Za nami osiem meczów, z czego aż pięć bardzo wyrównanych – dobry bilans, który nie zdarza się co noc. Dogrywką zakończyło się starcie Hornets z Raptors, w którym jedna ze słabszych drużyn ligi zakończyła serię dziewięciu zwycięstw Raptors. Wyrównany był mecz Mavericks z Clippers, w którym rozstrzelał się na koniec Klay Thompson, Pascal SIakam władował Bulls pięknego game winnera, a ozdobą nocy był pojedynek Anthony’ego Edwardsa z Jaylenem Brownem – także zakońćzony game-winnerem.
Minnestoa Timberwolves – Boston Celtics 119:115
- Anthony Edwards znów był nie do zatrzymania. Lider Minnesota Timberwolves zdobył 39 punktów, a najważniejszy rzut – desperacka trójka nad Derrickiem White’em – wpadł do kosza na 14 sekund przed końcem i przypieczętował zwycięstwo 119:115 nad Boston Celtics.
- Mecz rozstrzygnął się w samej końcówce. Edwards w czwartej kwarcie zdobył dziewięć punktów z rzędu, dając gospodarzom 12-punktowe prowadzenie (110:98) na 3:52 przed końcem. Celtics odpowiedzieli jednak runem 12:0 – pięć punktów Browna i trójka Quety – i na 98 sekund przed syreną był już remis 110:110. Ostatecznie mecz zamknął Edwards, który zgubił piłkę, złapał ją z powrotem i rzucił nad wyciągniętą ręką White’a. Piłka wpadła czysto. 118:112. Celtics już nie zdążyli odpowiedzieć:
- Było to pierwsze w tym sezonie zwycięstwo „Leśnych Wilków” nad drużyną z bilansem 50% zwycięstw lub lepszym (wcześniej 0-7 w takich meczach). Sześciu graczy Minnesoty skończyło spotkanie z dwucyfrową liczbą punktów: do 39 punktów Edwardsa Julius Randle dołożył 16 punktów, Donte DiVincenzo 15, Rudy Gobert 12, a Naz Reid i Terrence Shannon Jr. po 10.
- Po stronie Celtics Jaylen Brown wyrównał rekord sezonu zdobywając 41 punktów (17/29 z gry), a niespodzianką był Neemias Queta – 19 punktów i rekord kariery 18 zbiórek. Derrick White dodał 16 punktów.
- Edwards w ostatnich czterech meczach średnio notuje 38,5 punktu. Timberwolves (11-10) w końcu przełamali fatalną passę przeciwko silniejszym rywalom, a Celtics (14-7) doznali dopiero drugiej porażki w ostatnich siedmiu spotkaniach.
Charlotte Hornets – Toronto Raptors 118:111 [OT]
- Niepozorni Charlotte Hornets dokonali wielkich rzeczy tej nocy: odrobili 17 punktów straty z pierwszej połowy i po dogrywce pokonali Toronto Raptors 118:111, przerywając ich dziewięciomeczową serię zwycięstw.
- Decydujący o dogrywce był rookie Kon Knueppel. 20 punktów, w tym kapitalna, fadeaway trójka z rogu na 10 sekund przed końcem czwartej kwarty, która doprowadziła do remisu 104-104. W dogrywce Knueppel asystował przy wsadzie Bridgesa, który ostatecznie zamknął mecz.
- Miles Bridges był nie do zatrzymania – zdobył 35 punktów, z czego 10 w dogrywce, w tym 8 z rzędu na początku doliczonego czasu gry. W kluczowych momentach to właśnie on (13/23 z gry) dźwigał zespół, gdy LaMelo Ball i Brandon Miller mieli słabszy wieczór – kolejno 6/16 i 1/13 z gry. Z ławki błysnął Collin Sexton, zdobywając 18 punktów po tym, jak Ball (z powodu ograniczenia minut przy grze back-to-back) usiadł na ławce po 21 minutach gry.
- Po stronie Raptors Scottie Barnes zanotował 30 punktów i 12 zbiórek, Brandon Ingram i Immanuel Quickley po 22, ale to nie wystarczyło. Ostatnią porażkę Toronto zanotowało 8 listopada przeciwko Philadelphii. Hornets (8-13) wygrali drugi mecz z rzędu – to ich pierwsza seria zwycięstw w sezonie. Raptors spadli na 14-8.
Indiana Pacers – Chicago Bulls 103:101
- Pascal Siakam został tej nocy bohaterem Indiana Pacers. Kameruńczyk trafił rzut na sekundę przed końcem, dając swojej drużynie zwycięstwo 103:101 nad Chicago Bulls.
