Memphis Grizzlies czeka dziś drugie europejskie starcie z Orlando Magic. Pod nieobecności w pierwszym, sporo mówi się teraz o możliwym powrocie do gry Ja Moranta, który od jakiegoś czasu walczy z urazem łydki. Czy dla sympatyków „Niedźwiedzi” jest to jednak dobry sygnał?
Jeszcze kilka lat temu Memphis Grizzlies byli jednym z najciekawiej zapowiadających się młodych zespołów. Wydawało się, że przyszłość jako jeden z czołowych ekip NBA stoi przed nimi otworem. Wszystko runęło jednak w gruzach, a to, co ostało się z tamtej drużyny, może już wkrótce zniknąć.
W ostatnim czasie podopieczni Tuomasa Iisalo nie prezentują najlepszej dyspozycji. Siedem porażek w dziewięciu ostatnich występach mówi samo za siebie, a nieustanne plotki transferowe, powstające wokół Ja Moranta, nie pomagają w skupieniu na grze. Wygląda jednak na to, że 26-latek może pojawić się dziś na parkiecie w Londynie w starciu z Orlando Magic.
— Istnieje spora szansa, że zagra. Przeszedł dziś przez pełną sesję treningową, a teraz musimy zobaczyć, jak do rana zareaguje na to jego ciało. Nie ma oczywiście żadnych gwarancji, bo to on musi poczuć się komfortowo z łydką — podkreślał trener Iisalo.
Rozczarowany nieobecnością Moranta w meczu w Berlinie był m.in. komisarz Adam Silver. Podkreślał on, że rozgrywający „ma ogromną rzeszę obserwujących go kibiców na całym świecie”, a jego brak mógł znacząco wpłynąć na rangę spotkania organizowanego za naszą zachodnią granicą.
Wydaje się, że zawodnik kalibru Ja Moranta wpłynąłby pozytywnie niemal na każdą ekipę w lidze. Po Internecie od dłuższego czasu krąży jednak statystyka, która ewidentnie temu przeczy. W bieżących rozgrywkach Memphis wygrali tylko 6 z 18 spotkań z rozgrywającym w składzie, z kolei bez niego odnotowali bilans 11-11.
Zarówno sztab szkoleniowy, jak i nawet część zespołu Grizzlies, zarzucała w tym sezonie Morantowi brak zaangażowania na parkiecie. Nie chodzi już jedynie o tworzenie luki po bronionej stronie parkietu, ale 26-latkowi brakuje po prostu cech, które potrzebuje nie tyle lider, ile chociażby najlepszy zawodnik drużyny.
Jego postawa nie odzwierciedla wartości jego kontraktu. Morant zainkasuje w tym sezonie 39,4 miliona dolarów (przed podatkami), a notuje średnio 19.0 punktów, 7,6 asysty oraz 3,2 zbiórki na mecz, przy czym trafia również na najgorszej skuteczności z gry (40,1%) i zza łuku (20,8%) w karierze.
Ja potrzebuje być otoczonym strzelcami, którzy rozciągną parkiet i stworzą mu miejsce na popisy. To oznacza z kolei, że potrzebuje piłki w rękach oraz wielu izolacji. Jednocześnie obrona wokół niego musi być szczelna i zdolna do interwencji z uwagi na jego braki. Grizzlies zajmują w tym roku dopiero 21. miejsce pod względem skuteczności zza łuku, a ich defensive rating nie należy do ścisłej czołówki ligi.
Na przestrzeni trzech ostatnich sezonów Morant wystąpił w jedynie 80 spotkaniach sezonu zasadniczego i play-offów łącznie. Nie ulega wątpliwości, że jak dotąd nie wycisnął on pełni ze swojego talentu. Potrzeba będzie mu prawdopodobnie zmiana otoczenia, ale żeby ktoś pokusił się o jego usługi, to musi on zrobić dobre wrażenie jeszcze przed trade deadline.










