Tegoroczny Weekend Gwiazd NBA przyniósł nie tylko sportowe emocje na najwyższym poziomie, ale stał się również sceną dla ogłoszenia, które już teraz elektryzuje świat koszykówki. Podczas gdy Damian Lillard celebrował swoje trzecie zwycięstwo w konkursie rzutów za trzy punkty, Stephen Curry – nieobecny na parkiecie z powodu kontuzji – rzucił rękawicę swojemu rywalowi, zapowiadając powrót legend na przyszłoroczną edycję, która odbędzie się w Phoenix.
Sobotni wieczór w nowoczesnej hali Intuit Dome należał bezsprzecznie do Damiana Lillarda. Gwiazdor Portland Trail Blazers, mimo że wciąż nie wrócił do gry po walce z urazem ścięgna Achillesa, udowodnił, że jego instynkt strzelecki pozostaje nienaruszony. W finałowej rundzie konkursu weteran pokonał Devina Bookera oraz Kona Knueppela, sięgając po swój trzeci tytuł w karierze (wcześniej triumfował w 2023 i 2024 roku). Tym samym dołączył do elitarnego grona zawodników, takich jak Larry Bird i Craig Hodges, którzy trzykrotnie wygrywali te zawody.
Sukces ten ma szczególny smak, biorąc pod uwagę, że Dame powrócił do Portland przed bieżącym sezonem i w zamierzeniu ma stać się filarem odradzającej się drużyny. Zresztą tuż po zwycięstwie sam zainteresowany nie krył ambicji i za pośrednictwem mediów społecznościowych skierował bezpośrednią wiadomość do jednego z najlepszych „snajperów” w historii, Stephena Curry’ego, pisząc: – Ja, ty, Klay, Book i jeszcze czterech prawdziwych strzelców.
Legendarny koszykarz Golden State Warriors, który nie mógł wystąpić w tegorocznych uroczystościach z powodu problemów z kolanem, szybko podjął wyzwanie. Podczas występu w programie „NBA Showtime” na antenie NBC, 37-latek zadeklarował chęć udziału w zawodach w 2027 roku. Zapytany o to, czy musi wystartować, by dorównać swojemu rywalowi z Oregonu w liczbie trzech zwycięstw, odpowiedział z entuzjazmem: – Zdecydowanie. Działam od razu. Postaram się ściągnąć kilku chłopaków i namówić Klaya.
– Tak jest, wchodzę w to. Wiem, że Klay to zrobi, jeśli go poproszę, a Booker będzie u siebie. Idealne ustawienie – napisał później, odpowiadając na „zaczepkę” Lillarda. Jeśli te zapowiedzi się ziszczą, w 2027 roku w Phoenix kibice zobaczą na jednej linii rzutów nie tylko Stepha (dwukrotnego zwycięzcę) i Dame’a, ale także Klaya Thompsona (triumfatora z 2016 roku) oraz Devina Bookera, który będzie występował przed własną publicznością. Nie da się nie odnieść wrażenia, że to mogłaby być najsilniejsza obsada w dziejach konkursu trójek.
Dla Curry’ego, który powszechnie uważany jest za najlepszego strzelca wszech czasów, przyszłoroczna edycja będzie – być może ostatnią – szansą na zdobycie trzeciego tytułu i wyrównanie historycznego rekordu. Jednak gwiazdor Warriors patrzy na to wydarzenie w szerszym kontekście. W rozmowie z mediami podkreślał wagę bycia częścią elity NBA oraz rolę mentora dla młodszego pokolenia, wspominając o takich graczach jak Jayson Tatum czy Luka Doncić.
– Ja, KD i LeBron walczymy o to, by utrzymać najwyższy poziom, ale patrząc na młode pokolenie wchodzące do ligi, można być spokojnym o przyszłość tej gry – zauważył Steph.
Nastroje w środowisku sugerują, że konkurs rzutów za trzy punkty może wkrótce stać się głównym wydarzeniem corocznego święta koszykówki, przyćmiewając tradycyjny Mecz Gwiazd, o konkursie wsadów nawet nie wspominając. Perspektywa starcia czterech legendarnych strzelców, z których każdy ma na koncie przynajmniej jedno zwycięstwo w tej dyscyplinie, sprawia, że oczy całego koszykarskiego świata już teraz zwracają się ku Arizonie. Dla Lillarda będzie to szansa na historyczny czwarty tytuł, dla Curry’ego – potwierdzenie prymatu, a dla kibiców – widowisko, którego nie wolno przegapić.










