Podczas gdy większość jego rówieśników myślami jest już bliżej sportowej emerytury, Kevin Durant wciąż preferuje walkę na pierwszej linii frontu. Piątkowy wieczór w Little Caesars Arena stał się areną nie tylko popisowej gry skrzydłowego Houston Rockets, lecz także bezkompromisowej, momentami brutalnie szczerej wymiany zdań z kibicami gospodarzy. W meczu, który jego drużyna wygrała 111–104, ligowy weteran udowodnił, że jego głód rywalizacji wciąż dorównuje skuteczności rzutu z wyskoku, a temperament pozostaje równie ostry jak boiskowy instynkt.



Kevin Durant nie po raz pierwszy rzucił wyzwanie upływającemu czasowi, kończąc mecz z dorobkiem 32 punktów przy imponującej skuteczności 11/19 rzutów z gry. Kiedy Detroit Pistons próbowali odrobić straty, lider Houston Rockets ze spokojem trafiał kluczowe rzuty z półdystansu lub wymuszał faule, bezlitośnie punktując z linii rzutów wolnych. Dla niego to był kolejny dzień w pracy.

Mimo tak wybitnego występu, nagłówki gazet zdominowało to, co działo się poza grą. Już od początku meczu 37-latek był niezwykle pobudzony, co zamanifestował między innymi wymownym spojrzeniem w stronę ławki rezerwowych przeciwników po celnej „trójce” z rogu boiska. Zresztą atmosfera gęstniała z każdą minutą, a frustracja zawodnika, będąca pokłosiem ostatnich trudniejszych tygodni, znalazła ujście w kierunku trybun.

Punktem zwrotnym wieczoru była seria werbalnych starć z fanami zasiadającymi w pierwszych rzędach. W pewnym momencie Durant, nie zważając na kamery i mikrofony, zwrócił się do jednego z kibiców w niezwykle ostrych słowach. Nie gryząc się w język, wykrzyczał: – Możesz mi skoczyć, dzieciaku. Jesteś dorosłym facetem. Dorosły facet, który przez całą noc siedzi mi na głowie.

To był zresztą dopiero początek. Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta, gdy KD wdał się w dłuższą wymianę zdań z kibicem ubranym w… koszulkę z jego nazwiskiem w barwach Brooklyn Nets. Nagrania z incydentu uchwyciły furię gwiazdora.

– Do kogo ty w ogóle mówisz? Co ty byś tu zrobił na parkiecie? Nic nie potrafisz. Siedzisz tylko na trybunach i krzyczysz… Lepiej pilnuj swojego języka – rzucił koszykarz w stronę fana, używając przy tym słów powszechnie uznanych za niecenzuralne. Z kolei innej części konfrontacji wydawał się być niemal zaskoczony postawą tego samego kibica (który w międzyczasie zdążył zdjąć feralną koszulkę).

– Nie zamierzam przepraszać. To po prostu nie ma dla mnie sensu. Dlatego to prostuję. Ale kiedy ci to wyjaśniam, zdajesz sobie sprawę, że wyglądasz całkiem uroczo i to, co mówisz, nie ma sensu? — rzucił skrzydłowy Rockets, nie kryjąc irytacji i lekkiego sarkazmu.

Dla wielu obserwatorów NBA taka sytuacja to żadna nowość. W trakcie 17 lat spędzonych na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata Durant zasłynął z tego, że nigdy nie cofa się przed konfrontacją, czy to na boisku, czy w mediach społecznościowych. Jak sam podkreślał w przeszłości, jest gotów bronić swojego stanowiska przed każdym krytykiem.

Wprawdzie emocjonalne wybuchy Kevina przyciągają uwagę mediów, nie mogą one przesłonić faktu, że Rockets pod jego wodzą stają się czołową drużyną Konferencji Zachodniej. Zwycięstwo nad Detroit, a więc wciąż aktualnym liderem Wschodu, wywindowało zespół z Houston na czwarte miejsce w tabeli z bilansem 27–16.

Nie da się ukryć, że chociaż Durant był zdecydowanym liderem, to jednak wygrana nie byłaby możliwa bez wsparcia reszty zespołu. Podopieczni Ime Udoki zdominowali walkę na tablicach (43–35), a kluczową rolę w tym kontekście odegrali Jabari Smith Jr. i Clint Capela, którzy kontrolowali tempo gry w ataku i defensywie. Ważnym ogniwem był także Amen Thompson, który mimo stosunkowo skromnych statystyk strzeleckich (15 punktów, 5/11 z gry) utrzymywał płynność akcji i zakończył mecz z drugim najlepszym wynikiem plus/minus w zespole (+11). Mimo wszystko, nawet przy dobrej postawie kolegów, dominacja weterana na parkiecie (do 32 „oczek” dołożył też siedem zbiórek, trzy asysty, blok i przechwyt) okazała się decydująca, by odprawić z kwitkiem zespół popularnych Tłoków.

W Houston liczą na to, że ogień, który wciąż płonie w 37-latku, będzie iskrą prowadzącą ich do udanej fazy play-off. Rockets wygrali cztery z ostatnich pięciu meczów, a ich lider w dwóch ostatnich występach zdobył łącznie 68 punktów. Jeśli zdoła utrzymać taką formę i pasję – nawet jeśli tego typu niezbyt profesjonalne „konwersacje” z kibicami mógłby sobie darować – jego zespół może stać się jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. I to niezależnie od tego, jak głośno będą krzyczeć sympatycy drużyn przeciwnych.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    2 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments