Los Angeles Clippers po raz kolejny znaleźli się w centrum skandalu. Śledztwo dotyczące omijania limitu wynagrodzeń i tajnych umów związanych z Kawhi Leonardem rzuciło nowe światło na sposób funkcjonowania kalifornijskiej organizacji. Tymczasem, choć sprawa dotyczy wydarzeń, które miały miejsce całkiem niedawno, na światło dzienne zaczęły wychodzić również inne historie z przeszłości organizacji. Jedną z nich przypomniał Glen „Big Baby” Davis, który w swoich ostatnich wypowiedziach ostro rozliczył się z byłym klubem, opowiadając o decyzjach właścicielskich oraz problemach medycznych, które — jego zdaniem — miały przyczynić się do przedwczesnego zakończenia jego kariery.
Los Angeles Clippers najwyraźniej nie mają szczęścia do właścicieli. Sprawę Steve’a Ballmera i jego prób omijania salary cap, by zapewnić dodatkowe apanaże swojej największej gwieździe, Kawhi Leonardowi, opisywaliśmy na naszych łamach już niejednokrotnie. Choć sam zawodnik uniknął szerszych konsekwencji, to wszystko wskazuje na to, że jego były pracodawca będzie musiał sprzątać swój bałagan przez co najmniej kilka lat.
Czyżby Ballmer zaczął podążać śladami swojego niesławnego poprzednika? Donald Sterling przez lata uchodził za jednego z najbardziej kontrowersyjnych właścicieli w historii NBA. Jego nazwisko wielokrotnie pojawiało się w sprawach dotyczących rasizmu i nierównego traktowania, a problemy z prawem nie ograniczały się wyłącznie do działalności przy koszykówce. Ostatecznie jednak to rasistowskie nagrania ujawnione w 2014 roku doprowadziły do jego dożywotniego wykluczenia z najlepszej ligi świata i wymuszonej sprzedaży klubu.
Jednym z głośniejszych wątków z czasów Sterlinga była sprawa JJ-a Redicka, który w 2013 roku miał podpisać z Clippers czteroletni kontrakt wart 27 milionów dolarów. Obecny trener Los Angeles Lakers mówił swego czasu, że słyszał dwie wersje dotyczące niechęci właściciela do tej umowy — według jednej Sterling nie chciał płacić tak dużych pieniędzy białemu zawodnikowi, według drugiej uważał po prostu, że zawodnik wchodzący z ławki nie jest wart tak wysokiego kontraktu. Davis przedstawił tę historię jeszcze inaczej.
– Nie, JJ pełnił rolę tego jednego białego zawodnika. Każdy chciał mieć go w swoim zespole i zaoferować mu kontrakt. Tyle że moim zdaniem nie grał na poziomie, który powinien prezentować, więc nie dostał tego, na co zasługiwał – wspominał „Big Baby”.
Ostatecznie Redick podpisał umowę i w kolejnych latach rozegrał w Los Angeles jedne z najlepszych sezonów w karierze. Dla Davisa był to jednak początek zupełnie innej historii.
Najbardziej dramatyczny moment w jego karierze nadszedł podczas play-offów w 2015 roku. W szóstym meczu serii z San Antonio Spurs doznał urazu lewej kostki, który sztab Clippers określił jako skręcenie. Mimo bólu wrócił na parkiet w decydującym, siódmym spotkaniu, a kilka miesięcy później nie był już zawodnikiem NBA. Po latach zaczął przekonywać, że właśnie wtedy doszło do wydarzeń, które na zawsze zmieniły jego życie.
Problem miał być znacznie poważniejszy, niż początkowo sądzono. Davis twierdzi, że miał złamaną kostkę, a mimo to był leczony tak, by mógł dalej grać. W kolejnych meczach miał otrzymywać Toradol — silny lek przeciwbólowy, który pozwalał mu zagłuszyć ból i kontynuować występy.
– Szprycowali mnie Toradolem chyba w każdym meczu play-offów, kiedy miałem złamaną kostkę. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Gdybym wiedział, że jest złamana, nawet, nie próbowałbym tego zagłuszać cholernymi zastrzykami. Powiedziałbym: „Koniec. Idę na operację.” – wyznał 40-latek.
Po tym, jak jego zespół został wyeliminowany przez Houston Rockets, Davis nie przeszedł już żadnych dodatkowych badań i wkrótce rozstał się z Clippers. Dopiero we wrześniu, po konsultacji z niezależnym lekarzem, miał dowiedzieć się, że jego kontuzja jest znacznie poważniejsza, niż wcześniej sądzono, i wymaga operacji. W konsekwencji upadł również jego niedoszły transfer do… Spurs.
– Kiedy odchodziłem, dali mi zdjęcia rentgenowskie i powiedzieli: „Nic tam nie widać”. Ale kiedy poszedłem do swojego lekarza, usłyszałem: „Masz złamaną stopę”. Pomyślałem: „Co? Przecież wydawało mi się, że po prostu mam mocno uszkodzoną kostkę” – kontynuował były koszykarz.
Co najciekawsze, gdy poinformował o diagnozie ówczesnego trenera Clippers, Doca Riversa, spotkał się z chłodną reakcją i brakiem wsparcia.
– Wtedy Doc powiedział: „Przykro mi, stary”. Nie usłyszałem czegoś w rodzaju: „Wracaj do zdrowia” albo „Możesz przyjść tutaj potrenować, dojść do siebie, a ja pomogę ci znaleźć zespół w G League. Będziesz mógł krok po kroku wrócić do gry”. Nic z tych rzeczy. Po prostu cisza – dodał „Big Baby”.
Zdaniem Davisa popełnione przez Clippers błędy w opiece medycznej przedwcześnie zakończyły jego karierę — miał wtedy zaledwie 29 lat. Koszykarz uważa, że przez uraz i jego niewłaściwe leczenie stracił cztery sezony oraz co najmniej 30 milionów dolarów potencjalnych zarobków. Do dziś przechowuje zdjęcia RTG i nie wyklucza pozwu przeciwko organizacji.
Kiedy kariera w NBA dobiegła końca, problemy Davisa dopiero się jednak zaczynały. Nieumiejętne zarządzanie pieniędzmi doprowadziło go do poważnych tarapatów, a te z czasem pchnęły go w stronę przestępstwa. Podczas występów w lidze BIG3 Glen zaangażował się w spisek mający na celu wyłudzenie pieniędzy z programu świadczeń zdrowotnych NBA. Za udział w oszustwie, w którym wyłudzono 40 tysięcy dolarów, został skazany na 40 miesięcy więzienia. Ostatecznie odsiedział niespełna połowę wyroku.
40-latek do dziś uważa jednak, że zapłacił za całą aferę znacznie wyższą cenę niż inni. Jego zdaniem liga i prokuratura postanowiły zrobić z niego „kozła ofiarnego”, podczas gdy inne osoby zamieszane w sprawę uniknęły więzienia.
– Dosłownie chcieli zrobić ze mnie przykład. Przecież śledztwem objęto mnóstwo osób – zauważył, wskazując na nazwiska takie jak Kendrick Perkins, Tony Allen, Darius Miles, Matt Barnes, Stephen Jackson czy Gilbert Arenas.
– Kendrick Perkins? Widzicie go w ESPN. Tony Allen — dosłownie był trzecią osobą w akcie oskarżenia, razem z żoną. A nie siedzi w więzieniu. Darius Miles — jego też tam nie ma. Ci ludzie mieli pieniądze, po kilka tysięcy dolarów. Jakim cudem to ja skończyłem w więzieniu, a oni dostali wyroki w zawieszeniu i nadal chodzą wolno? – dopytywał retorycznie w wywiadzie.
Upadek wizerunkowy i wyrok więzienia brutalnie przekreśliły lata pracy sportowca. Jak sam wyznał z żalem: – Tracisz relacje, które budowałeś przez lata. Twój wizerunek jest skażony. Cała ciężka praca, jaką włożyłeś w to, by być wzorem do naśladowania, poszła na marne.
Od feralnej kontuzji, przez utraconą karierę i miliony dolarów, aż po więzienną celę — historia „Big Baby” pokazuje, jak szybko sportowy sukces może zamienić się w pasmo dramatycznych konsekwencji. Dziś Clippers znów znajdują się w centrum skandalu, tym razem związanego z Kawhi Leonardem i próbą obejścia salary cap. Dla Davisa obecne problemy organizacji są jednak tylko kolejnym rozdziałem jej historii. On sam od ponad dekady uważa, że jeden z najważniejszych momentów jego życia wydarzył się właśnie w Los Angeles — i do dziś nie pogodził się z tym, jak zakończyła się jego przygoda z Clippers.










