Paul George zdobył 38 punktów, trafiając siedem trójek w pierwszym meczu dla Boston Celtics. Ustanowił klubowy rekord debiutu, ale jego drużyna przegrała z Detroit Pistons 113:121 mimo prowadzenia różnicą 22 punktów. To ciekawy przykład, dlaczego świetny występ nowej gwiazdy nie rozwiązuje problemów ze zdobywaniem punktów pod presją i zatrzymywaniem rywala.



Paul George zagrał bardzo dobrze. Trafił 12 z 21 rzutów z gry, w tym siedem z 12 prób za trzy punkty. Do 38 punktów dodał też pięć przechwytów. Pod względem liczby punktów w debiucie dla Celtics przebił Kristapsa Porzingisa, który w swoim pierwszym występie zdobył ich 30.

To dokładnie taki mecz, który powinien pomóc nowemu zawodnikowi szybko przekonać do siebie kibiców. George potrafił wykorzystać przestrzeń, trafiał trudne rzuty i był aktywny w ataku. Sam nie miał jednak ochoty traktować rekordu jako pocieszenia po porażce. – To dla mnie nic nie znaczy – powiedział po spotkaniu, odrzucając myślenie o moralnym zwycięstwie. Trudno się dziwić jego reakcji. Drużyna miała mecz w rękach, a później straciła nad nim kontrolę.

Największy problem pojawił się w czwartej kwarcie. Pistons zdobyli 23 punkty z rzędu, zamieniając dziesięciopunktową stratę w trzynastopunktowe prowadzenie! Wcześniej odrobili już znaczną część jeszcze większej różnicy. Celtics zdołali ponownie odskoczyć, ale nie utrzymali tej przewagi.

Co prawda Duncan Robinson i Javonte Green trafiali niesamowite rzuty z dystansu. Ich aktywność zmuszała obronę do ciągłego reagowania. Robinson poruszał się po zasłonach, a zawodnicy Bostonu popełniali również kosztowne faule przy rzutach za trzy.

Z perspektywy Celtics kłopot był podwójny. Musieli zatrzymać serię rywala, a jednocześnie znaleźć sposób na skuteczną odpowiedź. Kilka nieudanych posiadań wystarczyło, żeby wcześniej spokojnie wyglądający mecz zamienił się w pogoń za wynikiem.

Warto zwrócić uwagę na występ Jaysona Tatuma. Zdobył tylko 13 punktów i 11 asyst. Trafił tylko sześć z 23 rzutów z gry. Spudłował wszystkie siedem prób za trzy. Pomagał zespołowi, ale zabrakło punktów, których drużyna potrzebowała w najtrudniejszych momentach.

Znaleźliśmy ciekawe podsumowanie tej sytuacji. John Karalis w analizie dla Sports Illustrated podkreślił, że Pistons utrudniali Tatumowi dostawanie się pod kosz oraz kończenie akcji. Tom Westerholm z Boston.com zwrócił z kolei uwagę na połączenie agresywnej obrony z trójkami gospodarzy. Drużyna z Detroit potrafiła więc jednocześnie odbierać rywalowi wygodne rozwiązania i powiększać własne możliwości w ataku.

Dla przebudowanych Celtics to ważniejszy temat niż sam wynik jednego meczu. Jeżeli podstawowym sposobem na odpowiedź będzie kolejny trudny rzut gwiazdy, to drużyna stanie się zależna od indywidualnej skuteczności Tatuma czy George’a, a tak można wygrać kilka meczów, ale nie serii w play-offach.

Dla Tatuma dodatkową presją może być fakt, że po odejściu Jaylena Browna wszyscy będą porównywać ich wyniki. Rok temu Brown był liderem Celtics, kiedy Tatum leczył kontuzję. Teraz Tatum odpowiada za losy drużyny, a Browna już nie ma. Jeśli okaże się, że Boston Browna uzyskał lepszy wynik niż Boston Tatuma, to kibice mogą nie być z tego zadowoleni, a to będzie kłopot dla klubu.

Wracając jeszcze do wczorajszego meczu. W Detroit nie udało się również wystarczająco wykorzystać zbiórek w ataku. Mitchell Robinson i Neemias Queta mieli po jednej takiej zbiórce, a Pistons zdobyli więcej punktów z ponowień. W dniu słabszej skuteczności jednego z liderów dodatkowe szanse na rzuty po zbiórkach w ataku mogą mieć szczególną wartość.

Bardzo dobry występ George’a pozostaje mimo wszystko dobrą wiadomością dla kibiców Celtics. Pokazał, że potrafi od razu dać drużynie bardzo dużo. W najbliższych tygodniach zobaczymy też jak trener Joe Mazzulla będzie wykorzystywał umiejętności George’a i czy będzie w stanie ułatwić grę Tatumowi.

Jesteś gotowy na nowy sezon NBA? Posłuchaj Podcastu PROBASKET:

Plan pierwszych transmisji NBA w TVP Sport

21/22 października (noc ze środy na czwartek), godz. 1:30 – Miami Heat – Minnesota Timberwolves

Komentatorzy: Radosław Spiak i Radosław Hyży

22/23 października (noc z czwartku na piątek), godz. 1:00 – Philadelphia 76ers – Cleveland Cavaliers

Komentatorzy: Radosław Spiak i Michał Pacuda

25 października (niedziela), godz. 22:00 – Utah Jazz – Los Angeles Lakers

Komentatorzy: Radosław Spiak i Szymon Szewczyk

30/31 października (noc z piątku na sobotę), godz. 0:30 – Philadelphia 76ers – New York Knicks

Komentatorzy: Radosław Spiak i Radosław Hyży

1 listopada (niedziela), godz. 21:30 – Orlando Magic – Boston Celtics

Komentatorzy: Radosław Spiak i Michał Pacuda

Gdzie oglądać NBA w TVP Sport?

Wszystkie pięć spotkań będzie pokazane na żywo z polskim komentarzem na głównej antenie TVP Sport. Kanał jest dostępny bezpłatnie w naziemnej telewizji cyfrowej, a także w ofertach operatorów kablowych i satelitarnych. Transmisje będzie można oglądać również bezpłatnie na stronie sport.tvp.pl oraz w aplikacji TVP Sport na telefonach, tabletach i obsługiwanych telewizorach Smart TV.

Dla osób, które nie mogą oglądać nocnych spotkań na żywo, są także materiały z odtworzenia w serwisie i aplikacji TVP Sport oraz powtórki na antenie. Szczegółów dotyczących godzin powtórek warto szukać w programie stacji i naszej aktualizowanej rozpisce KOSZ w TV.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany