W świecie sportu zawodowego, gdzie czas zazwyczaj nieubłaganie kończy kariery wielkich mistrzów, LeBron James zdaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę. W poniedziałkowy wieczór w hali United Center lider Los Angeles Lakers zaprezentował występ, który przypomniał wszystkim, dlaczego wciąż nazywany jest Królem. W swoim 23. sezonie na parkietach NBA, 41-letni skrzydłowy wprost zdominował pierwszą połowę meczu przeciwko Chicago Bulls, wyznaczając swój nowy rekord punktowy sezonu, biorąc pod uwagę pojedynczą połowę meczu, i uciszając zgromadzoną w Wietrznym Mieście publiczność.
Właściwie już od pierwszego gwizdka LeBron James narzucił rywalom agresywne tempo, umiejętnie balansując między siłową grą w strefie podkoszowej a rzutami z dystansu w kontrataku. Kulminacyjnym punktem wieczoru był widowiskowy wsad po szybkim ataku, który wywołał euforię wśród fanów i przypomniał fizyczną dominację 41-latka z czasów jego największej świetności. Do momentu zejścia na przerwę lider Los Angeles Lakers zgromadził już 20 punktów, co pozwoliło jego drużynie wypracować solidną przewagę 69:56.
Determinację najstarszego z obecnych koszykarzy NBA najlepiej oddaje sytuacja z jednej z przerw na żądanie. Kamery zarejestrowały Jamesa, który z ogromną pewnością siebie domagał się od kolegów z drużyny częstszego przekazywania mu piłki. Można było wręcz pokusić się o stwierdzenie, że o ile pod względem fizycznym LeBron już czasem nie domaga, to jednak determinacji i woli walki odmówić mu nie sposób.
Eksperci zwracają wręcz uwagę, że mimo pewnego spowolnienia fizycznego, jego koszykarskie IQ pozwala mu wciąż znajdować nowe sposoby na dominację. Chociaż ostatecznie LBJ zakończył starcie z Chicago Bulls z dorobkiem 24 punktów, pięciu zbiórek, trzech asyst i przechwytu, co w porównaniu do jego niektórych występów z lat poprzednich może nie robić wielkiego wrażenia, to jednak właśnie jego postawa z pierwszej części meczu wyznaczyła rytm całego spotkania. I to nawet mimo tego, że statystyki pomeczowe zdominował raczej Luka Doncić (46 punktów, siedem zbiórek i 12 asyst).
Mimo wciąż wysokiej formy na parkiecie, James otwarcie przyznaje, że utrzymanie tak wysokiego poziomu w wieku 41 lat wiąże się z ogromnym wysiłkiem fizycznym i mentalnym. W jednym z ostatnich odcinków podcastu „Mind the Game”, zawodnik podzielił się szczerym wyznaniem na temat trudności, z jakimi boryka się na co dzień.
– Zdarza się, że w dniu meczu wstaję i mam w głowie: „dziś nie dam rady”. Brak energii, zmęczenie i zero pomysłu, skąd wykrzesać ten impuls, by wytrzymać całe 48 minut – wyznał LeBron w rozmowie z gwiazdorem Indiana Pacers, Tyrese’em Haliburtonem.
Pomimo tych chwil słabości oraz wcześniejszych problemów z rwą kulszową, które wykluczyły go z gry w pierwszych 14 meczach sezonu, LBJ wciąż gra na poziomie niedostępnym dla wielu znacznie młodszych kolegów po fachu. Jak sam podkreślił w rzeczonej rozmowie, jego motywacja płynie z czystej miłości do gry.
– Gra na najwyższym poziomie w wieku 41 lat… szczerze mówiąc, sam nie wiem, jak mi się to udaje. Staram się wycisnąć jak najwięcej z cytryny, z pomarańczy, z czegokolwiek, co jeszcze zostało, żeby móc dalej grać w grę, którą kocham – powiedział czterokrotny mistrz NBA.
Zwycięstwo nad Bulls, którzy przystępowali do meczu z serią czterech wygranych z rzędu, umocniło pozycję Lakers w Konferencji Zachodniej, gdzie obecnie zajmują piąte miejsce z bilansem 27-17. Co więcej, drużyna z Miasta Aniołów dysponuje obecnie siódmą najlepszą ofensywą w lidze, co jest zasługą nie tyle samego Jamesa, co raczej jego współpracy z Donciciem i Austinem Reavesem. I to nawet mimo chwilowej nieobecności tego ostatniego z powodu urazu łydki.
Dziennikarze zwracają jednak uwagę na wyraźny mankament zespołu z Los Angeles — obronę na obwodzie, która znajduje się wśród sześciu najsłabszych w całej NBA. W kuluarach spekuluje się, że przed zbliżającym się trade deadline Rob Pelinka może aktywnie poszukiwać wzmocnień, by sprowadzić specjalistę od obrony, zdolnego realnie wzmocnić drużynę w walce o mistrzostwo. Na celowniku organizacji mieli się znaleźć na przykład Herb Jones czy Dillon Brooks, a w ostatnim czasie pojawiły się też pogłoski o zainteresowaniu klubowym kolegą tego pierwszego, Jose Alvarado. Na razie jednak trudno mówić o konkretach.
Jeśli Lakers dołają załatać luki w defensywie, ofensywny tercet James–Dončić–Reaves może okazać się wystarczający, by ponownie mierzyć wysoko — o ile LeBron wciąż będzie miał w sobie dość „soku”, by prowadzić zespół i jeszcze raz rzucić wyzwanie czasowi.
W nowym odcinku podcastu PROBASKET wszystko, co trzeba wiedzieć o projekcie NBA Europe!










