W ubiegłym roku grali w wielkim finale. Teraz? Są pierwszym zespołem, który już oficjalnie nie ma żadnych szans na awans do fazy play-off. Indiana Pacers jako pierwsi w tym sezonie odpadli z rywalizacji o fazę posezonową. To efekt ich porażki w Sacramento przy jednoczesnym zwycięstwie Charlotte Hornets w Portland.
To był pojedynek na szczycie, ale odwróconej tabeli. Sacramento Kings ograli Indiana Pacers i choć od dawna było wiadomo, że Pacers w fazie play-off nie zagrają, to po tym spotkaniu stało się to na 100% pewne. W tej chwili ekipa z Indianapolis straciła już nawet matematyczne szanse. Drużyna trenera Ricka Carlisle’a ma na koncie dziesięć kolejnych porażek i najgorszy na ten moment bilans w całej lidze: 15 wygranych i 50 przegranych.
– To był szalony mecz – podsumował przegraną z Kings szkoleniowiec Pacers. Bo jeszcze w trzeciej kwarcie finaliści z ubiegłego sezonu mieli 20 punktów przewagi. A mimo to przegrali.
Tym samym Pacers zabraknie w fazie posezonowej. W ostatnich 15 latach tylko cztery razy nie byli w stanie wywalczyć awansu do fazy play-off – teraz będzie ten piąty przypadek. Indiana od początku rozgrywek zmaga się z plagą kontuzji. Calutki sezon z powodu zerwanego ścięgna Achillesa straci oczywiście Tyrese Haliburton, który urazu doznał w siódmym meczu finałów poprzednich rozgrywek.
Warto jednak dodać, że Pacers po transferze po Ivicę Zubaca – który cały czas nie zadebiutował jeszcze w nowych barwach, choć może to nastąpić lada dzień – mają dodatkowy powód, by być jedną z najgorszych ekip w lidze. Oddali oni bowiem swój wybór w pierwszej rundzie draftu do Los Angeles Clippers, ale nałożyli na niego protekcję. Pick ten jest chroniony w top4 oraz w przedziale 10-30.
Co to oznacza? Że Pacers muszą tak naprawdę wylądować w najlepszej czwórce draftu, by ten wybór zatrzymać. A jeśli będą mieli jeden z trzech najgorszych bilansów w NBA na koniec tego sezonu, to w loterii będą mieli aż 52,1 proc. szans na wylosowanie wyboru w top4.










