Przerwa na All Star Weekend nie jest dokładnie w połowie sezonu, ale dla wielu drużyn to moment przełomowy. Niektórzy po kilku dniach odpoczynku potrafią wejść na wyższe obroty i grać dużo lepiej, niż wcześniej. Dla innych zaś potrafi to być punkt, w którym wszystko się rozpada – z dobrze zapowiadającego się sezonu i walki o play-offy drużyny potrafią spaść o kilka miejsc w tabeli i szybko zakończyć rozgrywki. Jak to było w ostatnich latach i jak to będzie tym razem? Kto może złapać zadyszkę, a kto dostanie wiatr w żagle? Pierwsze mecze po przerwie już w nocy z czwartku na piątek. Wtedy też mamy nadzieję na debiut Jeremiego Sochana w barwach New York Knicks.
Choć formalnie to tylko kilka dni wolnego, w praktyce jest to moment, w którym sezon NBA zaczyna się niejako od nowa. Zespoły mają za sobą ponad 50 spotkań (aktualna tabela na samym dole), okienko transferowe zamknięte, a trenerzy wiedzą już dokładnie, czym dysponują. Kończy się eksperymentowanie, zaczyna się stabilizacja rotacji, a cele na końcówkę sezonu stają się dla każdego jasne.
Druga część sezonu to inna koszykówka
W drugiej połowie lutego liga wchodzi w zupełnie inny rytm. Lepsza obrona, większa walka fizyczna, niższe tempo, a każda akcja może mieć większą wagę. Rotacje się skracają, a zawodnicy z końca ławki tracą minuty na rzecz tych, którzy będą decydować o losach drużyny w kwietniu i w maju.
To również moment, w którym weterani odzyskują świeżość, a mikrourazy leczone przez tygodnie wreszcie pozwalają grać bez ograniczeń. Jednocześnie rośnie zmęczenie sezonem zasadniczym i nie każda drużyna potrafi odpowiednio zarządzać energią.
Co mówi historia?
NBA wielokrotnie widziała drużyny, które po przerwie na Mecz Gwiazd wyglądały jak zupełnie inny zespół. W 2022 roku Boston Celtics zimą byli jeszcze drużyną środka tabeli, ale po przerwie stali się defensywną maszyną. W drugiej części sezonu notowali jedną z najlepszych defensyw w lidze i kilka miesięcy później zagrali w Finałach NBA. Podobną metamorfozę przeszli Los Angeles Lakers w 2023 roku, którzy po transferach i przerwie zaczęli grać jak czołowy zespół Zachodu, choć jeszcze w lutym znajdowali się poza strefą play-off, a sezon zakończyli w finale konferencji.
Bywały historie jeszcze bardziej spektakularne. Dallas Mavericks w mistrzowskim sezonie 2011 dopracowali rotację i rytm gry właśnie w ostatnich miesiącach rozgrywek, a do play-offów weszli jako zespół grający najbardziej dojrzałą koszykówkę w lidze. Miami Heat w 2023 roku nie imponowali bilansem po przerwie, lecz odzyskane zdrowie i stabilizacja rotacji pozwoliły im złapać właściwy rytm w decydującym momencie. Z play-inów dotarli aż do wielkiego finału.
Ten wniosek powtarza się od lat. Forma po Meczu Gwiazd, czyli ta z marca i kwietnia, często mówi więcej o realnych szansach drużyny niż to, co widzieliśmy zimą. To oczywistość, ale warto o tym przypominać w momencie, kiedy mam kilka dni przerwy od gry. Teraz po prostu rotacje zaczną przypominać te play-offowe. Intensywność powinna wzrosnąć, a zespoły zaczną grać koszykówkę bardziej zbliżoną do tej z serii posezonowych.
Zdarza się jednak, że przerwa działa odwrotnie i wybija drużynę z rytmu. W 2022 roku Chicago Bulls byli jedną z najlepszych ekip Wschodu przed All-Star Weekend, lecz kontuzje i spadek jakości defensywy po przerwie sprawiły, że stracili impet i zakończyli sezon jako przeciętna drużyna play-offowa. Utah Jazz w 2021 roku zdominowali sezon zasadniczy, ale w drugiej części rozgrywek zaczęły wychodzić ich ograniczenia w obronie na obwodzie, co odbiło się na formie zespołu w najważniejszym momencie.
Nie ma też co ukrywać, że w tym okresie szczegóły potrafią decydować o ogromnych konsekwencjach. Jedna kontuzja, kilka porażek z rzędu, trudniejszy terminarz czy brak chemii po transferach mogą zmienić pozycję w tabeli, ścieżkę w play-offach i ostatecznie los całego sezonu.
„Sezonowa depresja”
Podczas ostatniego meczu Sixers – Knicks (tuż przed przerwą) komentujący to spotkanie Richard Jefferson powiedział, że to jest ten moment, kiedy wszystkich dopada „sezonowa depresja”. Wszyscy myślą już o tej przerwie. Pamiętajmy, że dla tych co nie uczestniczą w Weekendzie Gwiazd, to jest to prawie tydzień wolnego. Naprawdę można wtedy złapać oddech. Oczywiście drużyny zaczynają trenować wcześniej, ale zawodnicy na pewno mają 3-4 a może nawet pięć dni tylko dla siebie. To dużo, bo od października do kwietnia rzadko się zdarza, aby koszykarze mieli wolne dłużej, niż jeden dzień.
Tim Legler dodał, że te mecze tuż przed przerwą i zaraz po niej są specyficzne i jest to okazja, żeby wyrwać kilka wygranych, bo rywale myślami mogą być już (lub jeszcze) gdzie indziej.
Dlaczego jedni rosną, a inni spadają?
Po przerwie sezon wchodzi w fazę, w której nie da się już nic ukryć. Drużyny, które wcześniej maskowały pewne braki szeroką rotacją, albo mieli łatwiejszy terminarz. Nagle zaczynają zderzać się z rzeczywistością. Z kolei zespoły stabilne, zdrowie i dobrze zbudowane często przyspieszają.
Oczywiście kluczową rolę odgrywa zdrowie liderów. W tym momencie sezonu jedna kontuzja może całkowicie zmienić układ sił, a powrót kluczowego gracza potrafi odwrócić losy drużyny. Równie istotny jest terminarz, bo on w NBA nie jest równy. Nie gra się kolejek, a dostępność hali bywa tu kluczowa. W styczniu z uwagi na różne wydarzenia kulturalne Lakers muszą grać na wyjeździe przez dwa tygodnie (w tym sezonie zagrali wtedy osiem meczów na wyjeździe). W San Antonio w lutym odbywa się rodeo i Spurs nie mają hali przez trzy tygodnie! NBA dba jednak o to, żeby takie zespoły nie miały przewagi nad innymi. Nie jest więc tak, że Ostrogi rozegrały obecnie więcej meczów u siebie od innych.
Trudność terminarza jest oprócz kontuzji bardzo ważnym czynnikiem, o którym się zapomina. Różnie to jest liczone, ale np. na stronie Tankathon możemy zobaczyć, że najtrudniej będą mieli teraz Denver Nuggets, bo spotkają się jeszcze trzy razy z Thunder i trzy razy ze Spurs.
To wyliczenie Tankathon należy oczywiście traktować umownie, bo wskaźnik SOS pokazuje tam średni procent zwycięstw wszystkich rywali.
Można jednak potraktować to jako ciekawostkę i zobaczyć czy będzie to miało wpływ na drużynę. Obok Nuggets w czołówce są Thunder, Wolves, Bulls i Celtics. Teoretycznie najłatwiejszy terminarz mają Blazers, Kings, Clippers, Hawks i Cavaliers.
Ten okres przed i po Meczu Gwiazd jest też często podkreślany przez analityków. Na niektórych stronach można sprawdzać statystyki drużyn lub zawodników ustawiając bardzo różne „zależności„. Jedną z nich jest właśnie „przed All Stare Game” i „po„. Jest to więc ważny moment w sezonie dla tych, którzy kochają statystyki i przykładają do nich bardzo dużą wagę.
Na co teraz zwrócić uwagę?
W pierwszych meczach po przerwie szybko zobaczymy, które drużyny wróciły z energią, a które będą szukać swojego rytmu. Liderzy konferencji będą chcieli ustabilizować formę i zabezpieczyć przewagę parkietu, podczas gdy zespoły z miejsc 6–11 rozpoczną bezpośrednią walkę o play-offy i play-iny.
