Los Angeles Lakers, dążąc do zbudowania mistrzowskiego składu wokół Luki Doncicia, zdecydowali się tego lata na ruch, który wstrząsnął fundamentami NBA. Pozyskanie Walkera Kesslera z Utah Jazz w ramach transakcji sign-and-trade miało być brakującym elementem układanki, jednak warunki finansowe i cena, jaką zapłacono za młodego środkowego, sprawiły, że transakcja ta stała się obiektem bezlitosnej krytyki ekspertów. Według najnowszego rankingu Yahoo Sports, czteroletnia umowa opiewająca na 130 milionów dolarów została uznana za drugi najgorszy kontrakt lata w 2026 roku. Niżej wyceniono jedynie porozumienie Trae Younga z Washington Wizards.
Krytyka pod adresem zarządu Los Angeles Lakers nie skupiła się wyłącznie na samej pensji zawodnika, ale na kumulacji kosztów, które organizacja poniosła, by zabezpieczyć jego usługi. Aby powstrzymać Utah Jazz przed wyrównaniem oferty, Rob Pelinka i spółka zostali zmuszeni do „opróżnienia szafy” z aktywów draftowych, oddając dwa wybory w pierwszej rundzie oraz dwa prawa do zamiany wyborów (pick swaps). Ben Rohrbach z Yahoo Sports nie szczędził mocnych słów, analizując tę decyzję w kontekście budowania zespołu wokół Luki Doncicia.
– Nie chodzi tylko o to, że Lakers zaoferowali Walkerowi Kesslerowi średnio 32,5 mln dolarów rocznie – mniej więcej tyle, ile Miami Heat zapłacą Bamowi Adebayo. Problem polega na tym, że aby móc wręczyć mu taki kontrakt, oddali Utah Jazz dwa wybory w pierwszej rundzie draftu i dwa prawa do zamiany wyborów w ramach transakcji sign-and-trade, aby uzyskać możliwość zaoferowania takiego kontraktu środkowemu, który często zmaga się z kontuzjami – zauważył dziennikarz w swoim artykule. Jego zdaniem tak drastyczne uszczuplenie zasobów na przyszłość ogranicza elastyczność klubu w momentach, gdy wsparcie dla liderów może okazać się niezbędne.
Głównym zarzutem wobec kontraktu Walkera Kesslera jest fakt, że opiera się on na potencjale, a nie na dotychczasowych, stabilnych osiągnięciach na najwyższym poziomie. Choć statystyki środkowego – średnio 9,5 punktu, 9,3 zbiórki i 2,4 bloku na mecz w barwach Jazz – są co najmniej solidne, eksperci zdają się powątpiewać, że 24-latek może być filarem drużyny walczącej o tytuł. Sytuację komplikuje historia medyczna zawodnika, w tym poważna operacja obrąbka stawowego w lewym ramieniu, która zakończyła jego występy w poprzednim sezonie po zaledwie pięciu meczach.
– To wszystko opiera się wyłącznie na nadziei. Nie widzieliśmy jeszcze tego w wykonaniu Kesslera. (…) Lakers, jak zawsze, zakładają, że wiele rzeczy ułoży się po ich myśli, aby mogli rywalizować o najwyższe cele. Tyle że teraz pozbyli się aktywów, których najprawdopodobniej będą potrzebować, jeśli coś pójdzie nie tak – podsumował dosadnie Rohrbach.
W Los Angeles powodzenie projektu budowanego wokół Doncicia w dużej mierze uzależniono od rozwoju Walkera i Austina Reavesa. Tymczasem obecne projekcje, przewidujące Jeziorowców zaledwie na szóstym miejscu na Zachodzie, tylko potęgują niepokój wśród fanów.
Mimo fali krytyki, obrońcy tego ruchu, w tym prezydent ds. operacji koszykarskich, Rob Pelinka, podkreślają, że zespół znajdował się w sytuacji bez wyjścia. Rynek środkowych tego lata był niezwykle ubogi, a presja na wzmocnienie strefy podkoszowej – wręcz przeciwnie. Alternatywą było podpisanie Mitchella Robinsona, co uznano za jeszcze bardziej ryzykowne posunięcie. W obliczu ograniczonej podaży, Lakers musieli zapłacić „podatek od desperacji”, wierząc, że Kessler stanie się fundamentem defensywy pod okiem nowego trenera, JJ-a Redicka.
Choć organizacja rozważa również inne, mniej ryzykowne ruchy w tle – takie jak ewentualne pozyskanie Matisse’a Thybulle’a czy monitorowanie sytuacji Jonathana Kumingi – najpewniej to właśnie postać byłego podkoszowego Utah Jazz zdefiniuje najbliższe lata w Mieście Aniolów. Jeśli 24-latek pozostanie zdrowy, Lakers mogą wyglądać jak wizjonerzy. Jeżeli jednak problemy zdrowotne powrócą, cena zapłacona za jego sprowadzenie będzie ciążyć organizacji przez lata.










