Chociaż dzięki świetnej postawie swoich liderów Chicago Bulls pokonali Miami Heat 125:118, to nie wynik stał się głównym tematem rozmów po zakończeniu rozgrywanego w Kaseya Center meczu. Cała uwaga skupiła się na debiucie japońskiego rozgrywającego, Yukiego Kawamury, który mimo zaledwie 173 centymetrów wzrostu udowodnił, że determinacja i serce do gry znaczą w NBA więcej niż warunki fizyczne. Były zawodnik Memphis Grizzlies zakończył swój pierwszy występ w barwach ekipy z Wietrznego Miasta z dorobkiem sześciu punktów, dwóch asyst i dwóch przechwytów w ciągu zaledwie 11 minut spędzonych na parkiecie.



Droga Yukiego Kawamury do wyczekiwanego oficjalnego debiutu w trykocie Chicago Bulls nie była usłana różami. Po obiecującym okresie przygotowawczym, jego karierę na moment wstrzymał uraz nogi oraz groźny zakrzep krwi, co wymusiło na klubie czasowe rozwiązanie kontraktu, by zawodnik mógł skupić się na leczeniu. Cierpliwość obu stron opłaciła się, gdy na początku lutego Japończyk powrócił do składu na mocy umowy dwustronnej. Sam zainteresowany nie ukrywał emocji związanych z powrotem do zdrowia i gry.

– Szczerze mówiąc, rehabilitacja była bardzo trudna i ciągnęła się miesiącami. Jeszcze przed startem sezonu dowiedziałem się, że mam zakrzep krwi. To był dla mnie ogromny cios, bo niezwykle cieszyła mnie perspektywa gry w Chicago. Tym większa jest dziś moja radość, że mogę tu być i znów pojawić się na parkiecie – przyznał w rozmowie z mediami.

Najbardziej spektakularny moment wieczoru nastąpił w połowie czwartej kwarty, kiedy Kawamura, oficjalnie najniższy zawodnik w całej historii Bulls, stanął do rzutu sędziowskiego przeciwko znacznie wyższemu od siebie (196 centymetrów) Kasparasowi Jakucionisowi z Miami Heat. Hala i komentatorzy oszaleli, gdy Japończyk, dzięki swojej skoczności i refleksowi, wygrał ten pojedynek.

– Wygrał rzut sędziowski! Yuki wygrał rzut! Oto on – mierzący zaledwie 173 centymetry – a jednak wygrywa rzut sędziowski! – krzyczeli do mikrofonów komentujący to spotkanie Adam Amin i Stacey King, przy okazji porównując determinację filigranowego zawodnika do „rosomaka” tudzież „małego miodożera”.

To zresztą była tylko wisienka na torcie, jeśli chodzi o debiut 24-latka w barwach ekipy z Wietrznego Miasta. Wszędobylski Japończyk ze wszystkich sił starał się zaznaczyć swoją obecność na parkiecie, a jego energia okazała się zaraźliwa. Każde udane zagranie wywoływało żywiołowe reakcje na ławce rezerwowych Bulls, a i lokalni kibice zgromadzeni w Miami przyjęli go z wyraźnym entuzjazmem.

– To było niesamowite uczucie. Po raz pierwszy w karierze zagrałem w końcówce meczu NBA. Czułem się rewelacyjnie. Byłem w pełni skoncentrowany – powiedział już po meczu sam zainteresowany, cytowany przez K.C. Johnsona z Chicago Sports Network. Jak dodał: – Od dziecka byłem wielkim kibicem Chicago Bulls. Jestem ogromnie szczęśliwy, że tu jestem. Chciałem po prostu wnieść energię z ławki. Ale muszę być lepszy, nie jestem jeszcze usatysfakcjonowany.

Mimo wszystko nie da się ukryć, że występ przeciwko Heat był kolejnym potwierdzeniem tego, co Kawamura udowadniał już wcześniej na parkietach NBA, jeszcze w barwach Memphis Grizzlies – w koszykówce wzrost nie jest jedyną miarą sukcesu. Pomimo wyraźnych braków fizycznych, Yuki nie miał problemów z tym, by narzucać rywalom presję, kontrolować tempo gry i wpływać na przebieg spotkania, dzięki czemu obserwowanie jego poczynań mogło dostarczyć kibicom sporo frajdy. Komentatorzy zwracali uwagę, że lista zawodników mierzących mniej niż 175 cm, którzy realnie zaznaczyli swoją obecność w NBA, jest wyjątkowo krótka, co tylko podkreśla unikalny charakter „Yuki Manii”.

Wprawdzie 11 minut to zbyt mało, by wyciągać dalekosiężne wnioski co do jego przyszłej roli w rotacji, Kawamura pokazał, że nie „pęka na robocie” przeciwko znacznie wyższym od siebie i na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata czuje się niczym ryba w wodzie. Jego debiut był nie tylko sukcesem sportowym, ale przede wszystkim inspirującą historią o pokonywaniu barier, zarówno tych zdrowotnych, jak i fizycznych. Gdy był na boisku, wydawało się, że jest go pełno w każdym miejscu, co skłoniło komentatorów do żartobliwego stwierdzenia: – Wygląda, jakby na boisku było pięciu Yukich!


Czy słuchałeś już nowego odcinka podcastu PROBASKET?

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments