Zbliżający się wielkimi krokami Weekend Gwiazd przyniósł niespodziewany zwrot akcji w jednym z najbardziej widowiskowych punktów programu. Oficjalne źródła ligowe potwierdziły, że Jalen Duren został zmuszony do wycofania się z konkursu wsadów z powodu urazu kolana. Co prawda nieobecność zawodnika kalibru All-Star z pewnością będzie ciosem dla widowiska, liga szybko ogłosiła zastępstwo, które nadaje tegorocznej rywalizacji wyjątkowy, niemal filmowy wymiar. Miejsce środkowego Detroit Pistons zajmie debiutant z Orlando Magic, Jase Richardson, syn dwukrotnego triumfatora, Jasona Richardsona.
Decyzja o wycofaniu Jalena Durena zapadła po tym, jak podczas czwartkowego meczu przeciwko Washington Wizards doznał urazu prawego kolana. Mimo że 22-latek został również po raz pierwszy w karierze wybrany do udziału w samym Meczu Gwiazd, sztab medyczny Detroit Pistons oraz władze ligi postanowiły nie ryzykować pogłębienia urazu podczas sobotnich popisów akrobatycznych. Nic dziwnego – ewentualne pogłębienie urazu podkoszowego, który w obecnym sezonie notuje średnio 17,7 punktu oraz blisko 11 zbiórek na mecz, byłoby ciosem dla liderów Wschodu.
Nieobecność Durena w konkursie wsadów nie oznacza jednak jego całkowitej nieobecności w Inglewood. Zawodnik wciąż jest awizowany do gry niedzielnym Meczu Gwiazd, gdzie dołączy do swojego kolegi z drużyny, Cade’a Cunninghama, oraz trenera J.B. Bickerstaffa. Niemniej jednak, jego miejsce w sobotniej części All-Star Weekend zajmie postać, której nazwisko jest nierozerwalnie związane z historią tego turnieju.
Jase Richardson, były zawodnik Michigan State, nie wchodzi do konkursu jedynie jako znalezione na ostatnią chwilę zastępstwo. Wnosi on ze sobą ciężar sportowego dziedzictwa, jakiego próżno szukać u innych uczestników. Jego ojciec, Jason Richardson, zdominował konkursy wsadów w latach 2002 i 2003, stając się jednym z najbardziej ikonicznych „lotników” w historii NBA. Teraz jego 20-letni potomek będzie miał przed sobą niepowtarzalną okazję, by zapisać własną kartę w historii ligi.
Debiutancki sezon Jase’a w NBA można uznać za przyzwoity. W 36 dotychczasowych występach – spędzając na parkiecie średnio po 12 minut, notował 5,1 punktu, 1,4 zbiórki i 1,2 asysty, legitymując się przy tym nie najgorszą skutecznością (46,9% z gry, w tym 35,5% zza łuku).
Poza tym źródła bliskie zawodnikowi podkreślają, że potencjał do widowiskowych zagrań jest u niego dziedziczny. Dzięki tej nominacji, młody Richardson stanie przed szansą na zdobycie trzeciego tytułu dla swojej rodziny oraz trzeciego w historii dla Magic, idąc w ślady chociażby Dwighta Howarda.
Zresztą w ogóle tegoroczna edycja zapowiada się na jedną z najbardziej wyrównanych w ostatnich latach. Po rezygnacji Maca McClunga z walki o historyczny, czwarty tytuł z rzędu, rywalizacja staje się całkowicie otwarta, a szansa na przełom trafia w ręce nowych pretendentów. Jase stanie przed wymagającym wyzwaniem, mierząc się z wyjątkowo atletyczną stawką — słynącym z potężnych wsadów nad obręczą Jaxsonem Hayesem z Los Angeles Lakers oraz dwoma obiecującymi graczami, Carterem Bryantem z San Antonio Spurs i Keshadem Johnsonem z Miami Heat (dwaj ostatni to zresztą byli zawodnicy Arizony, chociaż na uczelni akurat się minęli).
Format zawodów, rzecz jasna, pozostaje niezmienny –mamy dwurundową rywalizację, w której o awansie do finału zdecyduje suma punktów z dwóch wsadów wykonanych w pierwszej fazie. Przy braku dominatora z poprzednich lat, każdy z uczestników ma realną szansę na triumf. Dla fanów zgromadzonych na miejscu oraz milionów widzów przed telewizorami, historia Jase’a Richardsona starającego się nawiązać do sukcesów ojca będzie bez wątpienia głównym motywem przewodnim tej nocy. Wszystkie oczy zwrócone będą na to, czy młody obrońca z Orlando zdoła udźwignąć presję nazwiska i przywrócić blask „rodzinnej tradycji” pod koszami NBA.










