Wygląda na to, że po latach posuchy i przebudowy, San Antonio Spurs oficjalnie powrócili do ligowej elity, po raz pierwszy od niemal dekady osiągając barierę 50 zwycięstw w pojedynczej kampanii. Jednak zamiast hucznego świętowania, w szatni drużyny z Teksasu dominuje chłodna kalkulacja i ambicja wykraczająca poza ramy zwykłego sukcesu w sezonie zasadniczym. Postać, która stoi za tym odrodzeniem, Victor Wembanyama, jasno daje do zrozumienia, że obecny bilans to jedynie przystanek, a nie cel podróży.



Zwycięstwo 119:115 nad Los Angeles Clippers przypieczętowało historyczny dla klubu moment – powrót do grona drużyn, które w jednym sezonie wygrają co najmniej 50 meczów (a po odprawieniu z kwitkiem także Sacramento Kings – już 51). Ostatni raz San Antonio Spurs osiągnęli taki wynik blisko dekadę temu — w sezonie 2016/17.

Gdy trenerem wciąż był Gregg Popovich, a w szatni można było spotkać takich zawodników, jak Kawhi Leonard, Tony Parker czy Manu Ginobili, popularne Ostrogi zakończyły rozgrywki z bilansem 51-21. Później ta sztuka już im się nie udawała, a felerną passę udało się przerwać dopiero teraz. Mimo to, lider zespołu z Teksasu nie krył niedosytu.

– Jest progres, ale to wciąż za mało. Chcę wygrać przynajmniej 60 meczów, żeby zrównoważyć mój debiutancki sezon – zadeklarował Francuz, odnosząc się do bolesnych doświadczeń ze swojego pierwszego roku w NBA, kiedy to Spurs zakończyli rozgrywki z zaledwie 22 wygranymi na koncie.

Ta bezkompromisowa postawa wciąż zaledwie 22-letniego koszykarza staje się fundamentem nowej tożsamości ekipy z San Antonio. Wembanyama najwyraźniej starał się przekazać, że nie skupia się na nagrodach indywidualnych – nawet jeśli jeszcze niedawno twierdził coś zupełnie innego – lecz na budowaniu kultury zwycięstwa i egzekwowaniu najwyższych standardów od siebie oraz swojego otoczenia.

– Dużą rolę odgrywa dla mnie także to, by wymagać określonego standardu od wszystkich, którzy ze mną pracują. Mówię o każdym… Muszę otaczać się możliwie najlepszymi ludźmi i oczekiwać od nich utrzymania tego poziomu – podkreślił zawodnik, którego wpływ na grę zespołu jest widoczny w każdej statystyce.

Otwartym pytaniem pozostaje czy Wembanyama rzeczywiście ma powody do niezadowolenia, skoro Spurs wygrali aż 18 z ostatnich 20 meczów i zajmują drugie miejsce w Konferencji Zachodniej? W dodatku, patrząc na jego indywidualne statystyki – średnio 24,3 punktu, 11,2 zbiórki i 3 bloki na mecz – można odnieść wrażenie, że Francuz już teraz jest graczem formatu MVP.

Wydaje się jednak, że dla niego kluczowe jest to, co drużyna reprezentuje jako całość, a jest się czym pochwalić. Obecnie podopieczni Mitcha Johnsona legitymują się trzecią najlepszą defensywą i czwartą ofensywą w lidze, co czyni ich realnym zagrożeniem w nadchodzących play-offach. I to nawet, jeśli niektórzy twierdzą inaczej.

Nie jest też tajemnicą, że pod wodzą następcy legendarnego Gregga Popovicha, system gry Spurs stał się bardziej wyrazisty. Zespół przestał walczyć o wysokie numery w drafcie, a zaczął realnie bić się o pierwsze miejsce na Zachodzie, tracąc obecnie jedynie trzy mecze do prowadzących Oklahoma City Thunder. Wembanyama zdaje się doskonale rozumieć, że aby jego dziedzictwo było trwałe, teksańczycy muszą nie tylko wygrywać, ale dominować, tak jak robili to w swoich najlepszych latach.

Mimo ogromnej presji i wysokich oczekiwań, w San Antonio znajduje się także miejsce na chwilę oddechu, czego dowodem jest postawa Luke’a Korneta. Doświadczony podkoszowy, który zastępował Victora w pierwszej piątce, gdy ten na początku sezonu zmagał się z problemami zdrowotnymi, z dystansem odniósł się do swojej roli w cieniu wschodzącej supergwiazdy.

Vic wypadł na jakiś czas, a potem wrócił z ograniczeniem minut i wchodził z ławki. A my w tym czasie radziliśmy sobie naprawdę nieźle. I nikt nie zapytał mnie, jak się z tym czuję. Nie wiem, czy kojarzysz Wally’ego Pippa (baseballista New York Yankees, który w 1925 poprosił o wolne z powodu bólu głowy i… nigdy już nie wrócił do wyjściowego składu, bo jego miejsce zajął legendarny Lou Gehrig – przyp. aut.). To było o tyle zabawne, że trwało głosowanie do Meczu Gwiazd, a ja byłem w pierwszej piątce. A jednak widziałem, że głosy idą w inną stronę – z typowym dla siebie poczuciem humoru stwierdził były gracz m.in. Boston Celtics w podcaście „White Noise”.

Chociaż wypowiedź Luke’a ma charakter żartobliwy, pokazuje tez, jak głęboki i zgrany zespół stanowią obecnie Ostrogi. Być może daleko im jeszcze pod tym względem do OKC, jednak nawet w obliczu dominacji talentu młodszego kolegi, pozostali zawodnicy, tacy jak Kornet czy Devin Vassell, również potrafią wnieść kluczowy wkład w ostateczny sukces. To tylko pokazuje, jak zmieniła się hierarchia w tej drużynie.

Spurs znów wygrywają, ale ich lider patrzy znacznie dalej niż tabela sezonu zasadniczego. Dla Wembanyamy 50 zwycięstw to nie powód do świętowania — to punkt wyjścia. A to może być najbardziej niepokojący sygnał dla reszty ligi.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments