To właśnie tego typu starcia nadają NBA wyjątkowego smaku. Minionej nocy mogliśmy rozkoszować się pojedynkiem Anthony’ego Edwardsa i Victora Wembanyamy, który ostatecznie zakończył się zwycięstwem San Antonio Spurs. Jeżeli jednak to przegapiliście, to macie naprawdę sporo do nadrobienia.



To właśnie dla tego typu spotkań noc w noc śledzimy wydarzenia na parkietach NBA. San Antonio Spurs rywalizowali wczoraj z Minnesota Timberwolves i do przerwy wszystko szło po ich myśli. Podopieczni Mitcha Johnsona schodzili na do szatni z komfortową przewagą aż 25 punktów (69:44).

Po powrocie na parkiet obraz gry całkowicie się jednak odmienił. Wyższy bieg wrzucił Anthony Edwards, który w trzeciej odsłonie zapisał na swoim koncie 13 punktów. Jaden McDaniels dorzucił 10 oczek, bezbłędny (3/3) był Joan Beringer, a strata przyjezdnych z minuty na minutę topniała.

Timberwolves potrzebowali jeszcze kilku minut w czwartej kwarcie, ale wreszcie udało im się całkowicie zniwelować prowadzenie rywala i to właśnie Edwards, trafieniem za trzy, doprowadził do remisu 103:103. Chwilę później to również dał ekipie z Minneapolis przewagę (108:110). Raz za razem odpowiadał jednak Victor Wembanyama, który również rozegrał fantastycznie spotkanie.

— Mają Wemby’ego. On ma być przecież twarzą ligi. Zawsze muszę być na niego gotowy. [Kiedy w czwartej kwarcie zacząłem trafiać, po czym on ciągle odpowiadał], uwielbiałem ten moment. Chciałbym usunąć wszystkich innych z drogi i grać z nimi jeden na jednego. Dla kogo byłby to lepszy matchup? Dla mnie — skomentował po meczu lider Wilków.

Na 53 sekundy przed ostatnią syreną Wembanyama ponownie wyprowadził Ostrogi na prowadzenie (120:119). W kolejnym ataku Francuz zablokował z kolei próbę Beringera, po czym zza łuku trafił Keldon Johnson. Edwards nie składał jeszcze broni i sam też odpowiedział trójką, ale po krótkim festiwalu rzutów osobistych Spurs dowieźli prowadzenie do końca.

— Z pewnością doceniam go jako osobę za bycie tak szczerym. On nigdy nie ucieka od pytań. To wielki szacunek, że najlepsi zawodnicy dają z siebie wszystko [przeciwko tobie], bo to sprawia, że stajemy…  ja staję się lepszy. To pokazuje szacunek i progres. Tabela pokazuje, że jesteśmy szanowanym zespołem — powiedział Wemby.

W końcowym rozrachunku Edwards zaaplikował rywalom 55 oczek (19/33 z gry, 9/16 za trzy). Wembanyama zdobył z kolei 39 punktów oraz dziewięć zbiórek. Lider Timberwolves zdążył już jednak ponownie zapowiedzieć, że Francuz musi mieć się na baczności, bo ten będzie próbował wsadzić piłkę do kosza ponad nim.

— Z pewnością… On próbuje wsadzać piłkę ponad każdym, więc nie jestem wyjątkiem. Będę gotowy na to wyzwanie. Jeżeli będę nieco spóźniony, to może nie mieć litości, ale przez te wszystkie lata będę próbował zablokować go częściej, niż będzie w stanie zadunkować ponad mną — podsumował Francuz.

To był niestety ostatni pojedynek obu ekip w tym sezonie zasadniczym, ale istnieje szansa, że staną ze sobą w szranki również w play-offach. Gdyby rozgrywki zakończyły się w tym momencie, to na takie starcie moglibyśmy liczyć dopiero w finałach Konferencji Zachodniej.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments