Parkiety NBA znów zapłonęły od emocji, które przekroczyły granice sportowej rywalizacji. Liga nie zamierzała jednak przymykać oka — na zawodników spadły zawieszenia i kary finansowe, których łączna kwota zbliża się do 2 milionów dolarów. Najsurowiej ukarany został Isaiah Stewart z Detroit Pistons, którego agresywne zachowanie – prezentowane zresztą nie po raz pierwszy – oznacza siedem meczów poza grą.
Najbardziej dramatyczne sceny rozegrały się w poniedziałkowy wieczór podczas meczu Detroit Pistons z Charlotte Hornets. Zapalnikiem całego zajścia był faul Moussy Diabate na Jalenie Durenie, do którego doszło w trzeciej kwarcie spotkania. Po gwizdku sędziów zawodnicy stanęli naprzeciw siebie twarzą w twarz, niczym bokserzy w ringu, a napięcie błyskawicznie przerodziło się w otwarty konflikt.
Kulminacja nastąpiła chwilę później, gdy na parkiet wbiegł przebywający wcześniej na ławce rezerwowych Isaiah Stewart. Podkoszowy Tłoków w agresywny sposób zaatakował Milesa Bridgesa, zanim został odciągnięty przez ochronę oraz członków sztabów szkoleniowych. Schodząc do szatni po wyrzuceniu z boiska, koszykarz o jamajskich korzeniach nie krył braku skruchy, krzycząc: – Nie oczekujcie, że zostanę na ławce. (…) Po to właśnie zostałem wybrany w drafcie przez Detroit.
– JD [Duren] i Stew uważają się za braci. Jeśli rzucasz się w dwóch na jednego, przekraczasz granicę. Ludzki instynkt podpowiada mu, by chronić młodszego brata – próbował po meczu wziąć w obronę swojego podopiecznego trener, JB Bickerstaff.
Nie zmienia to faktu, że kar nie dało się uniknąć, a werdykt ligi okazał się surowy. Przy ustalaniu kar kluczową rolę odegrały zapisy wideo z zajścia oraz dotychczasowa historia dyscyplinarna zawodników. W przypadku recydywisty z Detroit stanęło na siedmiu meczach zawieszenia, przez co straci ponad 700 tysięcy dolarów. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że kara i tak była stosunkowo łagodna.
– Gdyby to była NBA za czasów Davida Sterna, zostałby zawieszony do końca sezonu — mogę wam to powiedzieć – stwierdził w ostatnim odcinku podcastu „Gil’s Arena” były zawodnik najlepszej ligi świata, Kenyon Martin. Z kolei DeMarcus Cousins jeszcze przed ogłoszeniem decyzji władz sugerował, że skończy się na 25 meczach pauzy.
Konsekwencje dotknęły jednak także pozostałych uczestników bójki w Charlotte – Bridges i Diabate za „udział w bójce i eskalowanie zajścia” zostali zawieszeni na cztery mecze każdy, co szczególnie dotknie tego pierwszego, który straci na tym około 690 tysięcy dolarów. Z kolei „zainicjowanie konfrontacji oraz udział w bójce” sprawiły, że Duren będzie miał z głowy dwa najbliższe mecze.
Dla Hornets sankcje te są szczególnie dotkliwe także w wymiarze sportowym. Zespół dopiero co zakończył serię dziewięciu zwycięstw z rzędu — najdłuższą od 1999 roku — a teraz będzie musiał radzić sobie bez dwóch istotnych graczy podkoszowych.
Wprawdzie to incydent z Karoliny Północnej zdominował nagłówki, lecz NBA interweniowała również w sprawie incydentu z meczu Minnesota Timberwolves z Atlanta Hawks. Tamtejsze starcie Naza Reida z Mouhamedem Gueye, chociaż mniej brutalne, również zakończyło się wyrzuceniem uczestników bójki z boiska. W obu przypadkach skończyło się na grzywnie w wysokości 35 tysięcy dolarów.
Surowe decyzje dyscyplinarne stanowią czytelny sygnał, że liga nie zamierza tolerować przemocy ani jej eskalacji. „Obrona braci” na parkiecie – jakkolwiek chwalebna – ma swoją cenę, która nie jest liczona wyłącznie w amerykańskiej walucie, lecz przede wszystkim w realnym osłabieniu sportowego potencjału swojej drużyny.










