Podczas gdy tegoroczny Weekend Gwiazd miał być przede wszystkim świętem koszykówki, radosną celebracją i pokazem jedności najlepszych zawodników ligi, nad parkietem Intuit Dome zawisły ciemne chmury. Centralną postacią widowiska, chociaż z powodów, których wolałby uniknąć, stał się Kevin Durant. Lider Houston Rockets, zamiast cieszyć się festiwalową atmosferą, sprawiał wrażenie człowieka głęboko poruszonego i spiętego, co nie umknęło uwadze kamer oraz czujnych obserwatorów. Powodem tego stanu rzeczy jest kolejna w karierze zawodnika afera związana z rzekomym używaniem przez niego anonimowych kont w mediach społecznościowych do atakowania kolegów z boiska.
Wszystko zaczęło się od zrzutów ekranu, które lotem błyskawicy obiegły platformę X. Wiadomości pochodzące rzekomo z profili o nazwach @gethigher77 oraz @getoffmydickerson zawierały brutalną i bezpardonową krytykę wielu postaci świata NBA. Co prawda autentyczność tych materiałów nie została oficjalnie potwierdzona, a ich autorzy szybko ukryli konta, jednak lawina spekulacji już ruszyła.
Sytuacja jest o tyle poważna, że domniemane komentarze Kevina Duranta uderzają nie tylko w jego dawnych rywali, ale przede wszystkim w obecnych i byłych kolegów z drużyny. W jednej z wiadomości, odnoszącej się do czasów gry jeszcze w Phoenix Suns, jej twórca stwierdził z goryczą: – Suns są moją drużyną, gdy przegrywamy, i drużyną Booka [Devina Bookera], gdy wygrywamy.
– Dwaj dyktatorzy… Stalin i Hitler. Mussolini i Kim Dzong Un – te jeszcze ostrzejsze sformułowania padły w innym z postów pod adresem Devina Bookera i byłego już trenera drużyny z Arizony, Franka Vogela.
Z kolei dla kibiców z Houston najbardziej niepokojące są rzekome ataki na młode filary ich drużyny – Alperena Senguna oraz Jabariego Smitha Jr’a. Durant, który w październiku 2025 roku podpisał z Houston Rockets przedłużenie kontraktu o wartości 90 milionów dolarów, miał w teorii pełnić rolę mentora dla młodzieży. Tymczasem z opublikowanych „przecieków” wyłania się obraz człowieka pełnego frustracji.
– Jabari za bardzo siedzi w swojej głowie i nie radzi sobie najlepiej pod względem psychicznym – pisał autor o drugim z wymienionych graczy, przy okazji wulgarnie dodając, że „nie można mu ufać przy oddawaniu rzutów”.
– Wasza największa gwiazda nie daje jakości ani w ataku, ani w obronie — to dużo poważniejszy kłopot niż moje błędy – te dość bezlitosne słowa padły z kolei pod adresem reprezentanta Turcji.
Jeżeli rzeczywiście autorem powyższych słów jest KD, zaufanie w szatni Rockets, budowane z takim trudem, może zostać wystawione na najcięższą z prób. W postach nie oszczędzono zresztą nawet postaci formatu Stephena Curry’ego czy Steve’a Kerra z Golden State Warriors. Przykładowo szkoleniowcowi zarzucono brak realnego wpływu na sukcesy zespołu, twierdząc, że „nie rozrysował ani jednej akcji i nic nie podpowiedział swoim podopiecznym, a mówimy o trzykrotnym mistrzu.” A to i tak jedna z „łagodniejszych” opinii.
Dlaczego opinia publiczna tak łatwo uwierzyła w winę Duranta? Odpowiedź tkwi w przeszłości. W 2017 roku zawodnik przyznał się do korzystania z tymczasowego konta (po angielsku – „burner account”) po tym, jak przez pomyłkę odpowiedział krytykowi ze swojego oficjalnego profilu, pisząc o sobie w trzeciej osobie. Ta historia sprawia, że każde podobne oskarżenie pada na wyjątkowo podatny grunt.
Nie mówiąc już o tym, że podczas tegorocznego Meczu Gwiazd 37-latek nie przypominał człowieka, który panuje nad sytuacją. Zamiast żartować z innymi zawodnikami, kamery rejestrowały go nieustannie wpatrzonego w ekran telefonu, z wyrazem twarzy sugerującym ogromne napięcie. Nawet jego statystyki z tego wieczoru – zaledwie 12 punktów przy niskiej skuteczności – zdawały się odzwierciedlać rozproszenie pozasportowymi problemami.
Zdania ekspertów są podzielone. Bill Simmons zauważył, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu, gdzie zawodnik musi wyjść na parkiet z ludźmi, których prawdopodobnie publicznie dyskredytował. Z kolei Max Kellerman ostrzegł przed zbyt szybkim wydawaniem wyroków, sugerując, że brak twardych dowodów może oznaczać, iż ktoś próbował wrobić Duranta, bazując na jego nadszarpniętej reputacji.
Na ten moment sam zawodnik milczy, a dopóki nie usłyszymy oficjalnego stanowiska, nad jego karierą i relacjami w Houston Rockets będzie unosił się cień skandalu, który może być najpoważniejszym w jego osiemnastoletniej przygodzie z NBA. Biorąc pod uwagę przeszłość oraz fakt, że niektóre z oficjalnie wygłaszanych przez ligowego weterana tez były co najmniej kontrowersyjne, tym łatwiej jest uwierzyć w jego winę.










