Los Angeles Lakers przechodzą obecnie przez jeden z najtrudniejszych okresów w sezonie, zmagając się z plagą kontuzji kluczowych zawodników oraz morderczym kalendarzem, zakładającym rozegranie pięciu spotkań w ciągu zaledwie siedmiu dni. Choć sobotnie starcie z Portland Trail Blazers zakończyło się dla ekipy z Miasta Aniołów dotkliwą porażką 116:132, oczy kibiców i ekspertów zwrócone są na jednego gracza, który niemal z niebytu stał się najjaśniejszym punktem drużyny. 25-letni Drew Timme, występujący dotychczas głównie w G-League, udowodnił, że może stać się kimś więcej niż tylko uzupełnieniem składu.
Przystępując do meczu, Los Angeles Lakers byli poważnie osłabieni brakiem takich graczy jak Luka Doncić, Austin Reaves czy Deandre Ayton. W obliczu pustek pod koszem, trener JJ Redick zmuszony był szukać rozwiązań na ławce rezerwowych. Drew Timme, który wcześniej w tym sezonie spędził łącznie na parkietach NBA raptem 18 minut, tym razem dostał blisko pół godziny – co było drugim najwyższym wynikiem w zespole. Środkowy wykorzystał każdą sekundę, notując rekordowe w karierze 21 punktów przy niezwykle wysokiej skuteczności (9 /12 rzutów z gry), a także dokładając do tego cztery asysty i dwa przechwyty.
Sam zawodnik, pytany o próbę narzucenia rywalom trudnych warunków, zachowywał duży spokój. Jego postawa na parkiecie, łącząca boiskową inteligencję z pewnością siebie, zwłaszcza po celnych rzutach z dystansu, wywołała entuzjastyczne reakcje nawet u siedzącego na ławce LeBrona Jamesa. Jak z kolei wyjaśnił sam Drew już po zakończeniu spotkania: – To kierunek, w którym zmierza nasza gra — większa fizyczność i intensywność. Styl sędziowania bywa różny, dlatego ważna jest umiejętność adaptacji.
Sukces 25-latka nie jest dziełem przypadku, lecz efektem dominacji na zapleczu NBA. W barwach South Bay Lakers w G-League podkoszowy notował średnio ponad 24 punkty na mecz, co udowadnia, że posiada on rzadką umiejętność seryjnego zdobywania punktów. W starciu z Blazers pokazał wszechstronność, trafiając trzy z czterech prób zza łuku, co w dzisiejszej lidze staje się koniecznością nawet w przypadku wysokich.
– Wszystko jest prostsze, gdy masz wokół siebie ludzi, którzy znajdują cię z podaniem dokładnie tam, gdzie trzeba i dzięki temu jesteś na czystej pozycji. Po prostu graliśmy swoje, a tak się ułożyło, że na początku to ja brałem na siebie rzuty – skromnie zauważył były zawodnik Brooklyn Nets.
Jego występ nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy spojrzy się na statystyki rezerwowych Lakers, którzy przed sobotnim meczem zajmowali przedostatnie miejsce w lidze pod względem liczby zdobywanych punktów. Tymczasem Timme niemal w pojedynkę przewyższył średnią całej ławki rezerwowych swojego zespołu, co może zmusić sztab szkoleniowy do przemyślenia jego stałego miejsca w rotacji.
Właściwie jedyną większą niewiadomą w przypadku Drew może być brak większego doświadczenia z parkietów najlepszej koszykarskiej ligi świata. W ubiegłym sezonie, jeszcze w trykocie Nets, wystąpił w raptem dziewięciu meczach, notując przy tym co najmniej przyzwoite statystyki – średnio 12,1 punktu, 7,2 zbiórki i 2,2 asysty na mecz. Nie przekonało to jednak władz ekipy z Nowego Jorku, że warto na niego postawić w szerszej perspektywie.
Stąd przeprowadzka do Los Angeles, gdzie do tej pory błyszczał głównie w G League. Trzeba jednak przyznać, że jego szanse w NBA były – jak dotąd – znikome. Nie licząc starcia z Blazers, wcześniej nie spędził na parkiecie więcej niż siedmiu minut w jednym meczu (6 grudnia z Boston Celtics), więc i nie miał szans, by coś więcej pokazać. Stąd jego statystyki z obecnej kampanii – średnio 3,6 punktu, 0,9 zbiórki i 1 asysta – nie zachwycają. Z drugiej jednak strony, być może występ przeciwko koszykarzom z Oregonu będzie stanowił swoiste przełamanie.
Chociaż podkoszowy Lakers jest świadomy swoich ograniczeń, szczególnie w aspekcie defensywnym i atletycznym, jego instynkt strzelecki i umiejętność ułatwiania gry innym czynią go wartościowym elementem układanki trenera Redicka. Zawodnik podkreślił jednak, że kluczem do sukcesu była cierpliwość i ciężka praca podczas pobytu w lidze rozwojowej.
– Nie grałem tak długo od blisko dziesięciu miesięcy… świetnie w końcu zobaczyć efekty pracy, którą wykonuję. Występy w G-League pomagają mi utrzymać formę i być gotowym na takie okazje – przyznał 25-latek.
Również LeBron, jeden z liderów zespołu, nie szczędził pochwał pod adresem młodszego kolegi, sugerując, że właśnie na takich występach buduje się długoterminową siłę zespołu w sezonie zasadniczym. Według Jamesa dla Timme’a taki mecz to kapitał pewności siebie i wyraźny sygnał, że potrafi odnaleźć się na najwyższym poziomie. Czy był to jedynie jednorazowy błysk? Niezależnie od odpowiedzi Drew już pokazał, że kiedy dostaje swoją szansę, nie zwykł jej marnować.