- Bulls w czwartej kwarcie rozpoczęli od runu 15:2 i wyszli na prowadzenie 95:88 na 5:30 przed końcem. Pacers odpowiedzieli jednak serią 8:0, a prowadzenie odzyskali po rzucie T.J. McConnella. Końcówka to prawdziwy rollercoaster: goaltending anulowany, rzuty wolne, kontrowersje i remis 101:101 po lay-upie Tre Jonesa na 7,5 sekundy przed końcem. Wtedy piłkę wziął Siakam – izolacja, kozioł i czysty rzut z półdystansu. Piłka w koszu. Koniec:
- Siakam skończył mecz z 24 punktami i 9 zbiórkami, a wsparcie dali Bennedict Mathurin (19 pkt) oraz rezerwowy Isaiah Jackson (14 punktów, 11 zbiórek). Kluczowy był też powrót Andrew Nembharda (14 punktów) po kontuzji uda.
- Pacers (10-12) wygrali drugi mecz z rzędu i po raz kolejny pokazali, że w końcówkach potrafią znaleźć bohatera. Chicago (9-13), bez kontuzjowanego Coby White’a znów zabrakło zimnej krwi w crunch time.
Miami Heat – Detroit Pistons 135:138
- Detroit Pistons (16-4) potwierdzili, że nie są przypadkiem na czele Konferencji Wschodniej. Pokonali Miami Heat 138-135, przerywając mini-kryzys dwóch porażek z rzędu i notując najlepszy start w 20 peirwszych meczach od sezonu 2005-06 (wtedy 17-3).
- Heat przegrywali już 22 punktami (121:99 na 8:09 przed końcem), ale Andrew Wiggins (31 punktów), Norman Powell (28) i Tyler Herro (24) rzucili się w pościg. Bam Adebayo dobitką zmniejszył stratę do 133:131 na 34 sekundy przed końcem, ale Cunningham odpowiedział floaterem i Pistons uciekli przed comebackiem.
- Szczególny wieczór miał Duncan Robinson. Po letnim transferze po raz pierwszy wrócił do Miami w barwach nowej drużyny. Zdobył 18 punktów, w tym trójka otwierająca run 13:0 na koniec pierwszej kwarty. Robinson, rekordzista Heat w liczbie trafionych trójek, otrzymał od byłego klubu powitalne wideo, a od kibiców nieśmiały aplauz:
- Cade Cunningham rzucił 29 punktów, Tobias Harris był niemal nieomylny (10/12 z gry, 26 punktów), a Detroit dominowało pod koszem – 76 punktów w pomalowanym i 59% z gry. Detroit umacnia się na pozycji lidera Wschodu. Miami spada na 9-11.
Milwaukee Bucks – Brooklyn Nets 116:99
- Milwaukee Bucks w końcu przerwali dramatyczną serię siedmiu porażek z rzędu, rozbijając osłabione Brooklyn Nets 116:99. Giannis Antetokounmpo potrzebował zaledwie 19 minut, by zdobyć 29 punktów (12/15 z gry), 8 zbiórek i… przekroczyć magiczną granicę 21 000 punktów w karierze. „Greek Freak” został 42. graczem i szóstym najmłodszym w historii NBA, który osiągnął ten pułap – zrobił to trójką w trzeciej kwarcie.
- Był to dopiero drugi mecz Giannisa po czteromeczowej przerwie spowodowanej naciągnięciem mięśnia przywodziciela. W piątek wrócił, rzucił 30 punktów przeciwko Knicks, ale Bucks odpadli z NBA Cup. Dziś wreszcie się przełamali. Wsparcie dali wracający po kontuzjach Kevin Porter Jr. (13 punktów w pierwszym meczu od urazu kostki i operacji łąkotki), A.J. Green (15 punktów) i Bobby Portis Jr. (13 punktów). Bucks zdominowali drugą kwartę 39:24 i do przerwy prowadzili 71:53, a w trzeciej przewaga urosła do 32 punktów.
- Nets (6-15), bez trójki liderów – Michaela Coopera Jr. ( ból pleców), Cam Thomasa (kontuzja ścięgna) i Egora Demina (uraz stopy) – nie mieli szans. Najjaśniejszym punktem był rookie Danny Wolf: rekord kariery 22 punkty (5/9 za trzy).
- Thanasis Antetokounmpo dał jeszcze trochę rozrywki kibicom w ostatnich chwilach rozstrzygniętego już meczu:
Golden State Warriors – New Orleans Pelicans 104:96
- Golden State Warriors (11-9) pokonali New Orleans Pelicans 104:96, mimo że od początku musieli radzić sobie bez Stephena Curry’ego (kontuzjowany mięsień czworogłowy po środowej porażce z Rockets). Jimmy Butler wypełnił pustkę po gwieździe – 24 punkty, 8 zbiórek, 10 asyst i zimna krew w crunch time. Warriors zaczęli tragicznie zza łuku: 1/19 w pierwszej połowie, zaledwie 42 punkty do przerwy – najgorsza połowa w erze trenera Steve’a Kerra przy 20+ próbach za trzy. Ostatecznie skończyli 12/47, co ostatecznie wystarczyło.
- Kluczowe były powroty: Jonathan Kuminga po siedmiu meczach nieobecności (zapalenie ścięgien w obu kolanach) trafił back-to-back trójki w czwartej kwarcie (10 punktów). Gary Payton II rzucił 19 punktów (12 w pierwszej połowie) i zebrał 11 piłek, a Brandin Podziemski dołożył 15 punktów, 6 zbioóek i 5 asyst.
- Pelicans (8-14) bez Trey’a Murphy’ego (drugi strzelec drużyny, ból łokcia) walczyli dzielnie: Zion Williamson 25 punktów (8/16), Saddiq Bey 21, Jeremiah Fears 16 – ale ten ostatni wyleciał z boiska za drugiego technika na 44,6 sekundy przed końcem.
Phoenix Suns – Denver Nuggets 112:130
- Denver Nuggets (13-8) rozbili Phoenix Suns 130:112, trafiając rekordowe w tym sezonie 22 trójki na 57,9% skuteczności (22/38). To był prawdziwy festiwal rzutu z dystansu: 10 w pierwszej połowie, 12 w drugiej.
- Nuggets prowadzili 63:60 do przerwy, ale trzecią kwartę wygrali 33:25 dzięki ośmiu celnym trójkom i weszli w ostatnią część z przewagą 96:85. Suns zbliżyli się na 9 punktów, ale Denver odpowiedzieli runem 12:0 i zamknęli mecz na dobre właściwie już na początku czwartej kwarty.
- Nikola Jokić znów flirtował z triple-double – 26 punktów (7/7 z gry!), 10 asyst i 9 zbiórek, a w czwartej kwarcie na parkiecie spędził już tylko trzy minuty. Jamal Murray dołożył 24 punkty, a rezerwowy Tim Hardaway Jr. 23 punkty, trafiając 7/11 za trzy.
- Phoenix (11-10) przegrało trzeci z czterech ostatnich meczów. Dillon Brooks rzucił 27 punktów (10/18), Devin Booker 24 (w tym 14/15 z linii), ale to za mało na tak rozstrzelanych gospodarzy. Grayson Allen wrócił po ponad dwóch tygodniach kontuzji (10 punktów).
Los Angeles Clippers – Dallas Mavericks 110:114
- Dallas Mavericks przerwali serię trzech porażek, pokonując pogrążonych w kryzysie Los Angeles Clippers 114:110. 19-letni Cooper Flagg, numer 1 tegorocznego draftu, zanotował rekord sezonu – 35 punktów (13/22 z gry) i 8 zbiórek w zaledwie 20. meczu w NBA. Poprzedni swój rekord (29 punktów) ustanowił 21 listopada przeciwko Pelicans.
- Prawdziwym katem Clippers w czwartej kwarcie był jednak Klay Thompson. Weteran rzucił 17 ze swoich 23 punktów w ostatniej odsłonie, trafiając 4/6 za trzy – w tym decydującą trójkę na 1:51 przed końcem, która dała Dallas prowadzenie 109:106, którego już nie oddali. Łącznie 6/10 zza łuku. Wsparcie dali Naji Marshall (18 punktów, 8 zbiórek) i Brandon Williams (14 punktów, 7 asyst).
- Clippers (5-15) przegrali czwarty raz z rzędu i siódmy kolejno w swojej nowej hali (od wygranej z Pelicans 31 października). Kawhi Leonard zdobył 30 punktów i 8 zbiórek, James Harden otarł się o triple-double (29 punktów, 8 zbiórek, 11 asyst), John Collins dołożył 21 punktów a Ivica Zubac 19 z 11 zbiórkami.
- Mavericks (10-11) wrócili na zwycięską ścieżkę dzięki eksplozji dwóch pokoleń: świetnej postawie debiutanta i wciąż groźnego snajpera weterana. Clippers tymczasem toną coraz głębiej.










