Niedzielne zwycięstwo Houston Rockets nad New Orleans Pelicans 119–110 powinno być powodem do świętowania, jednak nastroje w Toyota Center są dalekie od euforycznych. Wszystko za sprawą dramatycznie wyglądającego zdarzenia z udziałem Stevena Adamsa, który w czwartej kwarcie musiał opuścić boisko przy pomocy personelu medycznego. Choć pierwsze diagnozy dają nadzieję na uniknięcie najczarniejszego scenariusza, stan zdrowia nowozelandzkiego środkowego pozostaje głównym zmartwieniem sztabu szkoleniowego z Teksasu.
Do incydentu doszło niecałe trzy minuty po rozpoczęciu finałowej odsłony spotkania. Podczas walki o zbiórkę z Zionem Williamsonem, Steven Adams niefortunnie wylądował na lewej nodze, co natychmiast doprowadziło do jego upadku na parkiet. Obraz, jaki zobaczyli kibice, był poruszający – potężny center zwijał się z bólu, kurczowo trzymając się za dolną część kończyny, co zwiastowało poważny uraz.
Podkoszowy Houston Rockets nie był nawet w stanie samodzielnie zejść z parkietu. Przy asyście członków sztabu szkoleniowego, kulejąc, udał się do szatni i nie powrócił już do gry. Przed odniesieniem kontuzji doświadczony koszykarz spędził na parkiecie 27 minut, notując pięć punktów, dziesięć zbiórek oraz dwie asysty, po raz kolejny udowadniając swoją wartość dla zespołu.
Tuż po zakończeniu spotkania trener Ime Udoka przekazał mediom pierwsze informacje dotyczące stanu zdrowia swojego podopiecznego. Mimo groźnie wyglądającej sceny, wstępne badania przyniosły pewną dozę optymizmu.
– Skręcona kostka. Już teraz jest duża opuchlizna. Ale nic nie jest złamane. To nie jest uraz więzozrostu piszczelowo-strzałkowego (tzw. high-ankle sprain). Na razie trudno określić, ile potrwa przerwa. Kostka jest mocno spuchnięta i bolesna, dlatego nie może na niej normalnie stawać – poinformował szkoleniowiec Rockets.
Wykluczenie wyżej wymienionego urazu, który zazwyczaj wiąże się z ponad miesięczną przerwą w grze, jest dla zespołu istotną wiadomością. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę historię medyczną zawodnika, każda kontuzja kończyny dolnej budzi w Houston ogromny niepokój.
Tym bardziej, że dla popularnego Aquamana to kolejny rozdział w trudnej historii zmagań z własnym ciałem. Kibice i analitycy z niepokojem przypominają, że środkowy od sezonu 2021/22 ani razu nie rozegrał więcej niż 60 meczów w jednej kampanii. Najpoważniejszą przerwą w jego karierze była absencja w całym sezonie 2022/23, spowodowana zerwaniem więzadła krzyżowego tylnego (PCL) w prawym kolanie. Źródła podkreślają jednak z ulgą, że obecny uraz dotyczy lewej nogi, a nie tej, która była operowana w przeszłości.
Sam Adams w niedawnym wywiadzie dla „The Athletic” szczerze opowiadał o trudach powrotu do sprawności po poważnych kontuzjach, zwracając uwagę nie tylko na ból fizyczny, ale i obciążenie psychiczne.
– Bywały chwile, kiedy to wszystko było do bani. To nie była łatwa droga. Wywierasz na sobie ogromną presję, a rehabilitacja z dnia na dzień staje się naprawdę nużąca. Czujesz się trochę tak, jakbyś zdawał egzamin. Jesteś bardziej wyczerpany psychicznie niż fizycznie. To przecież tylko chodzenie — nie podnosisz 200 kilogramów ani nic w tym stylu. A mimo to pod koniec jesteś kompletnie zmęczony mentalnie, bo prawidłowe wykonywanie wzorców ruchowych i powtarzanie tych zdrowych, efektywnych wymaga ogromnej koncentracji – przyznał Nowozelandczyk.
Tak czy inaczej, na tę chwilę wciąż czekamy na oficjalne informacje na temat powagi sytuacji. Jeżeli jednak absencja Adamsa ostatecznie potrwa dłużej, może być dotkliwym ciosem dla aspiracji Rockets w kontekście walki o fazę play-off. Doświadczony center jest fundamentem defensywy i walki na tablicach – dzięki jego postawie podopieczni trenera Udoki są obecnie najlepiej zbierającą drużyną w lidze, notując średnio 49,2 zbiórki na mecz. W przypadku jego nieobecności, większą odpowiedzialność będą musieli przejąć Dorian Finney-Smith oraz Clint Capela.
Po zwycięstwie nad New Orleans Pelicans, koszykarze z Houston legitymują się bilansem 25-15, co stawia ich w korzystnej sytuacji przed kolejnym starciem z San Antonio Spurs. Oczy wszystkich związanych z organizacją z Teksasu będą teraz jednak skierowane nie na tabelę, a na gabinety medyczne, gdzie ważą się losy jednego z najbardziej charyzmatycznych i kluczowych zawodników zespołu.










