W świecie zawodowej koszykówki rzadko zdarza się, by powrót jednego z najlepszych graczy ligi budził równie wiele entuzjazmu, co obaw. Jayson Tatum, lider Boston Celtics, który od miesięcy zmaga się z rehabilitacją po zerwaniu ścięgna Achillesa, stanął przed pytaniem, które spędza sen z powiek zarówno jemu, jak i sztabowi szkoleniowemu: czy powrót w trakcie trwającego sezonu to szansa na mistrzostwo, czy może raczej ryzyko zniszczenia wypracowanej z trudem chemii zespołu? Podczas gdy jego zespół, napędzany przez fenomenalną formę Jaylena Browna, niespodziewanie zajmuje drugie miejsce w Konferencji Wschodniej, 27-latek otwarcie przyznał, że ponowne włączenie go do rotacji nie jest kwestią oczywistą.
Obecna kampania miała być dla Boston Celtics czymś w rodzaju okresu przejściowego po kontuzji jeden z największych gwiazd i późniejszej utracie innych kluczowych elementów mistrzowskiej układanki, takich jak Jrue Holiday czy Kristaps Porzingis. Tymczasem drużyna pod wodzą Joe Mazzulli najwyraźniej odnalazła nową tożsamość, opartą na nieustępliwości i grze zespołowej. Jayson Tatum, wciąż obserwujący sukcesy kolegów z boku, wyraził swoje wątpliwości w programie „The Pivot”, podkreślając, że nie chciałby stać się przeszkodą w utrzymaniu płynności gry zespołu.
– To coś, o czym myślę każdego dnia – przyznał szczerze, po czym kontynuował wypowiedź: – Tak naprawdę bardziej martwię się o drużynę. Jeśli wrócę jeszcze w tym sezonie, oni będą mieli za sobą ponad 50 spotkań rozegranych beze mnie. Zbudowali już swoją tożsamość, pewne rozwiązania zaczęły działać i przynoszą efekty. Pojawia się więc pytanie: jak to będzie wyglądało, gdy spróbuję wpasować się w zespół po kontuzji, 50–60 meczów po starcie rozgrywek?
Sześciokrotny All-Star nie zamierzał ukrywać, że ostatnie tygodnie to dla niego nieustanna walka z samym sobą. Jak dodał: – Pojawiają się wątpliwości i myśli w stylu: „Cholera, czy powinienem już wracać, czy może lepiej jeszcze poczekać?”
Opinie środowiska koszykarskiego są podzielone. Z pewnością większość kibiców Celtics pragnęłaby natychmiastowego powrotu swojego idola, podczas gdy reszta wolałaby, aby ten w spokoju doszedł do pełni zdrowia, nie ryzykując ponowienia urazu, i rozpoczął kolejny sezon z „czystą kartą”. Do tej drugiej grupy należy Blake Griffin, który w rozmowie z Danielem Donabedianem zasugerował zachowanie ekstremalnej ostrożności, zwłaszcza, że mowa o urazie ścięgna Achillesa.
– Czy 16 miesięcy przerwy realnie zwiększa szanse na uniknięcie ponownej kontuzji albo urazu innej części ciała? Myślę, że dane w tej sprawie są jednoznaczne. Gdybym miał mu doradzać, nie jestem pewien, czy powiedziałbym: „Tak, powinieneś wrócić jeszcze w tym roku.” – przekonywał były koszykarz, który ostatni etap swojej kariery w NBA spędził w Bostonie.
Ostateczna decyzja będzie jednak należeć do sztabu medycznego Celtics. Zresztą powyższe wypowiedzi wskazują, że Tatum doskonale zdaje sobie sprawę, iż stawką jest powrót do ścisłej czołówki ligi – na poziom zawodnika z top 5 NBA.
Rozterki Jaysona sięgają jednak głębiej niż tylko kwestii fizycznych. Gra w trykocie ekipy z Massachusetts to nieustanna konfrontacja z historią, która w Bostonie waży więcej niż w jakimkolwiek innym mieście obecnym na ligowej mapie. 27-latek zauważył, że sukcesy, które osiągnął do tej pory, w innym otoczeniu mogłyby już zagwarantować mu nieśmiertelność, jednak w TD Garden poprzeczka zawieszona jest na wysokości Larry’ego Birda czy Billa Russella.
– Gdybym zrobił taką karierę, jaką mam, w przykładowych Grizzlies, mój pomnik już stałby przed halą – rzucił JT, wywołując spore poruszenie wśród kibiców z Memphis. Bardziej chodziło mu jednak nie o to, by dopiec popularnym Miśkom, tylko zwrócić uwagę na widoczną gołym okiem różnicę w skali oczekiwań.
– Tutaj ścigam się z legendami pokroju Larry’ego Birda, a standardy są nieporównywalnie wyższe. Nie chcesz zostać zapamiętany jako wielki zawodnik Celtics, który nigdy nie doprowadził sprawy do końca – przyznał Tatum, ewidentnie zdając sobie sprawę z tego, że gra w tej organizacji to jednocześnie ogromny zaszczyt i potężna presja – potrzeba bowiem mistrzostwa, by móc z dumą stanąć w jednym szeregu z legendami. Jak podkreślił: – Twoja klatka piersiowa wypina się nieco mocniej, bo wiesz, czego to wymagało, i masz w domu pierścień oraz trofeum.
Mimo ogromnej presji w szatni Celtics wciąż jest miejsce na koleżeńskie żarty, które pomagają rozładować napięcie. Tatum sam przyznał, że drobne docinki – choćby te dotyczące linii włosów Jaylena Browna – są naturalnym elementem relacji w drużynie. To właśnie ta jedność i atmosfera mogą okazać się kluczowe, gdy w końcu otrzyma zielone światło na powrót do gry. Pytanie tylko czy stanie się to jeszcze w tym sezonie?
W nowym odcinku podcastu PROBASKET wszystko, co trzeba wiedzieć o projekcie NBA Europe!










