Środowy wieczór w Filadelfii przejdzie do historii NBA nie tylko ze względu na rozmiary zwycięstwa New York Knicks, ale przede wszystkim dzięki fenomenalnemu występowi Jose Alvarado. Przyjezdni brutalnie rozbili Philadelphia 76ers 138:89, kończąc obecną fazę sezonu z bilansem dziesięciu zwycięstw w ostatnich dwunastu meczach. Jednak to, co wydarzyło się na parkiecie Xfinity Mobile Arena z udziałem rezerwowego Knicks, wymyka się ramom statystycznym, do których przyzwyczaili nas zawodnicy wchodzący z ławki.
Mierzący zaledwie 183 centymetry wzrostu Jose Alvarado potrzebował zaledwie 19 minut, aby na stałe zapisać się na kartach historii ligi. Portorykańczyk został pierwszym rezerwowym w dziejach NBA, który w jednym meczu zanotował co najmniej 25 punktów, osiem celnych rzutów za trzy oraz pięć przechwytów. Nowy zawodnik New York Knicks zakończył spotkanie z dorobkiem 26 oczek (najlepszy wynik w sezonie), trafiając 8/13 prób zza łuku. Co ciekawe, wśród jego rzutów z gry ze starcia z Philadelphia 76ers próżno szukać tych oddanych z półdystansu tudzież spod kosza.
Jego występ wprawił w osłupienie nie tylko kibiców, ale i sztab szkoleniowy. Trener Knicks, Mike Brown, nie szczędził pochwał pod adresem swojego nowego podopiecznego. Jak powiedział po meczu: – Był dla nas naprawdę ogromnym wsparciem. Dał nam impuls w wielu momentach.
– To był ten Jose Alvarado, którego ogląda się w telewizji – dodał lider zwycięskiej drużyny, Karl-Anthony Towns, który zakończył spotkanie z dorobkiem 21 punktów i 11 zbiórek.
Przyjście 27-latka do Nowego Jorku w ramach wymiany za Dalena Terry’ego i dwa wybory w drugiej rundzie draftu nie było dziełem przypadku, lecz szybką reakcją zarządu na problemy kadrowe. Decyzja o pozyskaniu zawodnika New Orleans Pelicans tuż przed zamknięciem okienka transferowego została podyktowana niespodziewaną kontuzją Milesa McBride’a, który musiał poddać się operacji przepukliny sportowej.
W obliczu utraty kluczowego defensora, Knicks potrzebowali kogoś, kto wypełni lukę w obronie i wniesie nową energię z ławki. Kimś takim może być popularny Grand Theft Alvarado, który w zamierzeniu ma przynajmniej tymczasowo zastąpić młodszego kolegę po fachu, wnosząc podobną intensywność w obronie oraz wsparcie w rozgrywaniu piłki – atuty, które dobrze wpisują się w system gry preferowany przez trenera Browna.
Nie jest zresztą tajemnicą, że dla samego zainteresowanego transfer do Nowego Jorku to coś więcej niż tylko kolejny kontrakt. Pochodzący z Brooklynu zawodnik czuje głęboką więź z lokalną społecznością, czego nie zamierza ukrywać. Jak wyznał niedawno: – Gra dla Knicks to coś wielkiego. Ale ja wciąż jestem dzieciakiem z tych samych ulic co kibice.
Ta pasja przekłada się również na jego etykę pracy. Alvarado już zapowiedział, że zamiast udać się na zasłużony odpoczynek podczas przerwy na Weekend Gwiazd, zamierza zostać w ośrodku treningowym Knicks, by szlifować formę. Pojawiają się już pierwsze opinie, że właśnie takiej mentalności i „zadziorności” brakowało drużynie jeszcze przed trade deadline.
– Właśnie tego od niego oczekujemy. Ma wnieść twardość, pomóc w organizacji gry i trafiać rzuty. W obronie liczymy na energię, fizyczność i przecinanie linii podań. Dlatego jest częścią tej drużyny – podkreślił jeden z kluczowych zawodników ekipy z Wielkiego Jabłka, Josh Hart.
Póki co jednak GTA5 (skrót łączący jego pseudonim z numerem na koszulce – przyp. aut.) rozegrał w rodzinnych stronach zaledwie trzy mecze, notując w nich średnio 14 punktów, 2 zbiórki, 3,7 asysty i 2,3 przechwytu na dobrej skuteczności (46,7% z gry, w tym 45,5% z dystansu). Może jeszcze za wcześnie by wysnuwać zbyt daleko idące wnioski, ale jeżeli środowy występ nie był jednorazowym błyskiem, a zapowiedzią stałej jakości w play-offach, Nowy Jork mógł w jego osobie znaleźć brakujący element swojej mistrzowskiej układanki.










