Od piątku Russell Westbrook jest numerem jeden, jeśli chodzi o zdobyte punkty wśród wszystkich rozgrywających w historii ligi. Weteran parkietów NBA przeskoczył Oscara Robertsona, ale nie uchronił Sacramento Kings przed kolejną w tym sezonie porażką.
Choć Russell Westbrook nie ma mistrzowskiego tytułu, to nie ma chyba żadnych wątpliwości, że jego miejsce jest wśród najwybitniejszych rozgrywających w historii ligi. W piątek Russ dołożył kolejne osiągnięcie do swojego dorobku.
W czwartej kwarcie przegranego 102:129 starcia z Phoenix Suns przeskoczył Oscara Robertsona na liście najlepiej punktujących rozgrywających w historii NBA. Ma on w tej chwili 26711 punktów, czyli dokładnie o jeden punkt więcej niż Robertson.
Były MVP jest w tej chwili 15. najlepszym strzelcem w dziejach ligi. W piątek zakończył on zmagania z dorobkiem 17 punktów, 6 asyst oraz 9 zbiórek w 26 minut gry. A przecież przed startem sezonu Westbrook długo musiał czekać na nowy kontrakt. Wydawało się, że to może być jego koniec w NBA, a tymczasem on dalej pisze historię.
37-latek, który w karierze dwukrotnie był królem strzelców ligi, jest liderem wszech czasów pod względem liczby triple-double. W tym aspekcie też wyprzedził swego czasu Oscara Robertsona. Teraz jest numerem jeden wśród rozgrywających, jeśli chodzi o punkty. Ma też najwięcej zbiórek, jest trzeci w blokach, szósty w asystach (niedawno przeskoczył Magica Johnsona) oraz siódmy w przechwytach.
W trwającym sezonie Westbrook notuje średnio 14,5 punktu, 6,6 zbiórki i 7 asyst na mecz przy 35,3 proc. skuteczności z dystansu po 35 spotkaniach dla Sacramento Kings. Kalifornijska drużyna z bilansem 8-27 zajmuje jednak dopiero 14. miejsce w tabeli Zachodu. W całej lidze tylko jeden zespół – Indiana Pacers – mają mniej zwycięstw (6) niż właśnie Kings (8).










