W każdy kolejny sezon wchodzą z dużymi ambicjami po drobnych korektach, ale za każdym razem kończy się to w ten sam sposób. Wydaje się, że zespół prowadzony przez Billy’ego Donovana po raz kolejny wywiesił białą flagę. Bulls przegrali 11 meczów z rzędu i mają za sobą najgorszy miesiąc w historii Klubu. Kibice są coraz bardziej sfrustrowani.
Billy Donovan chce wygrywać, ale w tym momencie nie ma czym. Arturas Karnisovas oraz Marc Eversley, którzy są odpowiedzialni za transfery, poprzedniej nocy bardziej kciuki trzymali za Portland Trail Blazers. Chicago Bulls mają bowiem chroniony w loterii wybór Blazers w pierwszej rundzie draftu. Będą mogli z niego skorzystać tylko wtedy, gdy Portland awansuje do play-offów. W przeciwnym razie pick przechodzi na kolejny rok, aż do 2028.
Ostatecznie wszystko poszło po myśli zarządu, Bulls przegrali po raz 11 z rzędu. Bulls (24-36) zaliczyli najgorszy miesiąc w historii klubu, kończąc luty bilansem 0-11 po porażce 112:121. 20 punktów zdobył Matas Buzelis, ale nawet on nie zachwycił, trafiając tylko 6 z 16 rzutów. Nie żeby Karnisovas i spółka mieli z tego powodu szczególnie ubolewać. Zwycięstwo Portland utrzymało Blazers na 9. miejscu dającym udział w play-in i pozwoliło im wciąż gonić 8. w tabeli Golden State Warriors.
Trener Donovan zdaje sobie sprawę z okoliczności. Możliwości zdobycia drugiego wyboru w pierwszej rundzie draftu jest z perspektywy Bulls szczególnie ważne, bowiem tegoroczna selekcja zapowiada się bardzo mocno.
– Rozmowy, które z nimi odbyłem po zakończeniu trade deadline, sprowadzały się do jednego: „Nic się nie zmienia, spróbuj wyciągnąć z tych zawodników maksimum, wiemy, że będzie trudno, bo mamy siedmiu nowych graczy” – powiedział Donovan. – Nawet rozmowy z właścicielami wyglądały tak: „Wyjdźcie na parkiet i zróbcie wszystko, co w waszej mocy”. Nie było żadnych sugestii ze strony właścicieli czy zarządu w stylu: „Jeśli skończymy tu czy tam” albo „Nie martw się o tych zawodników, graj innymi”. Nic takiego nie było. […] To nie tak, że siedzę i myślę: „Mamy wyrównany mecz, więc posadźmy na ławce Josha Giddeya, Tre Jonesa i Jalena Smitha”. Nic takiego nie ma miejsca – dodał.
W końcówce meczu z Blazers pojawiła się szansa na odwrócenie losów spotkania. Po wsadzie Leonarda Millera, strata Chicago Bulls stopniała do trzech punktów na 3:37 przed końcem. Zamiast pójść za ciosem i kontynuować pogoń, defensywa Bulls się posypała. Zespół Donovana przegrał końcówkę 7:13. To trzecia najdłuższa seria porażek w historii klubu.
– Nie szukamy wymówek, nie uważamy, że jesteśmy zespołem na serię 11 porażek – powiedział skrzydłowy Isaac Okoro. – W tym momencie musimy wychodzić na mecz maksymalnie skoncentrowani i robić dobrze małe rzeczy. Zastawianie, unikanie strat, niedopuszczanie do punktów z ponowień. Jeśli dopilnujemy detali, możemy wygrywać mecze – przyznał.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!
Follow @mkajzerek
Follow @PROBASKET










