Noc w Crypto.com Arena miała być dla kibiców Los Angeles Lakers momentem czystego optymizmu. Po emocjonującym zwycięstwie 125:122 nad lokalnym rywalem, Los Angeles Clippers, popularni Jeziorowcy udowodnili, że ze zdrową „Wielką Trójką” w składzie – LeBron James, Luka Doncić i Austin Reaves – są siłą, z którą należy się liczyć. Jednak podczas gdy drużyna świętowała udany początek drugiej połowy sezonu, w studio „Inside the NBA” rozbrzmiały słowa, które błyskawicznie ostudziły entuzjazm fanów. Charles Barkley, legenda ligi i znany z ciętego języka analityk, publicznie zakwestionował status Lakers jako pretendenta do tytułu, nazywając zespół „przeciętnym”.
Charles Barkley, który od dawna sceptycznie odnosi się do obecnej rotacji Los Angeles Lakers, nie krył rozczarowania postawą drużyny, mimo ich zwycięstwa nad Los Angeles Clippers. Jego zdaniem problemy defensywne oraz specyfika układu sił w Konferencji Zachodniej sprawiają, że sufit możliwości ekipy z purpurowo-złotej części Miasta Aniołów zawieszony jest bardzo nisko. Legendarny zawodnik otwarcie przyznał, że nie widzi scenariusza, w którym podopieczni JJ’a Redicka byliby w stanie wygrać serię play-off z zespołem z ligowej czołówki.
– Sądzę, że ich sufitem jest druga runda. Samo zwycięstwo nad przeciętnymi Clippers niewiele zmienia. Nawet jeśli ta trójka [Reaves, Doncić, James] będzie grała razem, wciąż nie będą realnym kandydatem do tytułu – bez owijania w bawełnę stwierdził Sir Charles.
63-latek poszedł zresztą jeszcze o krok dalej, mówiąc: – Jeżeli skończą sezon na szóstym, siódmym albo ósmym miejscu i trafią na Denver, Houston czy OKC, nie mają z nimi szans. Szczerze mówiąc, nie jestem nawet przekonany, czy poradziliby sobie z San Antonio. Powiem wprost: nie pokonają Spurs.
Wkrótce zresztą sytuacja stała się wyjątkowo niezręczna, ponieważ Austin Reaves, który w starciu z lokalnym rywalem zdobył 29 punktów i był kluczową postacią wieczoru, czekał na wywiad z nałożonymi słuchawkami, dzięki czemu słyszał tyradę Barkleya w czasie rzeczywistym. Gdy Ernie Johnson zapytał, czy dotarły do niego słowa analityka, 27-letni obrońca zaprezentował dyplomację godną weterana parkietów.
– Tak, co nieco słyszałem. Każdy ma prawo do własnego zdania – odpowiedział krótko, ucinając temat ewentualnego konfliktu.
Zamiast wdawać się w polemikę, zawodnik Lakers skupił się na swojej roli w zespole i współpracy z nowym gwiazdorskim duetem LeBron James–Luka Doncić. Reaves podkreślił także, że jego podejście nie ulega zmianie, niezależnie od tego, kto znajduje się obok niego na boisku: – Staram się po prostu wychodzić na parkiet, grać we właściwy sposób i wspierać tych dwóch gości tak bardzo, jak tylko mogę. Obaj są świetnymi graczami, a ja robię co w mojej mocy, by odpowiednio ich uzupełniać.
Mimo surowych słów Barkleya, liczby zdają się malować nieco inny obraz sytuacji. Legitymujący się bilansem 34-21 Lakers zajmują obecnie piąte miejsce w niezwykle silnej Konferencji Zachodniej i tracą zaledwie jeden mecz do okupowanej przez Denver Nuggets trzeciej lokaty. Zespół pod wodzą trenera Redicka ma nadzieję na powtórzenie passy z ubiegłego roku, kiedy to doskonała forma po przerwie na Weekend Gwiazd pozwoliła im znacząco awansować w tabeli.
Kluczem do uciszenia krytyków będzie utrzymanie liderów w zdrowiu. Dość powiedzieć, że spotkanie z Clippers było dopiero jedenastym wspólnym występem Jamesa, Doncicia i Reavesa w tym sezonie. Jeśli ta trójka pozostanie na parkiecie, „przeciętność”, o której wspominał MVP NBA z 1993 roku, może szybko stać się nieaktualnym określeniem. Prawdziwy test nadejdzie już w najbliższą niedzielę, kiedy Lakers podejmą Boston Celtics w meczu, który pokaże, czy opinie o ich braku potencjału mistrzowskiego są uzasadnione, czy jedynie stanowią paliwo dla medialnych dyskusji.