Szczególnie interesujące będzie zgranie składów po transferach. Trade deadline zamknął ruchy kadrowe, ale dopiero teraz zobaczymy ich pełny efekt. Niektórzy trenerzy mogą zacząć też ostrożniej zarządzać minutami gwiazd, aby przygotować je na intensywność serii play-off.
Knicks, Sochan i nowy rozdział
Jeśli Jeremy Sochan zadebiutuje w nocy z czwartku na piątek, to będzie to moment bardzo symboliczny. To etap sezonu, w którym drużyny definiują swoją tożsamość na końcówkę rozgrywek, role stabilizują się, a każdy element rotacji może mieć realny wpływ na wyniki.
Dla Knicks to czas ostatecznego szlifowania składu i budowania rytmu przed play-offami. Dla Sochana ogromna szansa wejścia w system drużyny w momencie, gdy stawka rośnie z meczu na mecz, a jego defensywna wszechstronność i energia z ławki mogą okazać się bezcenne.
W nocy z czwartku na piątek o godz. 1:30 Knicks podejmą Pistons w Madison Square Garden. Spotkanie transmitować będzie TVP Sport. Debiut Sochana zależeć będzie od sztabu trenerskiego nowojorczyków.
Kto teraz złapie wiatr w żagle?
W gronie drużyn, o których mówi się, że mogą złapać wiatr w żagle w drugiej części sezonu, są na pewno New York Knicks. Długa ławka rezerwowych, stabilna forma liderów i jasna hierarchia – podział ról, gdzie każdy wie za co odpowiada – sprawiają, że już przed przerwą wyglądali jak zespół grający koszykówkę w tempie play-offowym. Poza tym jeszcze wzmocnili rotację. Energia Jose Alvarado i defensywna wszechstronność Jeremiego Sochana mogą dodatkowo zwiększyć intensywność gry i elastyczność ustawień. Jeśli Knicks utrzymają fizyczność w obronie i tempo w ataku, to mogą wejść w końcówkę sezonu jako jeden z najbardziej niewygodnych rywali na Wschodzie.
Coraz więcej argumentów przemawia też za Cleveland Cavaliers. O nich nie mówi się dużo, ale nie można ich lekceważyć. Ich styl gry opiera się na dobrej obronie, kontroli tempa i konsekwencji w ataku. To może idealnie pasować do realiów drugiej części sezonu. Co prawda Donovan Mitchell dopiero uczy się gry z Jamesem Hardenem, to i tak nie przeszkadza stawiać ich wysoko.
Liderami Wschodu są Detroit Pistons i nic nie wskazuje, aby mieli zwalniać tempo. Przez pierwszą część sezonu imponowali dyscypliną i energią. Podobnie jak San Antonio Spurs, którzy mają jedną z najdłuższych ławek rezerwowych. Mało drużyn ma po prostu tak wielu dobrych zawodników. Historia uczy nas, że młode drużyny jak są dobre, to często rosną w drugiej części sezonu, kiedy kończy się eksperymentowanie, a rośnie odpowiedzialność za wynik. Trzeba jednak pamietać, że Dylan Harper to debiutant, a Stephon Castle gra dopiero drugi sezon. Mógłbym tu napisać, że czasem młodzi nie wytrzymują intensywności sezonu, ale ten temat wydaje się, że Spurs nie będzie dotyczył.
Nie można też wykluczyć scenariusza, w którym doświadczenie i talent nagle przełożą się na serię zwycięstw w przypadku Los Angeles Lakers lub Phoenix Suns. Obie drużyny mają potencjał, by w krótkim czasie wejść na wyższy poziom. Dużo jednak będzie zależeć od zdrowia liderów tych zespołów.
Kto może złapać zadyszkę?
Nie każda drużyna wyjdzie z przerwy na Mecz Gwiazd silniejsza. U niektórych wyjdą na jaw problemy zdrowotne, zmęczenie sezonem albo… rozpocznie (lub będzie kontynuowane) tankowanie.
Na pewno warto obserwować Oklahoma City Thunder. Mistrzowie NBA to wciąż jedna z najlepszych drużyn sezonu, ale jeśli dalej kontuzjowani będą ich najlepsi zawodnicy, to ich dominacja może wyhamować. Thunder potrafią wygrywać „systemem”, gdzie każdy kto wchodzi na boisko wie dokładnie jaką ma role, jakie ma zadania do wykonania. Brak liderów może jednak sprawić, że przegrają kilka ważnych meczów i spadną na 2. miejsce, a może nawet i niżej? To nie jest czarny scenariusz i nikt nie mówi, że Thunder na pewno nie obronią tytułu. Chodzi o to jak będą się prezentować w kolejnych tygodniach i z jaką energią i w jakiej formie rozpoczną play-offy.
Duże wyzwanie czeka też Denver Nuggets. Ich sytuacja jest podobna, tylko, że oni nie mają wcale długiej ławki rezerwowych. Problemy zdrowotne i trudny terminarz mogą sprawić, że wyniki nie będą odzwierciedlać ich realnej wartości. Mają sporo meczów z rywalami z czołówki, dużo podróży i meczów dzień po dniu. To wszystko może wygenerować kilka dodatkowych porażek, a przy tak zatłoczonej tabeli, to jedna czy dwie przegrane mogą sprawić, że spadną z 3. miejsca 6. lub nawet niżej, co skutkowałoby grą w play-inach, a potem rywalizację z bardzo mocną drużyną już w pierwszej rundzie.
Na pewno pod presją będą Milwaukee Bucks. Niby zatrudnili Cama Thomasa, który jest maszynką do zdobywania punktów. Nie wiemy jednak, kiedy do gry wróci Giannis i w jakiej będzie formie. Oczekiwania i potrzeba gonienia pozostałych drużyn w tabeli może zakończyć się różnie. Niekoniecznie pozytywnie.
W innym położeniu znajdują się Chicago Bulls, którzy dokonali kolejnej rewolucji w swoim składzie i chyba zmierzają w kierunku „ogrywania młodych”, czytaj „tankowania”.
Obawiam się też, że sporo problemów po przerwie będą mieli też Golden State Warriors. Odejście Kumingi i przyjście Porzingisa, który nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle zagra dla Warriors oraz problemy ze zdrowiem Stepha Curry’ego sprawiają, że trudniej myśleć o nich w kategoriach pozytywnego zaskoczenia, a raczej smutnego rozczarowania. Jeśli jednak Warriors utrzymają się w strefie play-in to zdrowi będą niewygodnym przeciwnikiem nawet dla najlepszych.
Wszystko będzie zależeć od zdrowia i formy Curry’ego. Trzeba wziąć pod uwagę scenariusz, w którym Warriors odpuszczają sezon i liczą na szczęście w drafcie. Do TOP3 drużyn z największymi szansami na jedynkę już nie dołączą, ale przecież Mavericks mieli tylko 1,8% szansy na zwycięstwo w ostatnim drafcie, a jednak im się to udało. Czemu więc GSW miałoby się nie udać wylosować wysokiego numeru? A pamiętajmy, że najbliższy oraz kolejny draft mają być pełne przyszłych gwiazd NBA.
Są też zespoły, które wydaje się, że mogą pójść w obie strony. To na przykład Wolves, Clippers czy Blazers.
Przed nami druga część sezonu NBA. Niektórzy złośliwie mówią, że dopiero teraz zaczyna się „prawdziwe granie„. Jak myślicie, które drużyny złapią wiatr w żagle, a które złapią zadyszkę?
Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim z innymi w swoich mediach społecznościowych i zostaw komentarz.
Polecam też tekst o nowych zasadach, które utrudniają transfery w NBA.
A może chcesz wiedzieć czym będzie nowy projekt NBA Europe? W tym tekście rozłożyłem go na czynniki pierwsze.
Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!
Chcesz mieć PROBASKET w telefonie w formie aplikacji? Da się to zrobić zarówno na telefonach z Androidem, jak i na iPhone’ach.
Na telefonach z Androidem:
- Otwórz probasket.pl w Chrome.
- Kliknij trzy kropki przy pasku adresu.
- Wybierz „dodaj do ekranu głównego”.
- Pojawi się opcja „Zainstaluj”, wybierz ją. Gotowe!
Na iPhonach:
- Otwórz probasket.pl w Safari.
- W prawym dolnym rogu wybierz trzy małe kropeczki, a następnie „udostępnij”.
- Przewiń trochę w dół i wybierz „do ekranu głównego”.
W ten sposób będziecie mieli stronę PROBASKET w formie aplikacji w telefonie.

Warto przeczytać:
Aktualna tabela NBA










