Nad Los Angeles Clippers zbierają się wyjątkowo ciemne chmury, które mogą doprowadzić do jednej z największych katastrof w historii. Władze NBA cały czas sprawdzają czy klub naruszył przepisów dotyczących limitu zarobków płacąc „pod stołem” swojej największej gwieździe. Podejrzenia są niezwykle poważne, bo mówimy o kilkudziesięciu milionach dolarów, które miały trafić do Kawhi Leonarda. NBA stara się pilnować finansowej przejrzystości jak oka w głowie i posiada wyjątkowo restrykcyjne przepisy w przypadku ich złamania. Dla ligi ta sytuacja to mocne uderzenie w jej wizerunek, a dla klubu realne zagrożenie dla jego dalszego funkcjonowania.


W NBA system ograniczania wydatków na pensje zawodników to fundament uczciwej rywalizacji. Niektórzy nawet mówią, że NBA to czysty socjalizm, ale tę dyskusję odłóżmy. Chodzi o to, aby każdy klub działał w tych samych ramach i limitach. Ich naruszenie traktowane jest jak zamach na system, który ma zapobiegać sytuacji, w której najbogatsi właściciele po prostu kupują sobie przewagę.

Jeśli liga uzna, że Clippers ten system obeszli, to kara nie będzie symbolicznym upomnieniem. Historia już raz pokazała, jak bolesna potrafi być reakcja władz. Dla kibiców, ale też zarządu i właściciela Clippers jest to powód do niepokoju.

O co dokładnie chodzi?

NBA bada czy przy podpisywaniu umowy z Kawhi Leonardem nie doszło do porozumienia obu stron w celu otrzymania dodatkowego wynagrodzenia, które jest niezgodne z przepisami. Miał to być fikcyjny kontrakt o wartości 28 milionów dolarów od firmy Aspiration, w którą wcześniej zainwestował właściciel Clippers Steve Ballmer. Zgodnie z regulaminem ligi, kluby nie mogą płacić zawodnikowi nic poza standardowym kontraktem gracza, ani nie mogą powodować, że ktokolwiek inny płaci zawodnikowi cokolwiek poza jego standardowym kontraktem, co obejmuje także sponsorów.

Sugeruje się, że kontrakt Kawhiego z Aspiration był formą dodatkowej rekompensaty, która nie była związana z jego rzeczywistą działalnością promocyjną dla firmy, co miałoby stanowić próbę obejścia limitu wynagrodzeń.

Po prostu Kawhi dostał 28 baniek za nic od jakiejś firmy, która podpisała z nim umowę marketingową, a nigdy nie zrobiła żadnego materiału promującego z wykorzystaniem wizerunku zawodnika.

Ballmer, jako właściciel Clippers, poczuł się zobowiązany do kategorycznego odrzucenia tych oskarżeń. Utrzymuje, że jego klub zawsze przestrzega zasad ligi, niezależnie od jego osobistych opinii na ich temat.

Nasz artykuł o tej sytuacji napisany we wrześniu 2025 roku znajdziesz tutaj.

Po upublicznieniu tych informacji Adam Silver uruchomił pełną procedurę wyjaśniającą. W tej konkretnej historii mówi się o bardzo wysokich kwotach i dlatego sprawa od początku ma ciężar gatunkowy dużo większy, niż plotka , że ktoś dostał od kogoś drogi upominek.

Dochodzenie wciąż trwa. Clippers i Ballmer zaprzeczają, by świadomie naruszyli przepisy. Ale sam fakt, że liga uruchomiła postępowanie i że tyle ono trwa może być niepokojące.

Dlaczego w ogóle klub miałby „dopłacać” Leonardowi?

Tu mechanizm jest prosty. NBA działa w systemie salary cap, czyli limicie wydatków na pensje zawodników. Ten system nie jest idealny, ale ma jeden podstawowy cel – ograniczyć przewagę najbogatszych właścicieli i utrzymać konkurencję w lidze.

Bez takiego limitu najbogatsze kluby mogłyby po prostu płacić więcej każdemu najlepszemu zawodnikowi i z czasem przejąć rynek. Z limitem jest inaczej, bo każdy ruch trzeba zmieścić w regułach, wyjątkach i obostrzeniach, a naruszenia są karane.

