W świecie zawodowej koszykówki, gdzie wizerunek jest często równie istotny co statystyki, Victor Wembanyama po raz kolejny udowodnił, że wymyka się wszelkim schematom. Po dotkliwej porażce z Oklahoma City Thunder, młody lider San Antonio Spurs zdecydował się na drastyczną zmianę, która zszokowała kibiców i media – ogolił głowę na łyso, powracając do wizerunku „mnicha”, który przyjął podczas letniego treningu w Chinach. Ten symboliczny gest, wykonany wspólnie z kolegą z drużyny Keldonem Johnsonem, ma być sygnałem do pełnej mobilizacji w kluczowym momencie sezonu.
Kulisy tej przemiany są równie niezwykłe, co sam efekt końcowy. Wprawdzie niektórzy, widząc nową fryzurę Victora Wembanyamy, żartobliwie sugerowali, że włosy mu z głowy wypadły na wieść, iż jego siostra będzie grała w Zagłębiu Sosnowiec, powód okazał się być zupełnie inny. Jak relacjonował Keldon Johnson, pomysł narodził się spontanicznie, choć obaj zawodnicy nosili się z nim od pewnego czasu. Wreszcie, tuż po powrocie z Oklahomy, doszło do nietypowej wymiany usług fryzjerskich.
– Vic powiedział: „Ej, ogólmy się na łyso”. A ja na to: „Zróbmy to”. Szukałem powodu, żeby to zrobić” – wspominał 26-latek.
Proces ten wymagał od obu graczy sporej dawki zaufania i humoru. Johnson żartobliwie odniósł się do ogromnego wzrostu Wembanyamy, lecz przy okazji zaznaczył, że jego młodszy kolega po fachu z maszynką do golenia radzi sobie równie dobrze co z piłką do koszykówki.
– Vic ogolił mnie, a ja ogoliłem jego. Bez drabiny. On prawdopodobnie potrzebował na to jakichś trzech minut. Bum, bum, bum. Zrobił to błyskawicznie. Byłem pod wrażeniem – przyznał Keldon, aspirujący do miana nieoficjalnego „barbera” drużyny. Jemu cały proces zajął nieco więcej czasu, bowiem musiał najpierw „popracować nad cieniowaniem”, by ostatecznie przejść do pełnego zgolenia włosów swojego kolegi z San Antonio Spurs.
Dla Wembanyamy zresztą ta zmiana ma znacznie głębsze, niemal duchowe znaczenie. Nie jest to jedynie estetyczny gest, lecz próba odzyskania wewnętrznej równowagi po trudnym okresie drużyny. Francuski fenomen nawiązał w ten sposób do swojego letniego pobytu w klasztorze Shaolin, gdzie pod okiem mnichów trenował kung-fu i medytował, pracując nad harmonią ciała i umysłu.
– Od jakiegoś czasu chodziło mi to po głowie, a fakt, że Keldon też był na to gotowy, tylko mnie utwierdził. Wiedzieliśmy, że trzeba się szybko ‘zablokować’ mentalnie, bo ostatnio częściej przegrywaliśmy niż wygrywaliśmy – stwierdził młody gwiazdor Spurs.
To dążenie do ekstremalnych doświadczeń wiąże się również z jego osobistymi przeżyciami z przeszłości, w tym z walką z zakrzepami krwi, które przedwcześnie zakończyły jego poprzedni sezon. Zauważył wówczas, że życie jest krótkie i teraz wyznaje zasadę, według której nie chce przegapić żadnego istotnego momentu. Jak sam dodał: – Chcę doświadczyć jak najwięcej i to było coś, co chciałem zrobić.
Radykalny krok duetu nie spotkał się jednak z masowym naśladownictwem w szatni Spurs, mimo prób rekrutacji podjętych przez Wembanyamę i Johnsona. Stephon Castle, znany ze swojej charakterystycznej fryzury, szybko uciął wszelkie spekulacje, mówiąc: – Wiedzieli, żeby mnie o to nie pytać. To się nie wydarzy.
– Chyba dzieją się złe rzeczy, gdy przegrywamy z OKC. Wylądowaliśmy, wsiedli do samochodu Vica i zaczęli golić głowy – skomentował z kolei z lekkim dystansem jeden z bardziej doświadczonych zawodników ekipy San Antonio, De’Aaron Fox.
Mimo braku wsparcia w kwestii fryzur, nowa energia zdaje się przynosić efekty. W pierwszym meczu w nowym wydaniu, Spurs pewnie pokonali Milwaukee Bucks 119:101. Historia pokazuje, że „łysy” Wembanyama to groźniejszy Wembanyama – na początku sezonu 2025/26, występując z ogoloną głową, notował średnio 26,2 punktu, 12,9 zbiórki oraz 3,6 bloku na mecz. Chyba jednak teza, że Francuz – w przeciwieństwie do biblijnego Samsona – zyskuje siły wraz z utratą włosów, to przesada. Jest prostsze wytłumaczenie porażki z Oklahoma City Thunder.
– W ofensywie wciąż jest bardzo surowy. Jego zasięg jest problemem, ale nie jest tak silny jak Giannis, Jokic, Sengun czy nawet KD. To coś, co trzeba obracać na swoją korzyść – powiedział już po meczu o gwiazdorze ówczesnych rywali jeden z bardziej uznanych obrońców w lidze – przy okazji również słynący z niezbyt bujnej fryzury – Alex Caruso. Zdaniem dwukrotnego mistrza NBA, niedobór siły fizycznej jest właśnie elementem, który obrońcy przeciwników powinni wykorzystywać przeciwko Victorowi.
Z drugiej strony, jeśli ta korelacja między brakiem włosów a dominacją na parkiecie się utrzyma, liga może mieć poważne powody do niepokoju. Obecnie Spurs, z bilansem 28-13, zajmują drugie miejsce w Konferencji Zachodniej i są na najlepszej drodze, by przełamać sześcioletnią niemoc i powrócić do fazy play-off.










