Oddając Jarena Jacksona Memphis Grizzlies wcisnęli przycisk „przebudowa”. W zasadzie można uznać, że zrobili to latem oddając Desmonda Bane’a do Orlando Magic. Teraz jednak zrobili to definitywnie. Po tym jak Grizzlies dogadali się z Utah Jazz i pożegnali Jacksona, wydawało się, że z klubem pożegna się też Ja Morant. Dlaczego więc do tego transferu nie doszło?


W czerwcu ubiegłego roku władze Grizzlies oddały Desmonda Bane’a do Orlando Magic. W zamian otrzymali: Cole’a Anthony’ego, Kentaviousa Caldwella-Pope’a, 16. numer zeszłorocznego draftu, który oddali do Blazers oraz trzy wybory w 1. rundzie draftu (2026, 2028 i 2030), a także „swap” w pierwszej rundzie w 2029 roku.

W środę natomiast Memphis wcisnęło guzik „reset” definitywnie. Porozumieli się z Utah Jazz i doszło do następującej transakcji:

  • Utah Jazz otrzymali: Jaren Jackson Jr., John Konchar, Jock Landale, Vince Williams Jr.
  • Memphis Grizzlies otrzymali: Walter Clayton Jr., Kyle Anderson, Taylor Hendricks, Georges Niang, wybór w 1. rundzie draftu 2027 (najlepszy spośród Cavaliers, Timberwolves i Jazz), wybór w 1. rundzie draftu 2027 (od Lakers), wybór w 1. rundzie draftu 2031 (od Suns).

Oczywistym wydawało się więc, że kolejnym krokiem będzie pożegnanie Ja Moranta, który przysporzył im sporo problemów na boisku, jak i poza nim. Wiele osób uważało, że transfer Moranta był przesądzony, a tymczasem to Jaren Jacksonpoleciał” jako pierwszy. Okazało się bowiem, że nie ma wielu chętnych na rozgrywającego Grizzlies, a na podkoszowego owszem. Dlaczego?

Miał być jedną z twarzy NBA

Morant to przecież najlepszy debiutant z 2020 roku, dwukrotny uczestnik Meczu Gwiazd, a w 2022 roku był nawet w drugiej piątce najlepszych graczy NBA i wygrał w głosowaniu na zawodnika, który poczynił największy postęp. Wtedy właśnie miał średnią 27 punktów na mecz, a w kolejnym sezonie o zaledwie jeden punkt mniej.

Po przyjściu do NBA Morant szybko stał się jedną z najbardziej elektryzujących gwiazd nowej generacji i twarzą Memphis Grizzlies. Był też typowany na supergwiazdę ligi, a jego zespół szybko awansował na jedną z najlepszych drużyn sezonu zasadniczego. Firma Nike zaproponowała mu specjalną kolekcję butów, co nie zdarza się często.

W 2021 roku, a więc w drugim sezonie Moranta, Grizzlies postraszyli trochę w play-offach z 8. miejsca Jazz (przegrali 1-4). W kolejnym sezonie byli rewelacją rozgrywek. Wygrali 56 meczów i zajęli 2. miejsce na silnym Zachodzie. W pierwszej rundzie pokonali Wolves 4-2, ale w drugiej musieli uznać wyższość Warriors 2-4.

Początek upadku

W 2023 roku znów zajęli 2. miejsce w konferencji, ale w pierwszej rundzie przegrali z Los Angeles Lakers, którzy awansowali do play-offów z 7. miejsca (dzięki play-in). O ile przegraną w drugiej rundzie rok wcześniej z Warriors można było Grizzlies wybaczyć, o tyle odpadnięcie w pierwszej z siódmą ekipą było już źle odebrane zarówno przez kibiców, jak i dziennikarzy. Może nie była to totalna katastrofa, ale oliwy do ognia dolał sam Morant, który to właśnie w sezonie 2022/23 (dokładnie 21 grudnia) w rozmowie z Maliką Andrews z ESPN powiedział słynne już I’m fine in the West, czyli, że nie obawia się nikogo na Zachodzie. To wtedy też zaczęły się jego problemy poza boiskiem. W marcu, a więc w trakcie sezonu został zawieszony na osiem spotkań. 25 meczów zawieszenia przyszło po jego zachowaniu poza sezonem (w czerwcu). W efekcie pauzował na początku sezonu 2023/24.

Można było odnieść wrażenie, ze Morant się pogubił, że sytuacja go przerosła, a przez to reputacja bardzo ucierpiała. Zachowania poza boiskiem lub wobec kolegów z drużyny lub sztabu trenerskiego, sprawiły, że był wielokrotnie zawieszany przez klub i przez ligę.

  • 4 marca 2023 roku klub odsunął go od zespołu na dwa mecze po nagraniu z bronią w klubie nocnym. 
  • 15 marca 2023 roku liga nałożyła na niego osiem meczów zawieszenia bez wynagrodzenia za wybryki poza boiskiem.
  • 14 maja 2023 roku po drugim nagraniu klub odsunął Moranta od zespołu do czasu decyzji władz NBA
  • 16 czerwca 2023 roku liga zawiesiła go na 25 meczów bez wynagrodzenia (początek sezonu 2023/24). 
  • 1 listopada 2025 roku klub zawiesił Moranta na jeden mecz za niewłaściwe zachowanie wobec drużyny.
  • Dodatkowo w kwietniu 2025 roku Morant musiał zapłacić 75 tys. dolarów kary. Nie został zawieszony przez ligę, ale poszło o nieodpowiedni gest w trakcie meczu. W oficjalnym komunikacie NBA podkreśliła, że go ostrzegała, aby tak nie robił.

Trzeba też pamiętać, że 27-letni Morant opuszczał sporo meczów z powodu różnych kontuzji. Często było to ponad 20 spotkań w sezonie zasadniczym, a w rozgrywkach 2023/24 zagrał w zaledwie dziewięciu spotkaniach (najpierw zawieszenie, a potem poważna kontuzja barku, która skończyła się operacją).

W zeszłym sezonie opuścił 32 mecze, a w tym zagrał w tylko 20 z 49 spotkań. Teraz też ma kontuzję. Pauzuje z powodu problemów z łokciem. Ma wrócić w drugiej połowie lutego.

Trzeba też pamiętać, że statystyki Moranta są w tym sezonie poniżej średnich, do których nas przyzwyczajał. Wydaje się jednak, że nie było to spowodowane brakiem formy, ale nieumiejętnością odnalezienia się w systemie nowego trenera Grizzlies. Rola Moranta została mocno ograniczona, co bardzo mu się nie spodobało. W jego grze nie było też widać zaangażowania. Ale wydaje się, że nie jest tak, że przez kontuzje, to nie jest już ten sam zawodnik. Bardziej wygląda to na nieodpowiednie wkomponowanie i brak chęci wykorzystania jego największych atutów.

W tym sezonie Ja rzuca średnio 19,5 punktu, co jest gorszym wynikiem o blisko cztery oczka od poprzedniego sezonu. Spadła też wyraźnie jego skuteczność rzutów z dystansu. Nigdy nie był w tym bardzo dobry, ale spadek z 31% do 23% jest mocno zauważalny. Oczywiście zdarzały mu się znakomite mecze, jak 40 punktów przeciwko Sixers pod koniec grudnia, ale trudno też oczekiwań od niego znakomitej formy, jeśli od połowy listopada opuścił 10 meczów, potem zagrał w dwóch, wypadł na cztery, wrócił na cztery, znów opuścił sześć, zagrał w dwóch i od 23 stycznia nie gra z powodu problemów z łokciem (ma wrócić w drugiej połowie lutego).

Zawodnik podwyższonego ryzyka

W tym sezonie Morant zarabia 39,4 mln dolarów i ma ważną umowę na dwa kolejne sezony (42,1 mln i 44,9 mln). Teoretycznie więc klub, który by go pozyskał ma pewność, że nie odejdzie za chwilę i mogą razem planować wspólną przyszłość. Problem jednak w tym, że jeśli dodamy zachowania poza boiskiem oraz dużą liczbę kontuzji, a także spadek formy, to w efekcie otrzymujemy zawodnika „podwyższonego ryzyka„. A w NBA takiego ryzyka się nie lubi. Kluby nie chcą niańczyć graczy, którzy sprawiają problemy poza boiskiem.

W tym miejscu pasuje stare powiedzenie: jeśli coś zdarzyło się raz, może się już nigdy nie powtórzyć. Ale jeśli zdarzy się po raz drugi, to na pewno powtórzy się i trzeci.

Poza tym obecne przepisy CBA są bardzo restrykcyjne i można powiedzieć, że nie wybaczają źle wydanych pieniędzy. Mając na liście płac zawodnika z kontraktem o wartości 40 mln dolarów za sezon klub chce mieć pewność, że to była dobra inwestycja.

Oprócz tego trzeba pamiętać, że Morant, jak każdy zawodnik z nazwijmy to „kontraktem gwiazdorskim” może podpisać przedłużenie umowy dużo wcześniej. Mimo że jego kontrakt wygasa dopiero po sezonie 2027/28, to już latem tego roku mógłby podpisać z Grizzlies umowę na kolejne trzy lata o wartości 178 mln dolarów.

Gdyby Morant został wytransferowany 5 lutego, to przedłużenie z nowym klubem mógłby podpisać najwcześniej sześć miesięcy od daty transferu. Tutaj jednak nie byłaby to wielka różnica, bo po prostu 5 sierpnia, a 6 lipca. Dla niektórych klubów mogłoby to być po prostu za wcześnie, aby ocenić czy na pewno chcą budować drużynę wokół niego. Musieliby go lepiej poznać, mieć pewność, że poza boiskiem niczego „nie odwali” i że wciąż jest tym samym zawodnikiem, który dwukrotnie prowadził swoją drużynę do 2. miejsca na Zachodzie po sezonie zasadniczym.

Te wszystkie kwestie i czynniki sprawiają, że mimo ogromnego talentu Morant został nisko oceniony przez rynek. Można powiedzieć, że rynek go zweryfikował, ponieważ Grizzlies chcieli za niego nie tylko innych perspektywicznych zawodników, ale też wybory w drafcie. Oferty, która spełniałaby ich oczekiwania jednak nie otrzymali.

Kluby pytały o Moranta, ale nie chciały ich zdaniem „przepłacać„. Wielu menedżerów uznało, że jest po ich stronie ryzyko związane z pozyskaniem takiego zawodnika i nie chcą go podejmować za wszelką cenę, ale gdyby było „tanio„, to mogą się skusić. Liczyli jak widać na „promocję„. Takiej jednak nie było, Grizzlies nie zeszli z oczekiwań.

Przyszłość Moranta?

Mimo braku transferu jego przyszłość cały czas stoi pod znakiem zapytania. To, że został w Memphis nie oznacza, że klub wiąże z nim swoją przyszłość. Mało prawdopodobne, że zaproponują mu latem przedłużenie, o którym pisałem wyżej.

Możliwe, że latem Grizzlies zrobią drugie podejście do wymiany. W związku ze zmianami w CBA po sezonie kluby będą mogły handlować jeszcze jednym wyborem w drafcie (można handlować tylko na siedem lat do przodu i nie można oddawać wyborów rok po roku).

Mało prawdopodobny jest też scenariusz o przedłużeniu umowy i transferze, bo w takim przypadkach najczęściej jest „blokada transferu” o kolejne sześć miesięcy.

Optymistyczni nie byli też komentujący wczoraj sytuację Moranta Kendrick Perkins i Kenny Smith. Opinie Perkinsa bywają kontrowersyjne, niektórzy uważają, że jest odklejony i specjalnie podkręca emocje, ale patrząc na to jak NBA jest czasem bezwzględna nie sposób nie wziąć jego słów pod uwagę.

Perkins uważa, że kariera Moranta wisi na włosku. – Jest jedną nogą w grobie, a drugą na skórce od banana. Mówię to śmiertelnie poważnie. Ja Morant lepiej niech się obudzi, bo za dwa lata, po wygaśnięciu tego kontraktu, może znaleźć się poza NBA – stwierdził Perk.

Perkins stwierdził też, że nikt nie chce Moranta. – Drużyny mówią 'Hej, jeśli mamy go wziąć, musicie coś dorzucić do wymiany’. A to przecież powinno działać w drugą stronę. To jest niepokojące, że mówimy o byłym debiutancie roku, All-Starze i graczu All-NBA, którego nikt nie chce przejąć. To jest absurdalna sytuacja, że zawodnik z umową 'super max’, który miał być twarzą ligi, stał się dla klubu obciążeniem – dodał.

Kenny Smith nie był aż tak krytyczny, ale stwierdził, że problemy Moranta (kontuzje i brak zgrania z zespołem) mają swoje źródło w incydentach poza boiskiem i w zawieszeniach, które otrzymywał. Uważa, że umiejętności i talent Moranta są niepodważalne i porównał go nawet do miniaturowej wersji LeBrona Jamesa, który dzięki swojej dynamice potrafi dominować nad rywalami. Stwierdził jednak, że potencjalni kupcy boją się jego „nieprzewidywalności” zarówno na boisku, jak i poza nim.

Smith miał też radę dla Moranta. Uważa, że powinien zadbać o zmianę wizerunku, że musi zmienić swoją postawę i sposób bycia, jeśli chce być postrzegany jako prawdziwy lider. – Wielkich graczy, jak Giannis czy Anthony Edwards, nigdy nie pytamy o to czy potrafią przewodzić grupie. W przypadku Moranta to pytanie jest zasadne – stwierdził KennyThe Jet„.

Przyszłość Moranta zależy w dużej mierze od niego samego – od tego jak będzie się zachowywał na boisku oraz poza nim. Kolejny incydent w nocnym klubie czy nagranie z bronią może sprawić, że tak jak Gilbert Arenas zostanie niemal „wygnany” i „wymazany z pamięci„. Może jednak spróbować grać dla zespołu, pokazać, że znów jest tym samym zawodnikiem zdobywającym masę punktów i pakującym nad każdym, kto stanie mu na drodze. Wtedy latem jego nazwisko może wzbudzać większe zainteresowanie, a menedżerowie innych klubów będą gotowi oddać za niego więcej, niż oferowali w ostatnich dniach.


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim z innymi w swoich mediach społecznościowych i zostaw komentarz.

Polecam też tekst o nowych zasadach, które utrudniają transfery w NBA.

Zbliża się Mecz Gwiazd, dlatego zachęcam do lektury artykułu: Czy nowe zasady odmienią Mecz Gwiazd? Wszystko, co musisz wiedzieć o NBA All Star Game 2026

A może chcesz wiedzieć czym będzie nowy projekt NBA EuropeW tym tekście rozłożyłem go na czynniki pierwsze.

Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj.

A jeśli szukasz dużej wyprzedaży butów NIKE i AIR JORDAN, to tutaj znajdziesz informacje o najnowszej promocji.


Chcesz mieć PROBASKET w telefonie w formie aplikacji? Da się to zrobić zarówno na telefonach z Androidem, jak i na iPhone’ach.

Na telefonach z Androidem:

  • Otwórz probasket.pl w Chrome.
  • Kliknij trzy kropki przy pasku adresu.
  • Wybierz „dodaj do ekranu głównego”.
  • Pojawi się opcja „Zainstaluj”, wybierz ją. Gotowe!

Na iPhonach:

  • Otwórz probasket.pl w Safari.
  • W prawym dolnym rogu wybierz trzy małe kropeczki, a następnie „udostępnij”.
  • Przewiń trochę w dół i wybierz „do ekranu głównego”.

W ten sposób będziecie mieli stronę PROBASKET w formie aplikacji w telefonie.

Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    3 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments