W świecie NBA, gdzie narracje zmieniają się z prędkością światła, San Antonio Spurs stali się w obecnym sezonie ulubieńcami mediów, a ich gwałtowny marsz w górę tabeli Konferencji Zachodniej budzi podziw ekspertów. Jednak nie wszyscy dają się porwać tej fali entuzjazmu. Fred VanVleet, doświadczony rozgrywający Houston Rockets, postanowił w ostrych słowach przypomnieć, że prawdziwa wartość drużyny jest weryfikowana dopiero w fazie play-off, nie zaś w blasku fleszy podczas sezonu regularnego.
Fred VanVleet, który od września zmaga się z zerwanym więzadłem krzyżowym przednim (ACL) i obserwuje zmagania z boku, zabrał głos w najnowszym odcinku podcastu „Unguarded”. Jego wypowiedź była bezpośrednią odpowiedzią na powszechny zachwyt nad postępami San Antonio Spurs, którzy aktualnie z bilansem 49-18 zajmują drugie miejsce w Konferencji Zachodniej. Rozgrywający Houston Rockets nie przebierał w słowach, kwestionując zasadność medialnych „rund honorowych” na rzecz lokalnego rywala.
– Czy oni wygrali w ogóle ostatnio jakąś serię w play-offach? No to spokojnie, wszyscy trochę zwolnijcie. To maraton, a nie sprint – stwierdził 32-latek, podkreślając brak doświadczenia młodej ekipy Spurs w najważniejszych momentach sezonu. Zawodnik przypomniał również, że jeszcze niedawno to jego zespół dominował w bezpośrednich starciach wewnątrz stanu Teksas, w każdym z dwóch poprzednich lat legitymując się bilansem 3-1. Tymczasem w obecnej kampanii wynik jest dokładnie odwrotny.
– Prawdę mówiąc, [w tym sezonie] dali nam w kość. Ale nie pamiętam, żeby wszyscy robili takie „rundy honorowe”, kiedy to my ich ogrywaliśmy – dodał VanVleet.
Mimo krytycznej oceny szumu medialnego, gracz Rockets nie zamierzał umniejszać czysto sportowego talentu, jaki zgromadzono „za miedzą”. Potrafił docenić obecność w składzie przeciwników Victora Wembanyamy oraz udane wzmocnienia zespołu, takie jak pozyskanie De’Aarona Foxa czy rozwój młodych graczy, jak Stephon Castle. Niemniej jednak, dla weterana parkietów, liczy się jedynie ostateczny sukces.
– Tak, Wemby to kosmita. [Stephon] Castle to naprawdę dobry zawodnik. [Dylan] Harper wygląda na klasowego gracza. Właściwie to grałem kiedyś z jego bratem w Toronto. Więc tak, podoba mi się zespół, który zbudowali… [De’Aaron] Fox to również świetny nabytek, więc dają z siebie wszystko. Mają dobry sezon, ale gdzie jest właściwie meta? Łatwo już teraz mówić, że coś osiągnęli – dodał VanVleet, wskazując na niepewność, jaka zawsze towarzyszy debiutantom w fazie play-off.
Chociaż w tym sezonie to Spurs zdominowali Rockets, w tym w ostatnią niedzielę, kiedy to dotkliwie pokonali ich 145:120, zdaniem weterana to najwyraźniej wciąż za mało, by już teraz ogłaszać ich „nową potęgą” i wkładać pierścienie na palce.
Komentarze VanVleeta spotkały się z mieszanymi reakcjami, zwłaszcza że padły w momencie, gdy podopieczni Ime Udoki, zajmujący obecnie czwarte miejsce na Zachodzie, tracą do lokalnego rywala ponad siedem meczów. Krytycy zauważyli, że kontuzjowany lider Houston nie przemawia z pozycji siły, a jego zespół sam musi jeszcze udowodnić swoją wartość w play-offach, mając w składzie wielu „nieopierzonych”, jeśli chodzi o ten etap rozgrywek, graczy, jak Alperen Sengun czy Amen Thompson.
Niezależnie od intencji, słowa te dolewają oliwy do ognia w odradzającej się rywalizacji między lokalnymi rywali. Zespoły te, które dzieli niewiele ponad 300 kilometrów, mogą wkrótce stanąć naprzeciw siebie w serii play-off, co byłoby idealną okazją do zweryfikowania, czy obawy Freda o brak doświadczenia Spurs są uzasadnione, czy też młoda ekipa Mitcha Johnsona jest gotowa na sukces szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. Fani obu drużyn z niecierpliwością wyczekują potencjalnego starcia, które może zdefiniować układ sił na Zachodzie na nadchodzące lata.



















