Po rozstaniu z Brooklyn Nets, część koszykarskiego świata wypatrywała tylko, gdzie powędruje Cameron Thomas. Bucks oficjalnie już ogłosili w klubowych mediach, że to właśnie w Milwaukee będzie kontynuować swoją karierę 24-latek. Bez wątpienia to dla niego spora szansa na nowy start, a dla „Kozłów”?
Cam Thomas ma smykałkę do zdobywania punktów, ale musi mieć piłkę w rękach. Czy pomoże Giannisowi?
Cam Thomas jeszcze w poprzednim sezonie notował średnio 24 punkty na mecz, przebywając na parkiecie po 31 minut. Jego umiejętności strzeleckie wychwalał między innymi jego były już trener z Brooklynu, Jordi Fernandez, który mówił o tym w kategorii jego „supermocy”. Hiszpan zwracał jednak uwagę również na inne aspekty i to dość rygorystycznie, w których gracz musi się poprawić: chociażby rozgrywanie piłki i zaangażowanie w defensywie.
Trudno powiedzieć, jaki plan na zawodnika będzie miał Doc Rivers. Pod nieobecność Giannisa Antetokounmpo piłkę do ręki może dostać właśnie Thomas, a wtedy spodziewać się możemy kolejnych 30, czy nawet 40-punktowych występów i masy highlightów (ten lubi rzucać z niełatwych i nieoczywistych pozycji). Z drugiej strony, jak to u strzelca, trafiają się gorsze dni i wtedy, biorąc pod uwagę jego inne braki, kibice mogą mieć duże zastrzeżenia co do tego „wzmocnienia”.
Początkowo niektóre media przewidywały, że jakiś contender może zgłosić się po wolnego na rynku zawodnika, żeby dołożyć energię i shooting z ławki w play-offach, ale jak widać nic z tego nie wyszło. Nie ukrywam, że jestem naprawdę ciekaw jak to wyjdzie w Milwaukee.
Przy okazji tego „transferu” wyszła informacja, jakoby sam Giannis miał luźno obstawić kilka drobniaków ze swoimi kolegami, że Cam Thomas wyląduje właśnie w ich szatni po odejściu z Brooklyn Nets.










