando Magic, nie pozostawia złudzeń: lewa ręka zawodnika została złamana.
Dla Dillona Brooksa sobotnie starcie z Orlando Magic miało szczególne znaczenie. Był to jego pierwszy występ po odbyciu przymusowej pauzy, jednak los okazał się wyjątkowo przekorny. Obrońca zdołał spędzić na boisku zaledwie siedem minut pierwszej kwarty, w czasie których zapisał na swoim koncie pięć punktów i trzy zbiórki.
Na niespełna pięć minut przed końcem pierwszej odsłony meczu, Kanadyjczyk z wyraźnym grymasem bólu chwycił się za lewą dłoń i udał do szatni, z której już nie powrócił. Wprawdzie Phoenix Suns ostatecznie wygrali spotkanie 113:110 po dramatycznej podwójnej dogrywce, to nie da się ukryć, że radość z triumfu została całkowicie przyćmiona przez wieści o stanie zdrowia ich kluczowego gracza.
Ironia losu polega na tym, że Brooks doznał tego urazu w swoim pierwszym meczu po powrocie z ligowego zawieszenia. 30-latek musiał opuścić wcześniejsze, przegrane starcie z San Antonio Spurs z powodu przekroczenia limitu przewinień technicznych.
Zgodnie z przepisami NBA, zainkasowanie szesnastego „technika” w sezonie automatycznie skutkuje jednomeczową banicją. Agresywny styl gry, który dotychczas był znakiem rozpoznawczym doświadczonego koszykarza – stąd wdzięczny przydomek „Dillon The Villain” – i napędzał defensywę ekipy z Arizony, tym razem zmusił go do oglądania kolegów z perspektywy trybun, a gdy tylko odzyskał prawo do gry, jego sezon stanął pod znakiem zapytania.
Utrata tak ważnego elementu rotacji to dla trenera Jordana Otta scenariusz wręcz katastrofalny. 30-letni zawodnik notował dotychczas statystyki na poziomie 21,2 punktu na mecz (rekord kariery), stając się drugą opcją ofensywną zespołu. Jak doniósł Shams Charania z ESPN: – Obrońca Phoenix Suns, Dillon Brooks, doznał złamania lewej ręki i zostanie wykluczony z gry. Lekarze spotkają się w niedzielę, aby ustalić dokładny harmonogram powrotu.
Sytuacja kadrowa ekipy z Arizony staje się dramatyczna, ponieważ tuż przed meczem klub ogłosił, że Devin Booker również wypadnie z rotacji na co najmniej tydzień z powodu naciągnięcia mięśnia biodrowego. Tym samym Suns, legitymujący się obecnie bilansem 33-24 i zajmujący siódme miejsce na Zachodzie, zostali pozbawieni swoich dwóch najskuteczniejszych strzelców w kluczowym momencie walki o bezpośredni awans do fazy play-off.
Wracając jednak do Brooksa, chociaż jego oficjalny termin powrotu nie został jeszcze ogłoszony, to historia podobnych urazów w najlepszej koszykarskiej lidze świata sugeruje przerwę trwającą od jednego do nawet dwóch miesięcy. Przy optymistycznym wariancie zawodnik mógłby powrócić na parkiet pod koniec sezonu regularnego.
Jeśli jednak rehabilitacja się przedłuży, fani z Phoenix mogą zobaczyć swojego lidera nie wcześniej niż w turnieju play-in lub – przy czarnym scenariuszu – dopiero w przyszłym sezonie. W obliczu narastającej frustracji kibiców, którzy liczyli na pełny skład w decydującej fazie rozgrywek, Suns muszą teraz znaleźć sposób, by bez swoich filarów utrzymać się na powierzchni niezwykle wymagającej Konferencji Zachodniej.










