Legendarny reżyser Woody Allen powiedział kiedyś: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach”. Ten cytat pasuje jak ulał do tego, co dzieje się w tym sezonie w Philadelphia 76ers. Drużyna z Miasta Braterskiej Miłości, która przed sezonem nie ukrywała mistrzowskich aspiracji, musiała przełknąć gorzką pigułkę. Obecna kampania jest jedną z najgorszych w najnowszej historii organizacji, czego nie zmienia nawet pobity właśnie rekord NBA.
Philadelphia 76ers, ulegając na wyjeździe New York Knicks 105:91, zaliczyli dziewiątą porażkę z rzędu (i dwunastą w ostatnich 13 meczach). To katastrofalny sezon, nawet jeśli główną jego przyczyną były nękające drużynę kontuzje. Wszyscy trzej potencjalni liderzy zespołu – Paul George, Joel Embiid i Tyrese Maxey – opuścili znaczną część rozgrywek, a dwa pierwsi już jakiś czas temu zostali niezależnie od siebie wykluczeni do końca sezonu.
Niestety, problemy zdrowotne podstawowych zawodników odcisnęły niezaprzeczalne piętno na podstawie drużyny. Nawracające problemy z kolanem Embiida sprawiły, że doświadczony podkoszowy rozegrał tylko 19 meczów i zdecydowanie nie był w najlepszej formie. Ponadto już wiadomo, że czeka go kolejna operacja. Perypetie zdrowotne George’a sprawiły, że również przedwcześnie zakończył sezon. Nawet Maxey, który w zeszłym sezonie wywalczył nagrodę Most Improved Player, w obecnej kampanii opuścił już 24 spotkania.
Tonący brzytwy się chwyta, więc nic dziwnego, że Sixers zaczęli traktować podpisywanie z zawodnikami 10-dniowych kontraktów jak ostatnią deskę ratunku, niejednokrotnie wystawiając do gry składy jak z losowego generatora nazwisk w grach od 2K. W rezultacie doszło do ustanowienia nowego rekordu NBA – 76ers wystawiali do gry łącznie… aż 52 różne wyjściowe piątki. Trudno tu mówić o spójności czy choćby zgraniu poszczególnych zawodników. No, nie jest to powód do dumy.
W trwającym sezonie tylko trzy inne drużyny przekroczyły 40 różnych pierwszych piątek – rónież zmagające się z plagami kontuzji Dallas Mavericks i New Orleans Pelicans oraz tankujący Utah Jazz. Philadelphia to jednak zupełnie inny kaliber. Dość powiedzieć, że aż 21 z 28 graczy, którzy znaleźli się w rosterze drużyny, zaliczyło choć jeden występ w wyjściowym składzie, a żadne tego typu ustawienie nie utrzymało się dłużej niż na pięć spotkań. Trudno jednak nie zrzucić tego na karb problemów zdrowotnych, które dotknęły nie tylko liderów zespołu. Sezon przedwcześnie zakończyli również debiutant Jared McCain i weteran Eric Gordon, a co najmniej 60 występów zaliczyło tylko trzech graczy – Guerschon Yabusele, Ricky Council IV i Kelly Oubre Jr.
Nowy rekord – poprzedni należał do Memphis Grizzlies z rozgrywek 2023-24 – padł właśnie we wtorkowy wieczór podczas starcia z Knicks, gdy na plac gry wyszli Quentin Grimes, Lonnie Walker IV, Justin Edwards, Ricky Council IV i Adem Bona. Pierwszy z nich był zresztą ostatnio najjaśniejszym punktem zespołu, w samym tylko marcu notując średnio 26,6 punktu, 4,9 asysty i 4,7 zbiórki na mecz. Zresztą w ogóle 24-latek rozgrywa sezon życia, co jest kolejnym kamyczkiem do ogródka Dallas Mavericks, a w szczególności Nico Harrisona. Niestety, dla ekipy z Filadelfii to właściwie koniec pozytywów.
Chociaż nie, jest jeszcze jedna rzecz. Jasną stroną całego tego chaosu jest fakt, że sprzyja on sytuacji, w której Sixers mogą zachować swój chroniony w top 6 pick w tegorocznym drafcie (w innym przypadku trafi on do Oklahoma City Thunder). Aktualny bilans plasuje podopiecznych Nurse’a na piątym miejscu od końca w lidze, co zwiększa szanse na utrzymanie wyboru w swoich rękach (w tej chwili – 19,6% szans na szósty pick). Może i nie na to liczono, jednak możliwość wyboru klasowego młodego gracza może znacząco odmienić przyszłość drużyny, być może już w kolejnym sezonie.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!