Na dokładnie taki występ Ja Moranta czekali od dłuższego czasu sympatycy Memphis Grizzlies oraz koszykówki w najlepszym wydaniu. Rozgrywający jeszcze przed przerwą zapisał na swoim koncie double-double, a jego zespół już w drugiej kwarcie prowadził z Orlando Magic różnicą 33 punktów. Ostatecznie drugie starcie obu ekip w Europie, tym razem rozgrywane w Londynie, zakończyło się zwycięstwem Niedźwiadków z Tennessee. W nocy czekają nas kolejne emocje, w tym m.in. starcie Los Angeles Lakers z Toronto Raptors.
Memphis Grizzlies – Orlando Magic 126:109
Statystyki
- Już od pierwszych minut to Memphis Grizzlies byli stroną lepiej dysponowaną. Zaczęło się od kapitalnej skuteczności podopiecznych Tuomasa Iisalo, którzy wykorzystywali ponad 80% swoich prób z gry, dzięki czemu szybko odskoczyli z wynikiem (14:6).
- Błyszczał między innymi Ja Morant, który po przerwie spowodowanej kontuzją łydki pojawił się na ligowych parkietach po raz pierwszy od 2 stycznia. Rozgrywający formalnych gospodarzy pojedynku potrzebował zaledwie sześciu minut, by oprócz trafienia zza łuku zapisać na swoim koncie aż sześć asyst (22:12).
- Pomimo przerwy na żądanie Orlando Magic ekipa z Tennessee nie zwalniała tempa. Dwa razy trafił Jock Landale, dwie trójki dorzucił Cam Spencer, a po chwili pięć kolejnych oczek zaliczyli Vince Williams Jr. oraz Santi Aldama, dzięki czemu przewaga Memphis wzrosła aż do 19 oczek (38:19).
- Przed zakończeniem pierwszej kwarty Magic zdołali zniwelować nieco stratę, ale na początku drugiej odsłony Grizzlies znów przejęli inicjatywę. Seria 15:0 mówi z resztą sama za siebie. Gra Orlando całkowicie się rozsypała, a niemoc strzelecką dopiero po trzech minutach przerwał zza linii 7,24 metra Wendell Carter Jr. (55:26).
- Grizzlies prowadzili nawet różnicą 33 oczek, ale ostatecznie na przerwę schodzili z 19-punktową zaliczką, co Magic zawdzięczają postawie m.in. Gogi Bitadze czy Jase’a Richardsona. Warto zaznaczyć, że Morant już po pierwszej połowie miał na swoim koncie double-double w postaci 20 punktów i 10 asyst.
- Po powrocie na parkiet zarówno gra, jak i wynik, były już zdecydowanie stabilniejsze. Przewaga Grizzlies nieustannie oscylowała w granicach 20 oczek. Memphis nie byli w stanie zaliczyć żadnych prób ponownej ucieczki na 30+, podczas gdy Orlando nie potrafili odnotować serii, która przywróciłaby ich do walki o pozytywny rezultat (100:81).
- W podobny sposób przebiegła również czwarta odsłona. Brakowały zrywów, momentów zwrotnych czy tzw. takeoverów w wykonaniu konkretnych zawodników. Po niecelnym rzucie Memphis oraz trójkach Desmonda Bane’a i Paolo Banchero przewaga podopiecznych trenera Iisalo zmalała do 17 oczek, ale ekipę z Florydy nie było tej nocy stać już na więcej. Grizzlies bez większych problemów utrzymali komfortowe prowadzenie i odnieśli dopiero trzecie zwycięstwo w dziesięciu ostatnich spotkaniach.
- Ja Morant zwolnił nieco tempo w drugiej odsłonie, ale ostatecznie i tak zanotował imponującą linijkę w postaci 24 punktów, 13 asyst oraz pięciu zbiórek (7/13 z gry). Wchodzący z ławki Jock Landale zapisał na swoim koncie 21 oczek oraz osiem zebranych piłek, z czego aż sześć w ofensywie.
- — Czuję się świetnie z powrotem do gry. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że to mój pierwszy prawdziwy mecz za oceanem. Potrzebowałem tego. Jestem w stanie zobaczyć, że ludzie wspierają mnie nie tylko w domu, ale i tutaj. Kibice ciągle skandowali moje imię, kibicowali, kiedy zdobywałem punkty — mówił po meczu Morant.
- Po stronie Magic wyróżnili się głównie Anthony Black (19 punktów, 6 asyst) i Wendell Carter Jr. (18 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty). Skuteczności zabrakło nieco Paolowi Banchero (16 punktów, 9 asyst, 8 zbiórek; 7/20 z gry) czy Desmondowi Bane’owi (11 punktów; 4/12 z gry).
Pozostałe mecze tej nocy:










