Tylko przez to, że Jimmy Butler zerwał więzadło krzyżowe, to Jonathan Kuminga wrócił do rotacji Warriors. Wcześniej nie zagrał w 16 kolejnych meczach, bo taką decyzję podjął Steve Kerr. Teraz trener Warriors musiał się pogodzić z młodym graczem Golden State, ale i tak robił to w fatalnym stylu wpuszczając go na parkiet jako ostatniego! Kuminga zagrał jednak bardzo dobrze. W 21 minut zdobył 20 punktów. To zachowanie Kerra nie umknęło kibicom i ekspertom. Byli gracze NBA bardzo krytycznie wyrażają się o szkoleniowcu Wojowników.


W programie Run It Back na FanDuel TV weterani NBA nie mówili już o „dopasowaniu do systemu”, tylko o relacji, która ich zdaniem staje się osobista, oraz o komunikatach klubu, które brzmią jak obniżanie wartości własnego gracza, co jest bez sensu. W studiu siedzieli Chandler Parsons, DeMarcus Cousins oraz Lou Williams.

Powrót Kumingi vs. zachowanie trenera

W studio punktem wyjścia była prosta obserwacja: Kuminga długo nie grał, a gdy wreszcie dostał szansę, potrafił natychmiast dostarczyć punkty. To, co dla części trenerów byłoby argumentem, by skrócić dystans i odbudować zaufanie, w Warriors nie przełożyło się na zmianę hierarchii. – Wciąż mnie to zdumiewa, że wczoraj był jak 11. czy 12. facetem wchodzącym – mówił Chandler Parsons. – Oglądałem mecz. Wstawił każdego w pierwszej kwarcie oprócz Kumingi. Pomyślałem, że coś jest nie tak.

Parsons, zanim przeszedł do krytyki, zastrzegł, że Kerr to dla niego trener z dorobkiem na poziomie Hall of Fame i że wciąż go ceni. Tym mocniej wybrzmiała jego teza, że w sytuacji, gdy okoliczności wymuszają większą rolę młodych, trener powinien zrobić krok w stronę zawodnika. Nawet jeśli oznacza to przyznanie się do błędu.

– Życzyłbym sobie, żeby po prostu go wystawił w pierwszej piątce i powiedział: „moja wina”. Połknij swoją dumę – dodawał. – To przynajmniej dałoby mu więcej pewności siebie i komfortu zamiast czekania do drugiej kwarty.

Wątek psychologiczny i reakcja trybun

Parsons zwrócił uwagę na coś, co w relacjach pomeczowych zwykle ginie. Jak wygląda powrót zawodnika, który długo nie grał i musi wejść w mecz bez rytmu, przy świadomości, że każde potknięcie może być odebrane jako dowód przeciwko niemu?

– Widać było, że Kuminga był poddenerwowany wchodząc na parkiet. Zwróćcie uwagę jak tłum zareagował na niego i jak go dopingował – mówił. I tu bez dwóch zdań trzeba przyznać mu rację i podkreślić, że praktycznie nigdy, kiedy zawodnik prosi o transfer, a potem wraca na parkiet, to bardzo rzadko kibice go dopingują. Jest wręcz odwrotnie. Najczęściej taki zawodnik spotyka się z głośną krytyką kibiców.

To było 20 punktów w 21 minut, efektywnie, 7 na 10 z gry, pięć zbiórek. Jak to jest, że nie było dla niego minut aż do teraz? Nie rozumiem tej sytuacji – podsumował Parsons.

Cousins uważa, że to coś osobistego

Najmocniejsze słowa padły jednak z ust DeMarcusa Cousinsa. Zaczął od pochwały dla Kumingi i od oceny, że zawodnik zachował się w tej historii dojrzalej, niż wielu weteranów zachowałoby się na jego miejscu. – Wszystko w tej sytuacji jest po prostu złe. Jest złe i nieprofesjonalne – mówił Cousins. – Chcę zacząć od tego, że podziwiam tego młodego faceta, Kumingę, za to, jak poradził sobie z tą sytuacją. Zrobiłeś to profesjonalnie. Zrobiłeś to z gracją i w szacunku.

Po czym przeszedł do sedna, sugerując, że sprawa zaczyna mieć podłoże osobiste. – Ta sytuacja ze Stevem staje się coraz dziwniejsza z dnia na dzień. To prawie jak osobista sprawa w tym momencie – stwierdził Cousins. – Jimmy jest teraz poza grą do końca sezonu i nawet teraz on wciąż znajduje sposób, aby Kuminga był ostatnim, który wchodzi z ławki. To dosłownie nie ma sensu.

Weteran odwraca optykę

Cousins zaproponował zmianę perspektywy. Skoro w debatach o zawodnikach chętnie przywołuje się ich historię, potknięcia, etykiety, dawne konflikty, to w jego ocenie podobnie powinno się analizować trenerów, zwłaszcza gdy pojawia się podejrzenie powtarzalnego schematu. – Myślę, że powinniśmy zacząć zwracać uwagę na historię, bo z jakiegoś powodu, jeśli chodzi o graczy, zawsze łatwo jest wyciągać ich historię. Cokolwiek negatywnego w ich historii, to pierwsza rzecz, która jest wyciągana – mówił. – Więc wyciągnijmy to, jeśli chodzi o Steve’a Kerra.

I tu posypały się przykłady.

Oglądaliśmy go z Team USA, jak znalazł sposób, by nie znaleźć minut dla Jaysona Tatuma. Mówimy o Jaysonie Tatumie. Zamiatamy to pod dywan – wyliczał Cousins. – Proces draftu z Anthonym Edwardsem!? przeoczył talent, miał każdą wymówkę, dlaczego uważał, że Anthony Edwards to nie jest ten gość. To samo z LaMelo. Teraz patrzymy na tego Kumingę.

Cousins wprost oskarża Kerra o powtarzalny mechanizm i o to, że środowisko za łatwo przechodzi nad tym do porządku. – To sytuacja po sytuacji po sytuacji, gdzie on kontynuuje bagatelizowanie młodego talentu, a my teraz szybko przechodzimy do tej sytuacji i znowu to przeoczamy i zamiatamy pod dywan. Coś musi być powiedziane, coś musi być zrobione, dlaczego takie sytuacje wciąż dzieją się pod okiem Steve’a Kerra, jeśli chodzi o młody talent.

W tej narracji ważny jest jeszcze jeden element: brak sygnałów, by Kuminga miał problemy pozaboiskowe. Cousins podkreślał, że zwykle, gdy młody gracz jest odsuwany, pojawiają się wytłumaczenia w postaci dyscypliny, nastawienia czy relacji w szatni. Tu nic takiego nie wypływa.

– To nie tak, że Kuminga to jakiś wielki rozpraszacz, zły facet, który psuje szatnię czy spóźnia się na treningi. Nigdy nic takiego nie słyszeliśmy – mówił. – Jego koledzy z drużyny go bronią.

I dodał obrazek, który w tej dyskusji powracał jak argument ostateczny: reakcję kibiców. – Nawet fani… po tym jak publicznie zażądał transferu, dopingowali go w pierwszym meczu powrotnym w tej hali. To nigdy się nie zdarza – podkreślił. – To pokazuje, jak bardzo jest doceniany i kochany przez wszystkich oprócz tego sztabu trenerskiego czy Steve’a Kerra.

fot. Andrzej Romański / PROBASKET

Słowa Dunleavy’ego

Krytyka Kerra była jedną osią programu. Drugą był komunikat Mike’a Dunleavy’ego o sytuacji transferowej, który w studiu odebrano jak publiczne obniżanie wartości gracza. – Jeśli chodzi o żądania, kiedy składasz żądanie, musi być popyt – powiedział Dunleavy, a w tym momencie rozmowa skręciła w stronę języka, jakim organizacje mówią o zawodnikach.

Lou Williams nie ukrywał irytacji. – Nienawidzę tego. Nienawidzę, aż mnie skręciło jak to usłyszałem – powiedział. – Musi być jakiś szacunek czy obrona Jonathana Kumingi, jeśli chodzi o te kwestie. Jak możesz sugerować, że nie ma popytu, kiedy on nie gra?

Williams wskazał na logikę funkcjonowania klubów, gdzie często nie gra się zawodnikiem nie dlatego, że jest słaby, tylko dlatego, że jest „aktywem”, które trzeba sprzedać w jak najlepszej cenie i w tym sensie publiczne podważanie popytu jest strzałem we własną stopę.

– Zwykle, kiedy nie grasz kimś, komu płacisz 20 milionów, to dlatego, że próbujesz chronić go jako aktywo, które wiesz, że przyniesie ci coś w zamian – tłumaczył.

Williams nie kupuje też tezy, że na rynku nie ma zainteresowania. Argumentował to najprościej jak się da, że jeśli ktoś przez długi czas nie gra, a później wchodzi i momentalnie daje punkty, to w lidze, w której każdy szuka wzrostu i atletyzmu, telefony muszą się pojawić.

Więc mówisz mi, że żadne drużyny nie dzwonią w sprawie Jonathana Kumingi? Nie możesz mnie przekonać, że nie ma popytu na Jonathana Kumingę teraz – mówił. – Ten dzieciak nie grał w 16 kolejnych meczach i teraz wchodzi i rzuca 20 punktów. To jest koszykarz, który może grać i wiele drużyn może to wykorzystać.

Następnie dołożył najdłuższy, najbardziej obrazowy fragment o profilu zawodnika, którego w NBA trudno zignorować. – Patrzysz na te akcje i jego wzrost i zastanawiasz jaka drużyna nie może wykorzystać jego potencjału, wciąż młodego, wciąż na początku kariery, który może dawać ci punkty i taki flow? – pytał. – Pewnie, może nie pasować do Golden State Warriors w stylu gry, ale nie możesz mi powiedzieć, że nie ma popytu. Nie chcę tego słyszeć.

Zimna logika klubu

Cousins, mimo ostrej krytyki, zaznaczył też, że rozumie „zimną” logikę, którą mogą kierować się działacze. Żądanie transferu nie jest równoznaczne z możliwością transferu na warunkach korzystnych dla klubu. Jedno nie musi oznaczać drugiego.

– Rozumiem, co Mike Dunleavy tutaj mówi . To zimnokrwisty komentarz – mówił. – Każdy może żądać transferu, ale jeśli nie ma transferu, który ma sens dla organizacji i jego pracy, by ulepszyć drużynę, to nie ma popytu, którego potrzebujemy z powrotem.

To jednak nie zmieniało tonu całej rozmowy. W studiu dominowało przekonanie, że Warriors weszli w spór, którego nie da się już zamknąć samymi minutami z ławki, bo jeśli zawodnik ma wrażenie, że trener mu nie ufa, a klub publicznie sugeruje brak zainteresowania na rynku, to w pewnym momencie sama koszykówka przestaje być głównym tematem. Zostaje pytanie o zaufanie i o to, czy organizacja potrafi chronić własnych graczy, nawet wtedy, gdy relacja wewnątrz zaczyna pękać?

Całą rozmowę znajdziecie tutaj:

fot. Andrzej Romański / PROBASKET

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    7 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments