Kiedy Jayson Tatum wybiegł na parkiet TD Garden w piątkowy wieczór, licznik zatrzymał się na 298 dniach. Tyle czasu minęło, odkąd kibice Boston Celtics widzieli swoją gwiazdę w akcji po raz ostatni, zanim dramatyczne zerwanie ścięgna Achillesa w ubiegłorocznej fazie play-off przerwało marzenia ich ulubieńców o obronie tytułu. Powrót lidera zespołu w starciu z Dallas Mavericks był nie tylko sportowym wydarzeniem, ale też manifestacją hartu ducha i braterskiej więzi, która w obecnej NBA staje się rzadkością.



Mecz zakończył się przekonującym zwycięstwem Boston Celtics 120:100, a Jayson Tatum, mimo narzuconego limitu minut, zaliczył dobry występ, zapisując na swoje konto 15 punktów, 12 zbiórek i siedem asyst (o szczegółach pisaliśmy już zresztą w tym miejscu). Chociaż powyższe liczby, zwłaszcza jak na gracza wracającego po jednej z najcięższych kontuzji w sporcie, mogą budzić podziw, to jednak schodzą na dalszy plan w obliczu emocji, jakie towarzyszyły temu wieczorowi.

Nikt nie przeżywał tego powrotu bardziej intensywnie niż Jaylen Brown. Przez ostatnie miesiące to właśnie on dźwigał na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za zespół, prowadząc Celtics do bilansu 42-21 i udowadniając, że potrafi być pełnoprawnym liderem drużyny. Tymczasem już po zakończeniu meczu z Dallas Mavericks 29-latek nie mówił o swoich 24 punktach czy sukcesach drużyny, lecz skupił się na powrocie do gry swojego kolegi.

– Fajnie zobaczyć, że mój brat znowu tam jest. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że poza samą koszykówką jest też aspekt psychiczny u ludzi, którzy przeszli kontuzje — to naprawdę wpływa na zdrowie psychiczne. Dlatego fajnie widzieć mojego kumpla uśmiechniętego i znów cieszącego się grą – powiedział podczas transmisji na żywo.

Po chwili Brown nawiązał także do feralnego incydentu sprzed niemal roku, mówiąc: – Widziałem z bardzo bliska moment, kiedy doznał tej kontuzji. Patrzyłem na ten wyraz niepewności w jego oczach — dlatego sam fakt, że znów jest tam na boisku i się uśmiecha, jest już zwycięstwem samym w sobie.

Przed debiutem Jaysona w obecnej kampanii w mediach często spekulowano, czy ponowne włączenie supergwiazdy do składu nie zaburzy rytmu, który wypracował Brown, a niektórzy eksperci sugerowali, że powrót na tak wczesnym – biorąc pod uwagę powagę urazu – etapie jest co najmniej ryzykowny i to nie tylko ze względów zdrowotnych. Odpowiedź przyszła jednak szybciej, niż się spodziewano. W rozmowie z Vince’em Carterem i Tracy’m McGradym Jaylen podkreślił, że obaj zawodnicy nadają na tych samych falach.

– Przede wszystkim chcę docenić JT za to, że w ogóle chce wrócić. Ten fakt to bezinteresowny gest z jego strony — ryzykuje zdrowiem, żebyśmy mogli osiągnąć coś wielkiego. Nadajemy na tych samych falach i odbyliśmy dobrą rozmowę o nastawieniu, z jakim chcemy wrócić, oraz o tym, co możemy wnieść do naszej gry, aby wygrywać – stwierdził, ucinając tym samym wszelkie plotki o możliwej walce o „pozycję numer jeden” w drużynie.

JB wspomniał także, że że obecna grupa zawodników Bostonu jest młodsza i bardziej energiczna niż w poprzednich latach, co tworzy nową dynamikę. Jak powiedział: – Oni będą podążać za energią, którą stworzymy. Dobrze wiemy, co oznacza wygrywanie. Od lat odnosimy sukcesy i wiemy, jak do nich dochodzić, więc myślę, że w tej materii wszyscy jesteśmy zgodni.

– Nasza drużyna jest teraz kompletna — dodał krótko trener Joe Mazzulla, zapytany o powrót swojej gwiazdy. Te słowa mogą być ostrzeżeniem dla reszty ligi. Nawet bez Tatuma w składzie Bostończycy utrzymywali drugie miejsce w Konferencji Wschodniej, a jego powrót powinien jeszcze znacząco podnieść potencjał tego zespołu.

Inna sprawa, że nie da się całkowicie wykluczyć scenariusza, w którym Brown jednak będzie musiał „zrobić miejsce” i nieco ustąpić pola wracającemu po kontuzji koledze. Wprawdzie 29-latek w tym sezonie notuje średnio 28,8 punktu, 7,2 zbiórki i 5,1 asysty, co stawia go w roli jednego z faworytów do nagrody MVP, ale w poprzednich latach to raczej Tatum przyciągał uwagę mediów i kibiców jako główna gwiazda Celtics. Pod nieobecność młodszego kolegi po fachu pięciokrotny All-Star pokazał, że potrafi wziąć na siebie rolę lidera, jednak równie dobrze z czasem hierarchia w zespole może wrócić do poprzedniego stanu.

Niezależnie jednak od wszystkiego droga do Finałów z pewnością nie będzie łatwa. Na horyzoncie widać choćby New York Knicks, którzy rok temu wyeliminowali Boston, a także wzmocnionych Jamesem Hardenem Cleveland Cavaliers. Historia piątkowego wieczoru jest jednak czymś więcej niż tylko zapowiedzią play-offów. To opowieść o 298 dniach walki, pokonywaniu mentalnych barier i dwóch gwiazdach, które zamiast ścigać się o indywidualne trofea, postanowiły wspólnie budować swoje dziedzictwo. Okno mistrzowskie Bostonu właśnie otworzyło się na oścież.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments