Na chwilę zatrzymały się serca kibiców Golden State Warriors, gdy Stephen Curry w czwartej kwarcie zaczął zwijać się z bólu po jednej z akcji, ale po meczu sam zainteresowany uspokoił wszystkich fanów. Stwierdził bowiem, że najprawdopodobniej nie będzie musiał pauzować w kolejnym finałowym spotkaniu.
Sporego pecha w walce o piłkę ma w tym sezonie Stephen Curry w meczach przeciwko Boston Celtics. W marcu tego roku w jednej z takich sytuacji niefortunnie na jego lewą nogę upadł Marcus Smart, przez co Curry zmuszony był pauzować do końca sezonu zasadniczego. Teraz doszło do bardzo podobnego, niebezpiecznego wydarzenia, choć na całe szczęście nie aż tak poważnego w skutkach:
Tym razem na lewą nogę Curry’ego upadł Al Horford, a obrońca GSW po akcji przez chwilę zwijał się z bólu na parkiecie. Był jednak w stanie pozostać jeszcze w grze – zszedł dopiero kilka minut później. Przez moment kulał, lecz po spotkaniu zapewnił, że wszystko z nim w porządku. – Nie czuję, żebym musiał przez to opuścić kolejny mecz – stwierdził najlepszy jak do tej pory zawodnik Warriors w tegorocznych finałach NBA.
Curry nie miał pretensji do Horforda, choć w mediach społecznościowych szybko pojawiły się sugestie, że było to „nieczyste” zagranie podkoszowego Celtics. W ferworze walki o piłkę wyglądało to jednak na rzecz totalnie przypadkową. Uważa tak też m.in. Smart, który po meczu stwierdził, że „nikt nikomu nie chce zrobić krzywdy”, a walka jest tak zacięta, bo trwają przecież wielkie finały.