Kontuzje najważniejszych zawodników już na początku sezonu stawiają pytania o ich przyczyny. LeBron James uważa, że problem może tkwić nie tylko w samych urazach, lecz także w sposobie, w jaki NBA przygotowuje graczy do coraz szybszej gry. Jego zdaniem krótki okres przygotowawczy nie pozwala wejść zawodnikom w rytm meczów, które wymagają dziś pełnego wysiłku od pierwszego spotkania.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
LeBron James nie zna odpowiedzi na każde zerwane ścięgno, naciągnięty mięsień czy źle postawioną nogę. Jednak przez ponad 20 lat spędzonych na zawodowych parkietach może spojrzeć z boku na to, jak na przestrzeni lat zmieniała się koszykówka i NBA. W podcaście „Mind the Game” zwrócił uwagę, że zawodnicy mają coraz mniej czasu, by przygotować ciało do koszykówki, której nie da się odtworzyć na indywidualnym treningu w lipcu czy sierpniu.
– Wracamy do tempa dzisiejszej gry i myślę, że ma ono duże znaczenie. Nie da się zasymulować podczas przygotowań poza sezonem tego, jak gramy teraz. Możesz zrobić tyle, ile się da, ale wejście od razu na pełne obroty jest bardzo trudne – powiedział James.
James ma 41 lat, zaczął 24. sezon w NBA i sam najlepiej wie, ile kosztuje utrzymanie organizmu w gotowości. Jego punkt widzenia pasuje jednak do obrazu pierwszych tygodni rozgrywek. Z gry wypadli już m.in. Jalen Williams, Anthony Edwards i Tyrese Haliburton, a lista kontuzjowanych w wielu klubach szybko zrobiła się niepokojąco długa.
Nie chodzi tylko o liczbę spotkań
Łatwo powiedzieć, że problemem sezon składający się z 82 spotkań. To prawda, że sama jego długość od dawna budzi dyskusję, ale słowa LeBrona dotyczą czegoś innego. Zawodnik nie pokonuje tylko kolejnych kilometrów. Musi sprintem wrócić do obrony, wyjść daleko do rzucającego za trzy punkty, zatrzymać kozłującego po zmianie krycia, a chwilę później sam wykonać kilka gwałtownych ruchów bez piłki.
Koszykówka stała się bardziej wszechstronna, szybsza i wymagająca dla nóg. Więcej jest zmian kierunku, hamowania z pełnego biegu, ponownych przyspieszeń oraz zbiórek atakujących z obwodu. Wysoki skrzydłowy nie stoi już pod koszem, a obrońca nie może ukryć się w rogu. W praktyce niemal każdy zawodnik musi umieć pokryć znacznie większy fragment parkietu niż kilkanaście lat temu.
Tempo na początku obecnego sezonu jest najwyższe w NBA od ok. czterech dekad, choć oczywiście po kilku meczach takie dane trzeba traktować z przymrużeniem oka. Nie chodzi jednak wyłącznie o liczbę posiadań. Równie ważne jest to, ile energii kosztuje każde posiadanie – także wtedy, gdy zawodnik nawet nie dotyka piłki.
Mniej meczów przed sezonem, mniej czasu na wejście w rytm
James wskazał też na skrócony preseason. To ważny wątek, bo dla kibica mecze przedsezonowe często wyglądają jak niepotrzebny dodatek, a dla zawodnika są jedyną okazją, by sprawdzić ciało w warunkach zbliżonych do prawdziwej rywalizacji.
– Wiem, że jako gracze tego nie lubiliśmy, ale skrócenie preseasonu też może mieć znaczenie. Nie ma już właściwie treningów dwa razy dziennie. Zespoły od przygotowania fizycznego mówią zawodnikom, żeby grali mniej, a to może być dla nich bardziej szkodliwe – mówił LeBron.
Kluby wiedzą znacznie więcej o obciążeniach niż kiedyś, dokładniej mierzą wysiłek i ostrożniej zarządzają minutami. Jednocześnie mogą zbyt mocno chronić gracza przed obciążeniem. Zawodnik może być silny, wypoczęty i świetnie przebadany, a mimo to nie być jeszcze gotowy na serię prawdziwych sprintów, kontaktów i nagłych hamowań. To sygnał, że sztabom coraz trudniej znaleźć granicę między rozsądną ochroną a przygotowaniem do rzeczywistego wysiłku.
Liga szuka odpowiedzi, ale jednej przyczyny nie ma
Kontuzje Williamsa, Edwardsa czy Haliburtona nie są identyczne, a w przypadku części urazów decyduje zwykły pech, kontakt z rywalem albo pojedyncze złe lądowanie. Nie można więc ogłosić, że winny jest wyłącznie preseason, tempo albo liczba meczów.
Badanie opublikowane w 2022 r., dotyczące skróconego sezonu 2020, wykazało wyższą częstotliwość urazów niż w czterech poprzednich rozgrywkach. To nie rozstrzyga obecnej sytuacji, ale przypomina, że nagłe zwiększenie obciążeń i zagęszczenie rytmu meczowego mają znaczenie.
Problem NBA polega na tym, że łatwe rozwiązanie właściwie nie istnieje. Trudno skrócić sezon, gdy cała ekonomia ligi opiera się na 82 meczach. Trudno zwolnić grę, skoro właśnie jej tempo, rzuty za trzy punkty i otwarty parkiet napędzają dzisiejszy produkt. A powrót do dłuższego preseasonu też nie daje żadnej gwarancji zdrowia.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie?