I właśnie dlatego może pojawić się pokusa obejścia przepisów. Gdy klub chce pozyskać lub zatrzymać gwiazdę, ale oficjalny budżet płacowy jest napięty, to każda dodatkowa korzyść poza kontraktem staje się potencjalnym problemem. Dla NBA to uderzenie w jej wiarygodność i w fundament równej rywalizacji.

Co grozi Clippers?

W katalogu kar są zarówno sankcje finansowe, jak i sportowe. Najbardziej dotkliwe mogą być:

  • utrata wyborów w drafcie,
  • unieważnienie umów zawartych z naruszeniem zasad,
  • zawieszenia dla osób zarządzających klubem,
  • wysokie kary pieniężne,
  • dodatkowe konsekwencje dla zawodnika, jeśli liga udowodni jego świadomy udział.

Największy strach budzi draft. Po zmianie przepisów to teraz najcenniejsza waluta odbudowy, a jego utrata boli bardziej niż jednorazowa grzywna (zwłaszcza jak się jest miliarderem jak Ballmer). Stać go, żeby zapłacić każdą grzywnę, ale utraconego wyboru w pierwszej rundzie draftu nie da się odtworzyć. Dlatego mówi się, że nawet „umiarkowana” kara może być dla Clippers bardzo bolesna.

Joe Smith i Wolves: lekcja, którą NBA pamięta

Historia zna już takie przypadki obchodzenia przepisów o limicie zarobków. Miało ono miejsce 25 lat temu, a udział w nim wzięli skrzydłowy Joe Smith (kiedyś jedynka draftu Warriors) oraz Minnesota Timberwolves. To do dziś najgłośniejszy precedens dotyczący nielegalnych ustaleń kontraktowych w ostatnich latach w NBA.

Timberwolves mieli zawrzeć z Joe Smithem ukryte porozumienie. Zawodnik podpisywał krótsze i niższe umowy, a w tle miała istnieć obietnica większego kontraktu w dogodnym momencie. Gdy sprawa wyszła na jaw, liga uderzyła bardzo mocno. Co się wtedy stało?

  • klub stracił pięć wyborów w pierwszej rundzie draftu (później część kary została zmniejszona),
  • klub dostał wysoką karę finansową,
  • osoby, które brały w tym udział po stronie Wolves zostały odsunięte lub zawieszone,
  • kontrakt zawodnika unieważniono.

Ciekawe, że sam Joe Smith nie otrzymał klasycznej kary boiskowej w rodzaju zawieszenia. Najmocniej uderzono w klub i jego kierownictwo. Dla Clippers to czytelny sygnał, gdzie liga zwykle kieruje ciężar odpowiedzialności.

Ta historia do dziś działa jak ostrzeżenie. W NBA można przegrać serię play-off i wrócić mocniejszym. Można nie trafić z transferem i odbić się po dwóch sezonach, ale gdy liga zabiera ci draft, skutki potrafią ciągnąć się latami.

Dlaczego dla Clippers to może być szczególnie bolesne?

I tu zaczyna się największy problem klubu z Los Angeles. Clippers już teraz mają mocno ograniczoną kontrolę nad własnymi wyborami w drafcie po wcześniejszych transferach. To by oznaczało, że ewentualna kara „draftowa” mogłaby być rozłożona na jeszcze wiele, wiele lat.

Przecież NBA nie będzie mogła odebrać Clippers wyboru w 2026 roku, który należy dziś do Thunder. Odbierze im te, które wciąż są ich, a że i tak mają ich niewiele, to mogą to rozłożyć w czasie.

Co może się teraz wydarzyć?

1) Brak twardych dowodów

Najłagodniejszy wariant. Sprawa kończy się bez ciężkiej sankcji sportowej, ewentualnie z ograniczoną karą formalną lub finansową. Clippers wychodzą z kryzysu poobijani wizerunkowo, ale z zachowaną zdolnością do planowania przyszłości.

2) Naruszenie w częściowym zakresie

Liga uznaje, że doszło do nieprawidłowości, ale nie do pełnego, świadomego obejścia systemu. Wtedy możliwa jest grzywna i umiarkowane konsekwencje, np. ograniczenia kadrowe lub punktowe uderzenie w wyboru w drafcie. Bez pełnego trzęsienia ziemi, ale z realnym kosztem.

3) Udowodnione świadome obejście limitu płac

Najgorszy wariant dla Clippers. Wzrost ryzyka najostrzejszych sankcji, czyli zabranie wyborów w drafcie, kary personalne i finansowe jednocześnie, a nawet próby unieważniania umów. Taki scenariusz mógłby zablokować klub na kilka sezonów. W skrajnym przypadku liga mogłaby nawet zmusić Ballmera do sprzedaży klubu, ale biorąc pod uwagę jego pozycję, zasoby finansowe i fakt, że właśnie zbudował Clippers nowoczesną halę, w której za chwilę rozegrany zostanie Mecz Gwiazd, to na taki scenariusz jest 1% szansy.

Czy NBA naprawdę ukarze Clippers?

Ryzyko jest realne, ale wynik śledztwa wciąż nie jest przesądzony. W takich sprawach liga potrzebuje mocnych dowodów: dokumentów, korespondencji, spójnych zeznań i jasnego związku między przepływem pieniędzy a kontraktem zawodnika.

Dlatego nawet, jeśli nam się wydaje, że sprawa jest dość jasna i „widać, że coś tu śmierdzi”, to teraz NBA musi udowodnić winę i zmowę Clippers z Leonardem. A w takim przypadku jest już dużo bardziej skomplikowane, niż rzucenie oskarżenia. Jeżeli liga zbierze twardy materiał, konsekwencje mogą być bardzo poważne. Jeżeli nie, to klub wyjdzie z tej historii osłabiony, ale bez katastrofy sportowej.

Warto też pamiętać o jednym. W NBA nie chodzi wyłącznie o same przepisy. Chodzi o sygnał dla całego rynku. Jeśli liga uzna, że doszło do obejścia zasad, będzie chciała pokazać, że system działa i że nikt nie jest ponad regułami. Niezależnie od nazwiska zawodnika, skali klubu czy majątku właściciela.

Sytuacja draftowa Clippers

Jeśli spojrzeć wyłącznie na kapitał wyborów w drafcie, to łatwo zrozumieć, dlaczego temat ewentualnych kar budzi w Los Angeles tyle niepokoju. Clippers w ostatnich dniach wykonali duże ruchy kadrowe (w tym wymiany z udziałem Jamesa Hardena i Ivicy Zubaca), ale rdzeń problemu pozostaje ten sam, czyli fakt, że w kilku najbliższych latach nie mają pełnej swobody w zarządzaniu własnymi wyborami. 

2026 – w pierwszej rundzie Clippers nie kontrolują własnego wyboru. Będą musieli go oddać Thunder. Po wymianie Zubaca doszedł im warunkowy wybór Indiany w I rundzie 2026 – jeśli numer wyląduje w przedziale 5–9, to trafi do Clippers. Jeśli będzie w TOP 4 albo w zakresie 10–30, to Indiana go zatrzymają, a Clippers dostaną zamiast tego niechroniony pick Indiany z 2031 roku. 

2027 – w pierwszej rundzie Clippers mają wybór, ale obciążony mechanizmem swapu, czyli zamiany. Otrzymają mniej korzystny numer z określonego pakietu picków.

2028 – w pierwszej rundzie pick Clippers trafi do Philadelphii 76ers.

2029 – to jeden z kluczowych punktów całej układanki. Wybór Clippers w 1. rundzie jest chroniony w TOP 3, ale poza tym zakresem to Sixers mają swapu. Równocześnie Clippers mają dodatkowy, niechroniony pick 1. rundy od Indiany, co jest dziś jednym z ich najważniejszych aktywów.

2030Clippers mają własny pick w 1. rundzie draftu.

2031 – na dziś Clippers mają własny pick w 1. rundzie. Dodatkowo to właśnie na ten rok może przesunąć się pick z wymiany z Indianą.

Jak widać już teraz Clippers mają niewielkie zasoby w pierwszych rundach draftu z powodu transferów m.in. Paula George’a i Jamesa Hardena w ostatnich latach. Każda ewentualna kara, która zabierałaby im picki byłaby dla klubu bardzo bolesna.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    2 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments