Dwa tygodnie temu Zespół 23XI Racing odniósł historyczne zwycięstwo w Daytona 500. Reakcja Michaela Jordana była zaskakująca. Jako współwłaściciel ekipy nie ukrywał emocji, porównując triumf na najbardziej prestiżowym torze NASCAR do zdobycia tytułu w NBA. Jego zespół poszedł za ciosem i wygrał dwa kolejne wyścigi, a Tyler Reddick dokonał czegoś, czego w NASCAR Cup Series nie widziano nigdy wcześniej – wygrał trzy pierwsze rundy sezonu.
Co trzeba wiedzieć o Daytona 500?
Daytona 500 to najsłynniejszy wyścig NASCAR, rozgrywany na torze Daytona International Speedway na Florydzie. Jest częścią NASCAR Cup Series i otwiera sezon punktowany tej ligi.
- Jest to wyścig na dystansie 500 mil (stąd nazwa, a 500 mil to 804,67km), zwykle 200 okrążeń na owalu Daytona.
- W NASCAR ściganie jest „kontaktowe” i taktyczne: ważne są różne szczegóły – ustawianie się w linii, praca zespołowa kilku aut tej samej ekipy i unikanie kraks.
- Wyścigi są podzielone na etapy, za które zdobywa się punkty, a na końcu liczy się oczywiście to, kto pierwszy przetnie linię mety.
- Daytona 500 to wyścig z najwyższej serii NASCAR, czyli NASCAR Cup Series. Daytona 500 to wyścig właśnie tej topowej kategorii.
- Choć formalnie Daytona 500 to tylko jedna z 36 rund sezonu Cup Series, pod względem prestiżu i medialnej rangi dla wielu kibiców i kierowców jest to najważniejszy wyścig roku.
Drugi wyścig rozegrano na EchoPark Speedway (Atlanta), gdzie wygrywanie wymaga cierpliwości i właściwego timingu – różnice są minimalne, a końcówki często rozstrzygają się „na żyletki”.
Trzeci to Circuit of the Americas (COTA) – tor drogowy, zupełnie inny świat niż owale, gdzie liczy się hamowanie, trakcja i taktyka pit-stopów.
To jak wygrać mistrzostwo NBA!
Po triumfie 23XI Racing w Daytona 500 Michael Jordan przyznał, że znów czuje się jakby wygrał mistrzostwo NBA. – Nawet nie mogę w to uwierzyć. To było tak bardzo satysfakcjonujące – powiedział Jordan tuż po wyścigu. Co ciekawe w jego wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewał motyw zespołowości. Podkreślał, że o końcowym wyniku nie zdecydował jeden moment, ale zaangażowanie i praca całej grupy oraz umiejętność przetrwania chaosu charakterystycznego dla Daytona 500.
– Mieliśmy czterech chłopaków, którzy naprawdę walczyli i pomagali sobie nawzajem. Nigdy nie wiadomo, jak te wyścigi się skończą. Po prostu starasz się przetrwać – mówił.
Kluczowa strategia i finał „na żyletki”
23XI Racing wygrało wyścig po końcówce, która rozstrzygała się dosłownie na ostatnich metrach. Taktyka i utrzymanie się w grze przez cały dystans okazały się równie ważne jak tempo na pojedynczym okrążeniu.
– Po prostu trzymaliśmy się tam przez cały dzień. Zespół miał świetną strategię i daliśmy sobie szansę na samym końcu – podsumował Jordan.
Ten fragment wypowiedzi najlepiej oddaje filozofię ścigania na superspeedwayu. Nie zawsze wygrywa najszybszy na początku. Często wygrywa ten, kto pozostaje w kontakcie i potrafi wykorzystać jeden właściwy moment.
„Jak mistrzostwo” – Jordan o skali emocji
Dla sześciokrotnego mistrza NBA porównanie do tytułu nie padło przypadkiem. Dla nas może być to zaskakujące, ale w Stanach Zjednoczonych to ogromne i bardzo prestiżowe wydarzenie. Daytona 500 ma wartość niezwykle symboliczną także dla właściciela zespołu, nie tylko dla kierowcy. Dziś ta historia ma już ciąg dalszy i to taki, który brzmi bardzo „jordanowsko”.
Wyścig nr 2: Atlanta – dublet na start
Tydzień po Daytonie Reddick wygrał ponownie, tym razem w Autotrader 400 na EchoPark Speedway (Atlanta). Końcówka była chaotyczna i rozstrzygała się dopiero po podwójnej dogrywce, ale 23XI znów przetrwało dokładnie tak, jak opisywał to Jordan po Daytona 500. W tym momencie z wielkiej sensacji zrobiła się seria, która trwa!
– Naprawdę brakuje mi słów, bo Tyler wykonał po prostu niewiarygodną robotę. Tak właściwie to cały zespół, obie nasze ekipy, spisały się niesamowicie. Bardzo zależało mi na tym, żeby jeden z nich dzisiaj wygrał. Oczywiście jest mi trochę szkoda Bubby, bo miał fantastyczny dzień na torze, ale Tyler po prostu pojechał na maksa, dał z siebie absolutnie wszystko i jestem z niego ogromnie dumny, tak samo jak z sukcesu całego 23XI. Ci chłopcy ciężko pracowali przez całe lato. Mimo pewnych trudności i zawirowań, które nas spotkały, nigdy się nie poddali. Nieustannie parli do przodu i dzisiejszy wynik to owoce ich ciężkiej pracy. Włożyli w to mnóstwo wysiłku, a fakt, że udało nam się wygrać dwa pierwsze wyścigi sezonu, mówi bardzo wiele o sile i determinacji całego naszego zespołu – przyznał Jordan.
Wyścig nr 3: COTA – historyczny „three-peat”
Wczoraj wyścig odbywał się w Circuit of the Americas (COTA) w Austin obok San Antonio. Tor drogowy, czyli zupełnie inne ściganie, niż superspeedway w Daytonie czy walka na owalu w Atlancie. A mimo to scenariusz się powtórzył. Reddick wygrał po raz trzeci z rzędu, broniąc się w końcówce przed naporem Shane’a van Gisbergena.
Najważniejsze jest jednak, że to osiągnięcie przechodzi do historii: Tyler Reddick został pierwszym kierowcą w historii NASCAR Cup Series, który wygrał pierwsze trzy wyścigi sezonu.
NASCAR zresztą samo zagrało tu symboliką i napisało wprost o „three-peacie”, a to bezpośrednie nawiązanie do trzech mistrzostw z rzędu, jakie w latach 90-tych dwukrotnie zdobyli koszykarze Chicago Bulls. Ich liderem był oczywiście Michael Jordan. Teraz MJ musi się tym określeniem podzielić z kierowcą swojego zespołu.
– Nadszedł czas na zmiany w tym sporcie i nasi ludzie to czują. Jestem niesamowicie dumny z zespołu, który wspólnie zbudowaliśmy. Tyler Reddick przystąpił do tego wyścigu pod ogromną presją. Wszyscy oczekiwali od niego trzeciego zwycięstwa z rzędu, a to najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia w NASCAR. Tyler trzymał się jednak swojej strategii, a Billy Scott wykonał niewiarygodną pracę, fantastycznie prowadząc ten wyścig pod kątem taktycznym. Muszę przyznać, że kiedy widziałem szarżującego za jego plecami Shane’a van Gisbergena, trochę się denerwowałem, ale Tyler kontrolował sytuację właściwie przez cały dzień. Wielkie uznanie należy się Denny’emu Hamlinowi. To on jest prawdziwym mózgiem całej operacji, to on odnalazł Tylera i złożył ten zespół w całość. Ja po prostu zapewniam finansowanie i jestem wielkim zwolennikiem rywalizacji, ale to Denny wykonał tytaniczną pracę przy budowie tej ekipy. Nasi ludzie świetnie odnaleźli się pod naszym przywództwem i po prostu robią to, co do nich należy, czyli wygrywają. Bo o to w tym wszystkim chodzi! O zwyciężanie. Zobaczymy się w Phoenix, na pewno tam będę – powiedział Jordan po trzecim wyścigu.
Przez dekady Michael Jordan był synonimem wygrywania, ale tylko w koszykówce. Dziś zaczyna dopisywać równie istotne rozdziały jako współwłaściciel zespołu motorsportowego. Jego słowa po Daytonie już teraz brzmią jak deklaracja, że ambicje 23XI Racing sięgają znacznie dalej i ma to potwierdzenie w kolejnych wyścigach. Wygląda na to, że Jordan odnalazł nową pasję poza koszykówką i golfem.










