Sobotni wieczór w TD Garden miał być dla Boston Celtics rutynowym krokiem w stronę umocnienia pozycji w Konferencji Wschodniej. Zamiast tego, kibice zgromadzeni w bostońskiej hali stali się świadkami nie tylko frustrującej porażki 95:100 z San Antonio Spurs, ale przede wszystkim bezprecedensowego wybuchu gniewu jednej z największych gwiazd ligi. Jaylen Brown, mimo zdobycia 27 punktów, opuszczał parkiet z poczuciem głębokiej niesprawiedliwości, które chwilę później wylało się podczas spotkania z mediami.
Gdy już po meczu Jaylen Brown zasiadł przed mikrofonami, nie zamierzał silić się na dyplomatyczne formułki. Zapytany o defensywną presję ze strony San Antonio Spurs, szybko skierował rozmowę na temat pracy sędziów. Jednocześnie dał do zrozumienia, że zdaje sobie sprawę z tego, iż jego słowa mogą się spotkać z odpowiednią reakcją.
– Na tym etapie przyjmę karę finansową. Myślę, że są dobrym zespołem w defensywie, ale nie są, do jasnej cholery, aż tak dobrzy… To tak, jakby sędziowie odmawiali odgwizdywania fauli nam, a potem gwiżdżą faule przy najlżejszym dotyku po drugiej stronie. To jest po prostu skrajnie frustrujące – wypalił bez ogródek gwiazdor Boston Celtics.
Jego słowa były wymierzone bezpośrednio w arbitrów, których oskarżył o brak obiektywizmu i rażącą niekonsekwencję w podejmowaniu decyzji. Zresztą, kontynuując swoją tyradę, wymienił nawet z nazwiska jednego z rozjemców, mówiąc: – Niech ktoś po prostu obejrzy te nagrania. Za każdym razem, gdy gramy z czołową drużyną, sędziowanie jest kompletnie niespójne. Zapłacę tę cholerną karę. Curtis (Blair, główny sędzia meczu Celtics vs Spurs – przyp. aut.) i oni wszyscy byli dziś beznadziejni.
Chociaż emocje po meczu, zwłaszcza przegranym, zawsze są złym doradcą, statystyki z sobotniego starcia zdają się dawać Brownowi mocne argumenty. Celtics jako cała drużyna oddali zaledwie cztery rzuty wolne, podczas gdy ich rywale z San Antonio stawali na linii aż dwudziestokrotnie. Sam Jaylen, mimo spędzenia na parkiecie 43 minut i oddania 28 rzutów, ani razu nie otrzymał szansy na punkt z rzutu osobistego. Dla zawodnika, który słynie z agresywnych wejść pod kosz i nieustannego kontaktu z obrońcami, taki wynik jest niemal niewytłumaczalny.
– Wchodzę pod kosz i gram twardo — nie udaję fauli ani nie unikam kontaktu. Skaczę agresywnie, jestem w dobrej formie, a mimo to dziś nie dostałem ani jednego rzutu wolnego. Ta niekonsekwencja jest po prostu absurdalna. – kontynuował JB z wyraźnym rozgoryczeniem.
Jego wybuch nie był zresztą jednorazowym incydentem, lecz kulminacją narastającej frustracji, która towarzyszy ekipie z Massachusetts od dłuższego czasu. Dane statystyczne potwierdzają, że Boston oddaje średnio 18,9 rzutów wolnych na mecz – to najgorszy wynik w całej NBA. Co więcej, różnica między liczbą rzutów wolnych Celtics a ich przeciwników wynosi średnio 4,4 na niekorzyść Bostończyków, co również jest najsłabszym wskaźnikiem w rozgrywkach. Przeciwko drużynom, które w tym sezonie wygrały co najmniej 60 procent spotkań, ta różnica rośnie do 10,7 rzutu wolnego mniej na mecz.
– Jestem jednym z najbardziej agresywnych graczy w lidze. Dużo wchodzę pod kosz. Gwizdki tego nie odzwierciedlały – mówił Brown po środowym, przegranym 110:114 meczu z Denver Nuggets, już wówczas sygnalizując, że problem rzeczywiście istnieje. W tym meczu, spędzając na parkiecie 34 minuty, oddał zaledwie trzy rzuty wolne.
W starciach z czterema najlepszymi zespołami Konferencji Zachodniej Celtics legitymują się obecnie bilansem 0-3. Brown dostrzegł w tym pewien schemat — a statystyki go potwierdzają. W sobotni wieczór najlepszy zawodnik Bostonu ewidentnie przestał się już przejmować konsekwencjami mówienia o tym głośno.
Domowa porażka ze Spurs, która zepchnęła jego zespół na trzecie miejsce na Wschodzie, najwyraźniej przelała czarę goryczy. Sam zainteresowany doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji finansowych swoich wypowiedzi, jednak wydaje się, że ochrona interesów drużyny stała się dla niego ważniejsza niż stan portfela. Kończąc jeden z najbardziej emocjonalnych wywiadów tego sezonu, powiedział wprost: – Nic mnie to nie obchodzi. Mogą mnie karać, jak chcą.
Nie da się ukryć, że sędziowie wciąż są na świeczniku. Gorzej, że zwykle z kontrowersyjnych powodów. Raptem kilka dni temu Tari Eason z Houston Rockets zasugerował, że lider Portland Trail Blazers, Deni Avdija, dostaje rzuty wolne w prezencie od arbitrów i to jest główny powód jego fantastycznej dyspozycji w obecnym sezonie. Teraz z kolei Brown zarzucił „zebrom” coś zupełnie odwrotnego. Prawda – jak zazwyczaj – prawdopodobnie leży gdzieś pośrodku.










