Za nami kolejna noc pełna wrażeń związanych z rywalizacją na parkietach NBA. Luka Doncić ponownie zawitał w Dallas i raz jeszcze popisał się efektownym występem. Jego Lakers odrobili straty i wyszarpali zwycięstwo w końcówce. Wiele działo się też w Chicago, gdzie Bulls oficjalnie zastrzegli „jedynkę” Derricka Rose’a. Błysnął Kevin Huerter, który swoim rzutem za trzy dał Bykom zwycięstwo nad Celtics. Jeszcze w sobotni wieczór naszego czasu emocji nie zabrakło w Filadelfii, gdzie Sixers odrobili straty po fatalnej trzeciej kwarcie, ale ostatecznie nie byli w stanie postawić kropki nad „i”. Jeden mecz nie doszedł ostatecznie do skutku, bo został przełożony na niedzielę z uwagi na śmierć jednego z obywateli z rąk funkcjonariusza ICE.
Charlotte Hornets – Washington Wizards 119:115
- Pojedynek określany mianem tych dla koszykarskich koneserów, bo w szranki stanęły ze sobą dwa z czterech najgorszych zespołów Konferencji Wschodniej. Faworyzowani Charlotte Hornets zgodnie z planem ograli Washington Wizards i odnieśli tym samym piąte zwycięstwo w ośmiu ostatnich spotkaniach.
- Gospodarze rozpoczęli ostatnią część gry z 12-punktową zaliczką, która na 1:53 minuty przed ostatnią syreną zmalała do zaledwie dwóch oczek (114:112). Kluczowe okazało się wówczas trafienie LaMelo Balla, po którym obie strony zaprezentowały istny festiwal nieskuteczności.
- Pudła z jednej i z drugiej strony parkietu doprowadziły do celowych przewinień i rzutów wolnych Kona Knueppela, który wykorzystał tylko jedną próbę. Tuż po niej, przy 3,6s na zegarze, zza łuku trafił Bub Carrington (117:115). Następnie jednak Miles Bridges wykorzystał oba osobiste i przypieczętował tym samym zwycięstwo Hornets.
- Aż trzech zawodników Charlotte zakończyło rywalizację z double-double: LaMelo Ball (20 punktów, 11 asyst), Brandon Miller (21 punktów, 10 zbiórek, 7 asyst, 5 strat) oraz Moussa Diabate (11 punktów, 14 zbiórek). Dobrze wypadł też Miles Bridges (20 oczek, 4 asysty).
- Po drugiej stronie dwoili się i troili Tre Johnson (26 punktów, 6 asyst; 6/15 za trzy) 9 Alex Sarr (24 oczka, 4 zbiórki). Z dobrej strony pokazali się też Bub Carrington (15 punktów, 8 asyst) czy rezerwowy Justin Champagnie (15 punktów, 11 zebranych piłek).
- Co ciekawe, Szerszenie pokonały w ostatnich tygodniach Oklahoma City Thunder, Los Angeles Lakers, Cleveland Cavaliers, osłabionych kadrowo Denver Nuggets oraz dwukrotnie Orlando Magic.
Philadelphia 76ers – New York Knicks 109:112
Statystyki
- Już w pierwszych minutach rywalizacji Joel Embiid dawał nam jasno do zrozumienia, że ten wieczór będzie należał do niego. Tylko w pierwszej kwarcie środkowy zdobył aż 15 punktów i razem z Tyresem Maxey’em (11) tworzył filar napędowy Philadelphia 76ers.
- New York Knicks mieli jednak do dyspozycji fantastycznego Jalena Brunsona, który utrzymywał przyjezdnych w grze (34:34). W drugiej odsłonie gospodarze przez większość czasu utrzymywali się na prowadzeniu, ale nie byli w stanie odskoczyć z wynikiem (64:60).
- Po powrocie na parkiet Sixers wyglądali tak, jakby całkowicie zapomnieli, jak należy grać w koszykówkę. Efekt? Fatalna skuteczność 4/17 z gry i zaledwie 13 punktów zdobytych w 12 minut. Nowojorczycy bez chwili zawahania wykorzystali moment słabości rywala, po czym mogli cieszyć się komfortową zaliczką (77:90).
- Gracze z Filadelfii nie składali jednak broni. Seria trafień Embiida, Maxeya i Kelly’ego Oubre Jr’a., zakończona trójką VJ Edgecombe’a sprawiła, że na 1:34 przed ostatnią syreną gospodarze tracili do rywala już tylko dwa oczka (102:104). Knicks odpowiedzieli jednak dwiema trójkami z rzędu, a na koniec skutecznie egzekwowali rzuty osobiste, co przesądziła o losach rywalizacji.
- — Graliśmy wolno i nie egzekwowaliśmy odpowiednio naszych założeń. Musisz grać szybciej — mówił po meczu Tyrese Maxey, który zapisał na swoim koncie 22 oczka i sześć asyst. To jednak Joel Embiid był tej nocy liderem Philly z dorobkiem aż 38 punktów, 11 zbiórek oraz pięciu asyst (13/21 z gry).
- Ofensywę Knicks napędzali przede wszystkim wspomniany Jalen Brunson (31 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek) oraz OG Anunoby (23 punkty, 7 zbiórek, 4 asysty). Double-double zapisał na swoim koncie Josh Hart (10 punktów, 13 zbiórek).
Minnesota Timberwolves – Golden State Warriors [PRZEŁOŻONY]
- Niektóre rzeczy są ważniejsze od koszykówki. Takie właśnie mają obecnie miejsce w Minneapolis, gdzie w sobotę rano jeden z członków federalnej agencji ścigania podlegającej Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych postrzelił śmiertelnie obywatela. Z uwagi na te wydarzenia, spodziewane protesty, które trwają obecnie w Minnesocie, a także starcia ze służbami, mecz został przełożony na niedzielę.
Orlando Magic – Cleveland Cavaliers 105:119
- Donovan Mitchell był nie do zatrzymania, zdobywając 36 punktów, z czego aż 27 po przerwie, a jego Cleveland Cavaliers pokonali na wyjeździe Orlando Magic. Było to dla nich już piąte zwycięstwo w sześciu ostatnich spotkaniach, mimo że muszą radzić sobie bez Dariusa Garlanda i De’Andre Huntera.
- Kluczowy moment nastąpił na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, gdy po serii wjazdów Mitchella Cavs dorzucili trójki Lonzo Balla, Evana Mobleya i Tyrese’a Proctora, budując najwyższe w meczu prowadzenie 97:79. Wówczas było już jasne, że to oni są tej nocy lepiej dysponowaną stroną.
- Jaylon Tyson dołożył 17 punktów, a Evan Mobley zapisał na koncie 13 punktów i 7 zbiórek. Podopieczni Kenny’ego Atkinsona poprawili swój bilans do 27-20 i obecnie plasują się na 5. miejscu w tabeli Wschodu.
- Paolo Banchero był najlepszym strzelcem Magic z 27 punktami, trafiając trzy razy za trzy w czwartej kwarcie, ale gospodarze nie zdołali zbliżyć się na mniej niż dziewięć punktów. Desmond Bane zakończył mecz z 20 punktami, a Anthony Black zanotował 16 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst.
- Jalen Suggs wrócił po ośmiu opuszczonych spotkaniach i w 24 minuty zdobył 9 punktów oraz 6 asyst. Gracze z Orlando mieli ogromne problemy zza łuku, trafiając tylko 11 z 40 rzutów za trzy, co przełożyło się na trzecią porażkę z rzędu.
- Cavaliers i Magic zagrają ponownie w poniedziałek, tym razem w Cleveland. Ekipa z Florydy musi mieć się na baczności, bo w mgnieniu oka może spaść z 7. na aż 10. pozycję, od której dzieli ich obecnie jedna wygrana, ale też cztery porażki.
Chicago Bulls – Boston Celtics 114:111
- Ta noc była wyjątkowa pod wieloma względami. Chicago Bulls zastrzegli numer „1”, z którym Derrick Rose reprezentował ich barwy na parkiet NBA i zdobywał tytuł MVP w 2011 roku. Tym samym rozgrywający dołączył do zacnego grona, w którym znajdują się już Michael Jordan, Scottie Pippen, Jerry Sloan i Bob Love.
- Końcówka tej rywalizacji była naprawdę nerwowa. Byki prowadziły 111:109, ale po niecelnych próbach Coby’ego White’a i Jalena Smitha Jaylen Brown doprowadził do remisu layupem na 14 sekund przed końcem.
- Po przerwie na żądanie piłka trafiła do Kevina Huertera, który trafił z rogu boiska na mniej niż sekundę przed ostatnią syreną. Skrzydłowy pojawił się na meczu w koszulce z numerem 1, oddając hołd Rose’owi i nie mógł prawdopodobniej w lepszy sposób celebrować swojego sukcesu.
- Jaylen Brown był najlepszym punktującym tej nocy, notując 33 oczka dla Bostonu, ale nie wystarczyło to na wywiezienie zwycięstwa z Chicago. Dobrze wypadł wchodzący z ławki Anfernee Simons (21 punktów, 5 asyst, 4 zbiórki), który jest jednym z kandydatów do wymiany.
- Po stronie Bulls aż ośmiu zawodników zakończyło tę potyczkę z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Najlepiej spośród nich wypadli Coby White (22 oczka, 7 asyst), Matas Buezlis (14 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst) oraz Nikola Vucević (16 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst). Bliski double-double był Jalen Smith (14 oczek, 9 zebranych piłek).
Dallas Mavericks – Los Angeles Lakers 110:116
- Był to dopiero drugi mecz Luki Doncicia w Dallas od pamiętnego transferu z lutego poprzedniego roku. Słoweniec po raz kolejny postawił sobie za punkt honoru, by przypomnieć tamtejszemu kierownictwu o ich pomyłce, a także zaprezentować lokalnej publiczności najlepszego z tego, co ma do zaoferowania.
- Tak też się działo, a do przerwy Los Angeles Lakers utrzymywali się na względnie komfortowym prowadzeniu (52:65). Problemy zaczęły pojawiać się w trzeciej odsłonie, którą Dallas Mavericks całkowicie zdominowali (35:14). Przyjezdni nie mogli wstrzelić się za dwa (4/12) ani zza łuku (2/7), podczas gdy gospodarze wykorzystywali solidne 50% swoich prób i to oni mieli wówczas przewagi (87:79).
- Ostatnia odsłona to jednak kolejny popis Jeziorowców z LeBronem Jamesem na czele. Weteran ligowych parkietów zdobył 11 oczek, a Lakers jako zespół skutecznie utrudniali życie rywalom, którzy teraz pudłowali zdecydowanie częściej (6/19).
- Akcja 3+1 Ruiego Hachimury na 2:45 przed ostatnią syreną sprawiła, że ekipa z Miasta Aniołów doprowadziła do remisu. Kolejna trójka Japończyka wyprowadziła ich na prowadzenie, a kiedy Cooper Flagg trafił tylko jeden osobisty, kolejne punkty dołożyli Marcus Smart i LBJ (107:114). Wówczas było już w dużej mierze po meczu.
- — Po prostu sobie ufaliśmy. Każdy miał kontakt z piłką, każdy był agresywny, graliśmy świetnie w defensywie i w ten sposób wróciliśmy do gry — mówił po meczu Luka Doncić, autor 33 punktów, 11 asyst oraz ośmiu zbiórek (8/15 z gry, 14/15 z linii). Wspierali go głównie LeBron James (17 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst) oraz rezerwowy Rui Hachimura (17 oczek, 8 zbiórek; 4/7 zza łuku).
- Po drugiej stronie świetne zawody rozegrał Max Christie, który trafił do Dallas jako element transferu Doncić-Anthony Davis. Zdobył on tej nocy 24 oczka i rozdał trzy asysty. Naji Marshall zapisał na swoim koncie podwójną zdobycz (21 punktów, 11 zbiórek), z kolei Brandon Williams dorzucił 20 punktów. Cooper Flagg zakończył zawody z dorobkiem 16 punktów, siedmiu zbiórek i sześciu asyst.
- Pomimo nieobecności kontuzjowanego Austina Reavesa Lakers byli w stanie odnieść trzy zwycięstwa w czterech ostatnich spotkaniach, ale ścisk w tabeli Zachodu sprawia, że pomimo 5. lokaty dalej mają taką samą liczbę zwycięstw, co zajmujący siódmą pozycję Minnesota Timberwolves (27).
Utah Jazz – Miami Heat 116:147
- Wynik sugeruje mocno jednostronny pojedynek i nie sposób zaprzeczyć, że tak właśnie było. Trzeba jednak pamiętać, że pierwsza i trzecia kwarta były naprawdę wyrównane (34:35 oraz 37:35), a to jedynie druga i czwarta odsłona przesądziły jego losach.
- W drugiej kwarcie Miami Heat całkowicie zdominowali swojego rywala (18:38). Przyjezdni trafiali zdecydowanie częściej z linii (3-10) i zza łuku (1-4), co miało jasne przełożenie na wynik. Utah Jazz próbowali odrabiać straty po przerwie, ale zbliżenie się do rywala na 15 oczek do wszystko, na co było ich tej nocy stać.
- Dla Jazzmanów była to już szósta porażka w siedmiu ostatnich spotkaniach. Walka o czołowy pick w tegorocznym drafcie trwa w najlepsze, a trzeba pamiętać, że ich wybór chroniony jest tylko na miejscach 1-8.
- Bam Adebayo zdobył 26 punktów i 15 zbiórek. Wspierali go tej nocy głównie Nikola Jovic (23 punkty) oraz Pelle Larsson (20 oczek, 7/11 z gry). Po drugiej stronie błysnął Brice Sensabaugh, autor 23 punktów (4/7 za trzy).










