Gdy Los Angeles Lakers ogłosili podpisanie czteroletniego kontraktu o wartości 52 milionów dolarów z Sandro Mamukelaszwilim, nie wszyscy eksperci byli przekonani do tej decyzji. Gruziński skrzydłowy nie należał do najbardziej medialnych nazwisk na rynku wolnych agentów, ale w Mieście Aniołów najwyraźniej dostrzegli w nim coś, co może okazać się istotne dla zespołu budowanego wokół Luki Doncicia i Austina Reavesa. Przedsezonowe starcie z Sacramento Kings przyniosło obiecujący sygnał, że ten ruch może zaprocentować szybciej, niż wielu się spodziewało.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Dla 27-letniego koszykarza przeprowadzka do Los Angeles miała szczególne znaczenie. Dorastając w Gruzji, Sandro Mamukelaszwili nie miał wielu okazji do oglądania meczów NBA, a w telewizji najczęściej trafiał na spotkania popularnych „Jeziorowców” z udziałem legendarnego Kobe Bryanta. To właśnie w nim upatrywał swojego idola. Fascynacja gwiazdorem była tak duża, że jeszcze podczas gry na uczelni Seton Hall uwiecznił na skórze hasło „Mamba Mentality”.
Nic dziwnego, że wiadomość o podpisaniu kontraktu z Lakers wywołała u niego prawdziwą euforię.
– Kiedy wszystko się rozstrzygnęło, chyba kompletnie odleciałem. Nie myślałem o niczym. Zastanawiałem się tylko: „Co tu się właśnie odwaliło?” – wspominał Mamu. Jak opowiadał, razem z bliskimi zaczął wtedy szaleć na parkingu restauracji w New Jersey. W tle leciał utwór Snoop Dogga „Purp & Yellow”, nawiązujący do barw jego nowego klubu.
Emocje towarzyszyły mu podczas pierwszego występu przed własną publicznością w Crypto.com Arena. Mamukelaszwili wybiegł wówczas na parkiet w butach dedykowanych Bryantowi.
– Przez cały dzień chodziłem po hali i towarzyszyły mi niesamowite emocje. Czułem się, jakbym założył okulary 3D i ktoś oprowadzał mnie po zupełnie nowym świecie – opowiadał.
Gruzin szybko pokazał jednak, że w Los Angeles nie zamierza ograniczać się do spełniania marzeń z dzieciństwa. W wygranym 114:110 meczu z Sacramento Kings zdobył 19 punktów, do których dołożył cztery asysty, trzy zbiórki, przechwyt i blok w zaledwie 21 minut spędzonych na parkiecie jako rezerwowy. Trafił 7/10 rzutów z gry, w tym 3/6 prób zza łuku.
Rola Mamukelaszwilego nie ogranicza się jednak do zdobywania punktów. Trener JJ Redick od początku widział w nim tzw. offensive connector – zawodnika, który spaja ofensywę, płynnie kontynuuje akcje, szybko podejmuje decyzje i umiejętnie wykorzystuje przestrzeń tworzoną przez liderów zespołu. Już podczas letnich rozmów szkoleniowiec podkreślał, że nie chce przypisywać Gruzina do jednej, sztywno określonej pozycji.
– Na razie zapomnij o pozycjach. Nie znoszę takiego szufladkowania. Dla mnie jesteś po prostu koszykarzem – powiedział wówczas Redick.
Wszechstronność nowego zawodnika Lakers dobrze pokazały dwie kolejne akcje z czwartkowego spotkania. Najpierw po wyjściu na obwód i wykorzystaniu zasłony zgubił obrońcę zwodem, a następnie trafił trójkę po odskoku. Chwilę później wykorzystał podanie Bronny’ego Jamesa w narożniku i ponownie celnie przymierzył zza łuku.
W poprzednim sezonie w barwach Toronto Raptors trafiał 38,9% rzutów za trzy, ale jego atutem jest nie tylko skuteczność z dystansu. Potrafi również zebrać piłkę i samemu napędzić atak, a Redick sprawdził go nawet na pozycji środkowego w ustawieniu strefowym 3–2 w obronie. Takie rozwiązanie może okazać się przydatne na przykład w razie nieobecności Walkera Kesslera.
Jednym z najważniejszych zadań Gruzina pozostaje ułatwianie gry liderom zespołu – Luce Donciciowi i Austinowi Reavesowi. Obaj przyciągają uwagę defensywy, dzięki czemu ich partnerzy mogą liczyć na więcej miejsca i dogodniejsze pozycje do rzutu. Mamukelaszwili poświęcił sporo czasu na analizę nagrań, by lepiej zrozumieć, gdzie będzie otrzymywał piłkę i jak reagować na ruchy obrońców.
– Wyobrażałem sobie, że będę korzystał z tego, jak dużą uwagę obrońców przyciągają Luka i Austin. Chciałem znajdować się na wolnych pozycjach i trafiać trójki albo zbierać piłkę i ruszać z nią do przodu, bo rywale często odcinają Lukę i Austina od gry. Zależy mi też na tym, żeby spajać naszą ofensywę- wyjaśnił sam zainteresowany.
– Chcę być zawodnikiem, na którym można polegać. Nie zamierzam być słabym ogniwem. Pracuję nad tym, oglądam dużo nagrań i wiem, że muszę dalej się rozwijać – przyznał.
Nie od razu jednak potrafił w pełni wykorzystać swoje atuty. Na początku obozu przygotowawczego za bardzo skupiał się na tym, by sprostać oczekiwaniom i nie zawieść nowych kolegów z drużyny. Zwrócił na to uwagę Reaves, który podkreślił, że Lakers potrzebują Gruzina grającego w swoim naturalnym stylu.
– Na początku za bardzo starał się nikogo nie zawieść, zamiast po prostu grać tak, jak potrafi. Chcemy, żeby był sobą. Jeśli zbierze piłkę, ma ruszać z nią do przodu i organizować grę jak rozgrywający – zauważył lider „Jeziorowców”.
Kluczowe okazało się wsparcie Redicka i całego sztabu szkoleniowego. Trenerzy dali Mamukelaszwilemu jasno do zrozumienia, że nie musi nadmiernie analizować każdej sytuacji, jeśli znajdzie dobrą pozycję do rzutu.
– Szczerze mówiąc, to wszystko zasługa trenera JJ-a i całego sztabu szkoleniowego. Dali mi ogromną pewność siebie. Powiedzieli mi, żebym rzucał, gdy mam dobrą okazję, i nie zastanawiał się nad tym ani przez chwilę. Kiedy wiesz, że trener cię wspiera, nie ma się nad czym głowić – po prostu rzucasz – przyznał koszykarz.
Po latach szukania swojego miejsca w NBA – od Milwaukee Bucks, przez San Antonio Spurs, aż po udany sezon w Raptors, gdzie notował średnio 11,2 punktu i 4,9 zbiórki na mecz – wreszcie wygląda na to, że Mamukelaszwili trafił do zespołu, który widzi w nim ważny element drugiego składu. Przedsezonowy występ przeciwko Kings pokazał, jak wiele może wnieść do gry Lakers. Teraz pozostaje pytanie, czy przełoży tę dyspozycję na sezon zasadniczy i udowodni, że zaufanie, jakim obdarzyli go trenerzy, może przynieść korzyści całemu zespołowi.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










