Za nami kolejne finałowe rozstrzygnięcia w play-offach. San Antonio Spurs bez większych problemów pokonali Portland Trail Blazers po raz czwarty i zameldowali się tym samym w półfinale Konferencji Zachodniej. Przed podobną szansą stanęli tej nocy Boston Celtics, ale na ich drodze stanął duet Joel Embiid – Tyrese Maxey, a Sixers wciąż są w grze. Prowadzenie w serii z Hawks objęli New York Knicks, a to przede wszystkim za sprawą kapitalnego występu Jalena Brunsona. Warto zaznaczyć też, że choć Jeremy Sochan otrzymał od trenera Mike’a Browna nieco ponad trzy minuty gry, to i tak zdołał zapisać na swoim koncie aż 10 punktów.



Boston Celtics – Philadelphia 76ers 97:113 [3-2]

Statystyki

  • Ten mecz z pewnością nie rozpoczął się po myśli Joela Embiida, który po sporej dawce krytyki, którą musiał przyjąć po swoim poprzednim występie, tym razem wszedł mecz z skutecznością 1/6 w pierwszej kwarcie. Nie radził sobie również VJ Edgecombe, ale na wysokości zadania stanęli Paul George oraz Tyrese Maxey (razem 14 punktów w 1Q).
  • Dla Philadelphia 76ers najważniejszy był jednak fakt, że pomimo ich efektywności w finalizowaniu swoich ataków (36% z gry, 23,1% za trzy) równie kiepsko pod tym względem radzili sobie Boston Celtics (1/10 zza łuku). Dzięki temu strata była początkowo nieznaczna (23:21).
  • Embiid w końcu się przebudził i w drugiej odsłonie zdobył w pojedynkę 13 oczek. Dobrze prezentował się jednak również Jayson Tatum, cenne trafienia zza łuku dorzucił Nikola Vucević, punktował też Payton Prichard, wobec czego przewaga C’s znów wzrosła (57:50).
  • Po powrocie na parkiet gospodarze zaliczyli serię punktową 6:0 i wydawało się, że mają szansę zamknąć ten mecz na długo przed jego zakończeniem. Ofensywną niemoc Sixers przerwał jednak Kelly Oubre Jr,, swoje dorzucili też George oraz Embiid i po kilku chwilach przyjezdni znów znajdowali się w zasięgu dwóch posiadań (65:60). Stan rywalizacji utrzymywał się mniej więcej na tym poziomie przez resztę trzeciej odsłony (86:85).
  • Kluczowa była zatem ostatnia cześć gry. Tutaj Boston całkowicie oddał pole do popisu Szóstkom, które zaliczyły serię punktową 22:2, przejmując inicjatywę i przesądzając w ten sposób o losach spotkania. W całej czwartej kwarcie Jayson Tatum był 0/2 z gry, Jaylen Brown 0/6, Derrick White 0/3, a cały zespół Celtics tylko 3/22.
  • — Mieliśmy dobre pozycje rzutowe, ale nie byliśmy w stanie ich wykorzystać — mówł o sytuacji z końcówki spotkania trener Joe Mazzulla. W całym meczu najlepiej w jego zespole spisali się Tatum (24 punkty, 16 zbiórek, 3 przechwyty) oraz Brown (22 punkty, 5 zbiórek, 5 asyst).
  • — To wyglądało dosyć podobnie do poprzedniego spotkania. Miał wiele czystych pozycji rzutowych, ale nie trafiał. Siedziałem i myślałem sobie, że nie jest daleko od odnalezienia swojego rytmu. Każdy zachęcał go, by dalej próbował trafiać — mówił o kiepskim początku Embiida trener Nick Nurse.
  • W końcowym rozrachunku Embiid zapisał na swoim koncie 33 punkty, osiem asyst oraz cztery zbiórki. Double-double w postaci 25 oczek i 10 zbiórek odnotował Tyrese Maxey. Dobrze wypadł też Paul George, autor 16 punktów, dziewięciu zebranych piłek i siedmiu asyst.
  • — Robi wszystko po obu stronach parkietu. W obronie krył Tatuma, Browna. Jest świetnym obrońcą i utrudniał im życie. Trafił też wielką trójkę. Robi trochę wszystkiego, a my tego wszystkiego potrzebujemy — mówił Embiid o występie George’a.
  • Rywalizacja znów przenosi się więc do Filadelfii, gdzie Sixers przegrali wcześniej oba spotkania. Game 6 zostanie rozegrany w nocy z czwartku na piątek, choć w momencie tworzenia tekstu konkretna godzina nie jest jeszcze znana.

New York Knicks – Atlanta Hawks 126:97 [3-2]

Statystyki

  • Drugi z pojedynków tej nocy był już zdecydowanie bardziej jednostronny. Zaczęło się już w pierwszej kwarcie, w której Atlanta Hawks nie mogli odnaleźć swojego rytmu strzeleckiego z dystansu (1/8 za trzy w 1Q), z kolei New York Knicks wykorzystywali 65% swoich prób z gry. Bezbłędny był Karl-Anthony Towns (3/3), błyszczał Jalen Brunson, a przewaga gospodarzy zaczęła rosnąć (35:22).
  •  W drugiej odsłonie w dalszym ciągu nie radził sobie CJ McCollum, który z pewnością nie zaliczy tej nocy do udanych. Na wysokości zadania próbowali stanąć Nickeil Alexander-Walker czy Onyeka Okongwu, ale nie byli oni w stanie ukąsić Nowojorczyków. Przewaga gospodarzy osiągnęła w pewnym momencie pułap nawet 22 oczek (59:37), choć ostatecznie na przerwę schodzili oni z 16-punktową zaliczką (64:48).
  • Trzecia część pod wieloma względami wyglądała podobnie. Wspomniana dwójka znów wyróżniała się na tle swoich partnerów, McCollum dalej nie mógł wejść w rytm, dwa trafienia dorzucił Dyson Daniels, ale po drugiej stronie tempo gry i przebieg spotkania cały czas kontrolowali Knicks.
  • Kiedy Jastrzębie zdołały zbliżyć się na 14 oczek, gospodarze odpowiedzieli serią 6:0 autorstwa Jordana Clarksona, Mitchella Robinsona oraz Townsa (86:65). Gwoździem do trumny Hawka była ostatnia odsłona, w której Knicks mieli dwóch bohaterów.
  • Głównym był Brunson, który w 4 kwarcie zdobył aż 17 punktów i otrzymał tym samym owacje na stojąco od Madison Square Garden. Na wyróżnienie zapracował jednak również Jeremy Sochan, który dostał jedynie 3 minuty i 28 sekund na parkiecie, a mimo to zdobył 10 punktów przy perfekcyjnej skuteczności (4/4 z gry, w tym 1/1 zza łuku). Do swojego dorobku reprezentant Polski dołożył jeszcze jedną zbiórkę.
  • — Nasi zawodnicy zagrali dobry mecz. Jestem przekonany, że Atlanta czuje, iż potrafią grać lepiej. Jesteśmy przekonani, że potrafią. Pozwoliliśmy im na jedynie pięć ofensywnych zbiórek, co dla tego zespołu jest czymś wielkim, bo pod tym względem są jednym z najlepszych zespołów w lidze — mówił na konferencji prasowej trener Mike Brown.
  • W końcowym rozrachunku Jalen Brunson skompletował 38 punktów, osiem asyst i trzy zbiórki. Podwójną zdobycz na swoich kontach zapisali natomiast OG Anunoby (17 oczek, 10 zbiórek, 2 przechwyty) oraz Karl-Anthony Towns (16 punktów, 14 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty).
  • Po stronie Hawks najlepiej punktowali Jalen Johnson (17 oczek, 10 zbiórek, 6 asyst), Dyson Daniels (17 punktów, 5 asyst), Nickel Alexander-Walker oraz Onyeka Okongwu (po 17 pkt). Kiepsko wypadł CJ McCollum (6 punktów, 4 straty, 3/10 z gry).

San Antonio Spurs – Portland Trail Blazers 114:95 [4-1]

Statystyki

  • Choć w pewnym momencie tej serii zrobiło się nieciekawie, to San Antonio Spurs nie dali się złamać i bez większych problemów zakończyli rywalizację z Portland Trail Blazers w pięciu spotkaniach. Minionej nocy ich dominacja była widoczna od pierwszej odsłony, w której świetnie radzili sobie Julian Champagnie, autor trzech trafień zza łuku (36:24).
  • Przyjezdni nie prezentowali się tragicznie, ale nie byli po prostu w stanie znaleźć odpowiedzi na grę Ostróg. Zaliczyli jednak poważny moment słabości na początku drugiej odsłony, który Spurs przerodzili w serię punktową 18:2 autorstwa m.in. Keldona Johnsona czy Dylana Harpera (54:28).
  • Pozostała część drugiej części do dokładne przeciwieństwo wymiany ciosów. Po serii gospodarzy Portland odpowiedzieli czterema trafieniami z rzędu (54:37), po których jednak to Spurs zaliczyli kolejną serię (65:37). Co miało miejsce tuż przed przerwą? Dokładnie, kolejna seria Blazers, która tym razem zmniejszyła ich stratę do 20 oczek (65:45).
  • Po powrocie na parkiet Portland musieli rzucić się do odrabiania strat, jeżeli myśleli o przedłużeniu tej serii chociażby o jedno spotkanie. To jednak podopieczni Mitcha Johnsona raz jeszcze przejęli inicjatywę. Dwie trójki Stephona Castle’a i osobiste Champagnie znów dały Spurs komfortową zaliczkę (73:47).
  • Goście przebudzili się dopiero w czwartej kwarcie, kiedy przy stanie -20 raz za razem zza łuku trafiali Sidy Cissoko, Jrue Holiday i Donovan Clingan, co sprawiło, że przewaga Spurs stopniała do zaledwie dziewięciu oczek (91:82). Odpowiedź była jednak natychmiastowa i do ostatniej syreny nie było już mowy i żadnej niespodziance.
  • — Nauczyliśmy się, że możemy pokonać przeciwności w trakcie trwania spotkania — mówił tuż po zakończeniu spotkania Wemby. — Wpływ Wemby’ego? To nie do porównania z nikim. Tylko on i Steph Curry są na takim poziomie — dodał Fox.
  • To właśnie De’Aaron Fox (21 punktów, 9 asyst) oraz Victor Wembanyama (17 punktów, 14 zbiórek, 6 bloków), a także Julian Champagnie (19 punktów, 7 zbiórek; 5/7 zza łuku) byli tej nocy najlepszymi punktującymi Ostróg. Świetne 17 oczek z ławki zaliczył też Dylan Harper.
  • Po stronie Blazers robił co mógł Deni Avdija, autor 22 oczek. Po stronie Blazers szwankowała jednak skuteczność zza łuku. Zawodnicy wyjściowej piątki byli razem 6/28 za trzy. Portland kończą swoją pierwszą przygodę w play-offach od pięciu lat na etapie pierwszej rundy.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    43 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany