Zapraszamy do kolejnej relacji meczów z nocy z NBA! Tym razem pod lupę bierzemy drużyny, tuż po wymianach w ramach trade deadline. Jalen Johnson z imponującą linijką w meczu Hawks, ale mocno pomógł mu nowy (nieoczywisty) kolega z zespołu. Przebudowane Bulls nie dało rady Toronto i Ingramowi. Hornets znowu szaleją, tym razem dali popalić Rockets. Lakers wygrywają z 76ers mimo bardzo dobrego występu Embiida.
Detroit Pistons – Washington Wizards 117:126
- Washington Wizards sprawili dużą niespodziankę, pokonując lidera Konferencji Wschodniej 117:126.
- Najlepszym strzelcem gospodarzy był Will Riley, który zdobył 20 punktów, a Sharife Cooper dołożył ich 18. Justin Champagnie i Tristan Vukcevic zanotowali po 14 punktów. Rezerwowi Wizards zdobyli łącznie 69 punktów.
- Po stronie Detroit Pistons najlepiej zagrał Cade Cunningham (30 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst). Detroit miało jednak duże problemy ze skutecznością rzutów za trzy (9/33, 27,3%), a dodatkowo chwile wcześnie straciło Jalena Durena, który opuścił parkiet po 13 minutach z powodu bólu kolana.
- Pistons próbowali odrobić 17-punktową stratę w trzeciej kwarcie i zbliżyli się na 107:112 po akcji 2+2 Duncana Robinsona na 4:15 przed końcem. Trójka Bilala Coulibaly’ego równo z końcem czasu na akcję ustawiła jednak wynik na 110:117. Wizards dowieźli zwycięstwo do końca.
Autorka: Martyna Kucybała
Orlando Magic – Brooklyn Nets 118:98
- Orlando Magic bez większych problemów pokonali Brooklyn Nets 118:98, a jednym z bohaterów meczu był Jalen Suggs, który zanotował pierwsze triple-double w karierze. Obrońca Magic zakończył mecz z 15 punktami, 11 zbiórkami i 11 asystami, dokładając do tego cztery bloki i trzy przechwyty.
- Desmond Bane zdobył 23 punkty, a Paolo Banchero dodał ich 22. Dobrze zagrał również Anthony Black (18 punktów, 5 asyst) oraz Moritz Wagner, który z ławki zdobył 14 punktów i pięć zbiórek w zaledwie 12 minut.
- Po stronie Nets najlepiej wypadł Egor Demin (rekordowe 26 punktów), który trafił 6 z 10 rzutów za trzy. Nolan Traore dołożył 21 punktów i siedem asyst. Zupełnie zawiódł natomiast Michael Porter Jr., który trafił tylko 2 z 13 rzutów z gry i zakończył mecz z dziewięcioma punktami.
- Orlando Magic zdominowali mecz od początku. Już w pierwszej połowie zbudowali 21-punktową przewagę, a w trzeciej kwarcie prowadzili nawet 26 punktami.
Autorka: Martyna Kucybała
Atlanta Hawks – Utah Jazz 121:119
- Atlanta Hawks wygrała różnicą dwóch punktów na własnym parkiecie z Utah Jazz za sprawą trafienia z półdystansu na 1,3 sekundy przed końcem. Autorem rzutu był Nickeil Alexander-Walker, który zgromadził 23 punkty i poprowadził Hawks do zwycięstwa, będąc jednym z najlepszych w swojej drużynie.
- Na słowa uznania zasługuje świeżo pozyskany w wymianie Jock Landale, który w debiucie dla Atlanty miał 26 punktów, 11 zbiórek i pięć asyst. To najlepszy punktowy wynik dla niego w tym sezonie. Pobił również swoje dotychczasowe rekordy w karierze, notując w tym meczu pięć trafionych trójek, cztery bloki i wspomniane pięć asyst. Landale wyszedł w wyjściowej piątce, zastępując kontuzjowanego Onyekę Okongwu.
- Jalen Johnson zaliczył trzecie z rzędu triple-double — ma ich w tym sezonie już 10. Zakończył mecz z dorobkiem 22 punktów, 16 zbiórek i 15 asyst. Ten gość jest momentami po prostu niesamowity. W lidze więcej triple-double od niego ma tylko Nikola Jokić.
- Utah Jazz grali w okrojonym składzie (osiem osób w rotacji), ponieważ nie wszyscy zawodnicy z najnowszych wymian byli dostępni. Największy odczuwalny brak dotyczył natomiast dobrze znanego im Keyonte George’a, który dalej leczy skręconą kostkę.
- Debiutant Ace Bailey trafił ważną „trójkę” w końcówce meczu na remis, nie poddając się presji. W sumie zdobył 20 punktów, a Lauri Markkanen dołożył 18. Największe show zrobił jednak Isaiah Collier, który w poprzedzającym meczu zdobył szalone 22 asysty, a dzisiaj 11. Uzbierał przeciwko Hawks również 25 punktów, plus siedem razy dochodził do zbiórki. Kyle Filipowski dodał double-double w postaci 15 punktów i 17 zbiórek.
Toronto Raptors – Chicago Bulls 123:107
- Chicago Bulls mocno zmienili się po trade deadline i dało się to odczuć na parkiecie. Jaden Ivey (13 punktów, sześć asyst) i Anfernee Simons (22 punkty) wyszli w pierwszej piątce w swoich debiutach, podczas gdy Yabusele (15 punktów, 11 zbiórek) i nowy nabytek Mac McClung (4 punkty) weszli z ławki. Co ciekawe, wielokrotny mistrz konkursu wsadów zagrał już wcześniej oficjalne spotkanie w NBA w barwach „byków”, ale miało to miejsce w sezonie… 2021/22.
- Toronto Raptors ma już 31 zwycięstw w pierwszych 53 meczach sezonu — to więcej niż w całym poprzednim sezonie. Jednocześnie tym spotkaniem przerwali czteromeczową serię porażek z Bulls. Skrzydłowy Raptors, RJ Barrett (kontuzja prawego kolana), nie zagrał drugi mecz z rzędu.
- Chicago miało moment, w którym odrobiło stratę w postaci 11 punktów (mniej więcej w połowie trzeciej kwarty), ale potem to zespół z Kanady przejął kontrolę i skończył kwartę serią 24 do 12.
- Brandon Ingram zdobył 33 punkty, sześć zbiórek i sześć asyst. Jego występ krzyczał wręcz: powołajcie mnie do Meczu Gwiazd! Quickley dołożył 24 punkty, a rookie Collin Murray-Boyles 17.
Houston Rockets – Charlotte Hornets 99:109
- Kevin Durant zdobył 31 „oczek”, a Jabari Smith Jr. dołożył 17. Następny w klasyfikacji strzelców był Amen Thompson, który miał dopiero 8 punktów (ale ten rozdał za to siedem asyst i był jak zawsze aktywny). Trudno wygrywać spotkania, opierając się tylko na scoringu KD. To druga porażka z rzędu Houston Rockets, którzy zaraz mogą spaść na piąte miejsce w Konferenecji Zachodniej.
- Charlotte Hornets wygrali ósme kolejne spotkanie i wskoczyli już na miejsce gwarantujące pierwszą fazę play-in, a różnice na Wschodzie są tak małe, że śmiało mogą sięgnąć jeszcze po siódme miejsce, co da im dużą szansę na wejście do play-offów przez boczną furtkę. To najdłuższa passa Hornets od sezonu 1998/99 (!), kiedy wygrali dziewięć spotkań z rzędu.
- Świetnie ogląda się tych młodych i energicznych Hornets. Jeśli szukacie drużyny w stylu fun-to-watch, to właśnie ich definicja. Po trzech kwartach prowadzili 16 punktami, a Brandon Miller zdobył pierwsze pięć punktów w czwartej kwarcie. Osiem minut przed końcem meczu Ime Udoka (trener Rockets) zdjął swoich starterów.
- Debiutant Kon Knueppel zdobył 24 punkty, LaMelo Ball dołożył ich 20, a środkowy Mousa Diabate był górą na tablicach (12 zebranych piłek). Coby White dołączył do zespołu po środowej wymianie z Chicago Bulls, ale nie zagrał i ma pauzować do przerwy na Weekend Gwiazd z powodu problemów z łydką.
Dallas Mavericks – San Antonio Spurs 123:135
- Kolejny 30-punktowy mecz wybranego z pierwszym numerem draftu Coopera Flagga (dokładnie: 32 punkty, sześć zbiórek, cztery asysty, dwa przechwyty i trzy bloki) i zarazem kolejna porażka Dallas Mavericks (szósta z rzędu; najdłuższa seria w sezonie). Dzisiaj w ataku swoje zrobił jeszcze Naji Marshall, zdobywając aż 32 punkty. Max Christie zdobył 20 „oczek, a Gafford skończył mecz z double-double (16 zbiórek, 10 asyst).
- Flagg zdobył 32 punkty, przedłużając swój rekord NBA w kategorii nastolatków: najwięcej kolejnych meczów z minimum 30 punktami. 19-latek dołączył do Michaela Jordana, Bernarda Kinga, Allena Iversona i Jalena Greena jako jedyni debiutanci, którzy zanotowali serię czterech takich meczów od czasu połączenia NBA i ABA w sezonie 1976/77.
- Victor Wembanyama uzbierał 29 punktów, zebrał 11 pilek, rozdał sześć asyst, a w defensywie zanotował m.in. dwa przechwyty i trzy bloki. Lider San Antonio Spurs trafił pierwsze pięć „trójek” i miał aż 20 punktów do przerwy. Stephon Castle (18 punktów, siedem zbiórek) znowu popisał się efektowną dobitką, która ustaliła wynik meczu. Ten duet jest zabójczy dla przeciwników, udowodnili to po raz kolejny.
- Harrison Barnes (19 „oczek”) był jednym z siedmiu graczy Spurs z dwucyfrową zdobyczą punktów. De’Aaron Fox dołożył 17 punktów, mimo słabego wieczoru rzutowego, ale za to miał dwie kluczowe trójki w finalnym momencie meczu.
Los Angeles Lakers – Philadelphia 76ers 119:115
- Luka Doncić zdążył zdobyć 10 punktów, a następnie zszedł z urazem lewej nogi. Austin Reaves przejął po nim pałeczkę; w 25 minut zdobyl 35 punktów. Przypomnijmy, że miał limit minut! LeBron James z double-double, ale w postaci punkty+asysty (17+10).
- Joel Embiid zrobił to, co umie najlepiej, czyli był skuteczny pod koszem, zdobywając 35 punktów (również siedem zbiórek i siedem asyst). Tyrese Maxey miał 26 „oczek”, ale rozdał też 13 asyst. Rookie VJ Edgecombe zakończył mecz z 19 punktami i 10 asystami. Duet Maxey-VJ skomplementował razem aż osiem przechwytów. Świetna defensywa na obwodzie!
- Philadelphia zdobywała przewagę, żeby zaraz ją roztrwonić. LeBron James zaliczył aż osiem strat. Na 36 sekund przed końcem VJ trafił za trzy punkty właśnie po przechwycie nad LBJ. Wówczas na tablicy wyników było tylko 116 do 113.
- Wsad Ruiego Hachimury po podaniu Maxiego Klebera dowiózł zwycięstwo „Jeziorowcom„. Reaves, Doncić i James zagrali razem dopiero po raz dziesiąty w sezonie, w którym cała trójka zmaga się z poważnymi urazami.
Phoenix Suns – Golden State Warriors 97:101
- Golden State Warriors odrobili 14 punktów w 4Q. Spudłowana „trójka” Dillona Brooksa sprawiła, że Phoenix Suns nie wyszli na prowadzenie przed końcem meczu, ani w konsekwencji nie wygrali ostatecznie. Mimo to Brooks był najlepszym strzelcem Suns z 24 punktami na koncie. Grayson Allen dołożył 21 punktów, rzucając głównie zza łuku.
- Po stronie gospodarzy nie było ani Devina Bookera, ani Jalena Greena. Wśród gości nie wystąpił Steph Curry. Mimo braku największych gwiazd, końcowe minuty meczu są warte do obejrzenia.
- Pat Spencer poprawadził zespół do zwycięstwa, notując 20 punktów. Został mocno doceniony w tym sezonie. Ważną rolę odegrał również De’Anthony Melton (17 punktów), który zakończył spotkanie, trafiając layup na równi z syreną. Przypomnijmy, że ominął go prawie cały poprzedni sezon z powodu kontuzji, a w tym rozegrał już +20 meczów, mimo że na ogół nie radzi sobie najlepiej. Oby na stałe wrócił do formy!










