Tej nocy rywalizacja na parkietach NBA rozpoczęłą się jeszcze wieczorem dnia poprzedniego. W ciekawie zapowiadającym się starciu dwóch czołowych ekip Konferencji Wschodniej Miami Heat ograli Philadelphia 76ers i przedłużyli tym samym swoją serię zwycięstw przeciwko solidnym ekipom do czterech. Nieco później Cleveland Cavaliers podejmowali Los Angeles Clippers w pierwszym meczu Kawhia Leonarda od trzech tygodni, ale jego obecność nie wystarczyła, by ekipa z Miasta Aniołów odniosła zwycięstwo. Do szalonej końcówki doszło w Salt Lake City, gdzie Lakers byli o krok od wypuszczenia przewagi w ostatniej sekundzie. Swoją dominację kontynuują OKC Thunder i Toronto Raptors, z kolei serię zwycięstw Spurs przerwali Phoenix Suns.



Philadelphia 76ers – Miami Heat 117:127

Statystyki

  • Pierwsze minuty w wykonaniu Philadelphia 76ers nie należały do najbardziej udanych. Rzuty oddawali początkowo wyłącznie Tyrese Maxey i Paul George, ale nie grzeszyli oni skutecznością (łącznie 4/13 z gry, 1/7 za trzy). Miami Heat, choć skuteczniejsi, nie byli jednak w stanie zbudować wyraźnej przewagi.
  • Dla Sixers cenne punkty z ławki zaczął zdobywać Trendon Watford, ale po drugiej stronie parkietu błyszczeli Norman Powell, Kel’el Ware czy Jaime Jacquez Jr., dzięki którym przyjezdni zamknęli pierwszą odsłonę z dwucyfrową zaliczką (27:37).  
  • W drugiej odsłonie obręcz nie sprzyjała już aż tak podopiecznym Erika Spoelstry. Po ponad sześciu minutach gry udało im się zdobyć jedynie 12 punktów, ale w porę wybudzili się z marazmu. Szóstki mimo wszystko zdołały zmniejszyć jednak swoją stratę przed drugą połową zmagań (67:71).
  • Wszystko, co Sixers zdołali odrobić przed zejściem do szatni, stracili na początku trzeciej odsłony. Heat rozpoczęli ją z wysokiego „C”, zaliczając serię 14:4 autorstwa przede wszystkim Powella i Bama Adebayo. Ich przewaga wzrosła do 14 „oczek”, ale tylko tymczasowo, bo zaledwie kilka minut później gospodarze znów tracili do rywala zaledwie trzy punkty (83:86).
  • Przez znaczną część czwartej kwarty gracze Miami utrzymywali skromne prowadzenie różnicą ok. dwóch posiadań. Kluczowy okazał się fragment, w którym gracze Nicka Nurse’a nie wykorzystali kilku kolejnych prób, dzięki czemu Heat powiększyli swoją przewagę do aż do 13 punktów. Philly pozostało wówczas jedynie dwie minuty gry, co nie wystarczyło, by ponownie zniwelować tej nocy straty.
  • Świetne zawody rozegrał Norman Powell, autor 32 punktów (11/18 z gry, 4/7 za trzy). Wchodzący z ławki Jaime Jacquez Jr. dorzucił 22 „oczka” i siedem asyst. Po solidnym double-double zaliczyli Bam Adebayo (18 punktów, 13 zbiórek) oraz Kel’el Ware (20 punktów, 16 zbiórek).
  • Po stronie Sixers dwoił się i troił Tyrese Maxey, zdobywca 27 punktów i sześciu asyst. Szalony mecz rozegrał Andre Drummond, który do 14 punktów dorzucił aż 23 zbiórki, z czego osiem ofensywnych. Kiepsko wypadł Paul George, który odnotował 10 punktów (3/10 z gry, 0/5 za trzy), choć rozdał pięć asyst.

Atlanta Hawks – Charlotte Hornets 113:110

Statystyki

  • Pod nieobecność zarówno LaMelo Balla, jak i Trae Younga czy Kristapsa Porzingisa, mecz ten miał stracić nieco na jakości. Na wysokości zadania stanęli jednak debiutant Kon Kueppel (28 punktów, 6 zbiórek; 7/11 za trzy) oraz Jalen Johnson (28 punktów, 11 asyst, 8 zbiórek), którzy zaserwowali nam kapitalne widowisko.
  • Kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się w ostatnich minutach, w których to obie ekipy miały ogromne problemy ze skutecznością. Na 1:42 przed ostatnią syreną Nickeil Alexander-Walker wyprowadził Atlanta Hawks na prowadzenie (111:110), które podwyższył jednym celnym rzutem osobistym przy zaledwie 11 sekundach na zegarze.
  • W międzyczasie obie strony nie były w stanie ani razu odnaleźć drogi do kosza. Nawet po rzucie wolnym rywala Charlotte Hornets nie byli w stanie skutecznie wykorzystać swojej akcji po przerwie na żądanie. Chwilę później Alexander-Walker znów spudłował jeden rzut osobisty, więc przewaga Jastrzębi wynosiła trzy oczka, ale zza łuku niemal na równi z końcową syrena spudłował Miles Bridges.

Boston Celtics – Orlando Magic 138:129

Statystyki

  • Już po pierwszej kwarcie mogło się wydawać, że to Boston Celtics będą tej nocy lepiej dysponowanym zespołem, ale druga odsłona rozwiała wszelkie wątpliwości. Gospodarze trafiali wówczas na niesamowitej skuteczności 78,3% z gry i 71,4% zza łuku, wygrywając ostatecznie tę część aż 48:30.
  • W ten sposób podopieczni Joe Mazzulli ustawili pod siebie pozostałą część meczu. Orlando Magic próbowali gonić wynik szczególnie w czwartej odsłonie, którą tym razem to oni wygrali w znaczącym stylu (40:28), ale losów rywalizacji już nie odwrócili, choć w pewnym momencie czwartej kwarty przegrywali już tylko sześcioma punktami.
  • — Podobała mi się walka naszego zespołu. Do końca pozostało sześć minut, a ci goście, włącznie z rezerwowymi, cały czas walczyli — mówił po meczu trener Jamahl Mosley.
  • Świetny mecz rozegrał Jaylen Brown, autor 35 punktów, ośmiu asyst i czterech zbiórek (14/26 z gry). Dobrze spisał się również wchodzący z ławki rezerwowych Anfernee Simons (23 punkty, 5 zbiórek; 8/11 z gry). Cenne trafienia dostarczyli również Payton Pritchard (19 punktów, 8 asyst, 5 zbiórek), Derrick White (16 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst) oraz Josh Minott (16 punktów, 7 zbiórek.
  • Po stronie Magic błysnął przede wszystkim zmiennik Jett Howard (30 punktów, 7 zbiórek; 11/23 z gry, 5/13 za trzy). Po 18 punktów na swoich kontach zapisali Desmond Bane oraz Jase Richardson. Orlando cały czas muszą radzić sobie bez Paolo Banchero.

Cleveland Cavaliers – Los Angeles Clippers 120:105

Statystyki

  • Po kilku tygodniach wyczekiwania sympatycy Los Angeles Clippers doczekali się wreszcie powrotu Kawhia Leonarda, który minionej nocy zaliczył swój pierwszy występ od 3 listopada. Nie wystarczyło to jednak do pokonania faworyzowanych Cleveland Cavaliers.
  • Po kilku bohaterskich występach tym razem nieco gorzej wypadł James Harden, przede wszystkim pod względem skuteczności zza łuku (19 punktów, 6 asyst; 5/16 z gry, 0/8 za trzy). Fatalnie wypadł też John Collins, który w 30 minut zdobył jedynie pięć punktów i trzy zbiórki (1/6 z gry).
  • Clippers nie zaliczyli jednego katastrofalnego fragmentu, który przesądził o losach rywalizacji. Gospodarze stopniowo budowali jednak swoją przewagę, wygrywając każdą z kwart różnicą od dwóch do sześciu oczek. Nie pomogło kosmiczne double-double w wykonaniu Ivicy Zubaca, który do 33 punktów (rekord sezonu) dorzucił aż 18 zebranych piłek.
  • Po stronie Cavs karty rozdawał przede wszystkim Donovan Mitchell, autor 37 punktów, ośmiu zbiórek i sześciu asyst.  popisał się raczej skromną podwójną zdobyczą (18 punktów, 10 zbiórek), ale błysnął pod względem skuteczności (9/12 z gry).
  • Cavs wygrali cztery z pięciu ostatnich spotkań, dzięki czemu wskoczyli na 3. miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej (12-6). Teraz czeka ich jednak starcie z rozpędzonymi Toronto Raptors (12-5), którzy z 12 ostatnich meczów przegrali tylko jeden.

Toronto Raptors – Brooklyn Nets 119:109

Statystyki

  • Toronto Raptors nie zwalniają tempa i dopisują do swojego dorobku kolejne zwycięstwo. Tym razem ofiarą Kanadyjczyków padli Brooklyn Nets, choć z pewnością nie było to najbardziej komfortowe zwycięstwo. Zaczęło się dobrze, bo w pierwszej kwarcie gospodarze trafiali aż 54,2% swoich rzutów z gry, w tym 60% zza łuku (34:28).
  • Przyjezdni z Wielkiego Jabłka nie zwalniali jednak tempa. Raz za razem trafiali Michael Porter Jr. oraz Nic Claxton i choć cały czas musieli oni gonić wynik, to utrzymywali się jeszcze w grze (65:58). W trzeciej kwarcie Raptors zafundowali rywalom prezent w postaci fatalnej skuteczności (30% z gry, 37,5% za trzy), którego Nets zupełnie jednak nie wykorzystali (87:82).
  • Gracze Toronto odzyskali jednak swój strzelecki rytm w ostatniej odsłonie. Cenne trafienia zza łuku zaliczyli Immanuel Quickley, Sandro Mamukelashvili oraz Gradey Dick i choć w pewnym momencie Nets doprowadzili do remisu (102:102), to w kolejnych minutach mogli już jedynie przyglądać się odskakującemu z wynikiem przeciwnikowi.
  • Żaden z zawodników Raptors nie przekroczył granicy 20 oczek. Najwięcej odnotowali Scottie Barnes (17 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty), RJ Barrett (16 punktów; 4/8 z gry), Ja’Kobe Walkter (16 punktów) oraz Brandon Ingram (14 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty; 6/18 z gry).
  • — W końcówce naprawdę potrzebowaliśmy dobrej egzekucji w ofensywie. Brandon Ingram rozegrał kilka świetnych akcji i znajdował partnerów na czystych pozycjach. W obronie Scottie Barnes krył w ostatnich minutach Michaela Portera Jr’a. i wykonał przy tym świetną pracę — mówił po meczu trener Darko Rajakovic.
  • To jednak nie Michael Porter Jr. (25 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty), a rezerwowy Tyrese Martin był tej nocy najlepszym punktującym gości (26 oczek, 6 zbiórek, 3 asysty; 7/14 z gry, 5/9 za trzy). Noah Clowney dorzucił 22 punkty.

Oklahoma City Thunder – Portland Trail Blazers 122:95

Statystyki

  • Oklahoma City Thunder mają na swoim koncie tylko jedną porażkę w tym sezonie, której doznali właśnie z rąk Portland Trail Blazers. Mecz ten miał więc podwójne znaczenie, ale pomimo dalszej nieobecności Jaylena Williamsa obrońcy tytułu zdołali zmazać plamę na poprzednią wpadkę i zdominowali swojego rywala.
  • Kluczowa okazała się pierwsza kwarta, którą podopieczni Marka Daigneaulta wygrali aż 39:18. Fantastyczny początek zaliczył Shai Gilgeous-Alexander, który na swoim koncie miał już wówczas 17 punktów.  Druga odsłona była już zdecydowanie bardziej wyrównana, ale gospodarze nieustannie cieszyli się komfortowym prowadzeniem.
  • Trzecia odsłona była swoistym gwoździem do trumny. Gracze OKC zdecydowanie lepiej wykorzystywali swoje okazje (50% z gry i 50% za trzy, przy 33,3% z gry i 16,7% za trzy w wykonaniu Portland), a ich przewaga stała się jeszcze bardziej okazała (96:68). Po raz kolejny w tym sezonie nie oglądaliśmy już SGA na parkiecie w czwartej „ćwiartce”, bo losy pojedynku były już przesądzone.
  • Pomimo nieobecności w ostatnim fragmencie gry Shai Gilgeous-Alexander skompletował w końcowym rozrachunku 37 punktów, siedem asyst i dwa przechwyty (30 minut; 13/18 z gry). Co ciekawe, żaden z pozostałych zawodników pierwszej piątki Thunder nie odnotował więcej niż siedem oczek. Wchodzący z ławki Ajay Mitchell był perfekcyjny z gry (8/8) i dorzucił 20 punktów.
  • Po stronie Blazers tylko trzech zawodników może pochwalić się dwucyfrową zdobyczą punktową. Są to Jerami Grant (21 punktów, 3 zbiórki; 6/8 z gry), Deni Avdija (11 punktów, 5 zbiórek; 4/16 z gry) oraz Rayan Rupert (10 punktów, 5 zbiórek).
  • Dla Thunder jest to już dziewiąte z rzędu zwycięstwo, które poprawia ich bilans do stanu 17-1. Blazers z kolei przegrali 7 z 9 ostatnich spotkań i plasują się obecnie na 9. miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej (7-10).

Phoenix Suns – San Antonio Spurs 111:102

Statystyki

  • Po wyrównanej wymianie ciosów w na samym początku rywalizacji inicjatywę szybko przejęli San Antonio Spurs. Podopiecznych trenera Mitcha Johnsona należy pochwalić przede wszystkim za solidną skuteczność, bo w pierwszej kwarcie wykorzystywali oni aż 52,9% swoich rzutów z gry. Po drugiej stronie parkietu swojego rytmu strzeleckiego zupełnie nie byli w stanie odnaleźć Dillon Brooks (2/9) czy Devin Booker (1/6). 
  • Swoją cegiełkę przy budowie prowadzenia dołożył Jeremy Sochan, który po podaniu Devina Vassella sam zaatakował kosz, zwiódł próbującego zatrzymać go Marka Williamsa, a następnie zdobył punkty po rzucie “hakiem”. Goście powiększyli wówczas swoje prowadzenie do sześciu oczek, choć na zakończenie odsłony ich przewaga była nieznacznie mniejsza (25:30). 
  • Na początku drugiej części gry Spurs ponownie zaliczyli lepszy fragment. Raz za razem trafiali Carter Bryant, Luke Kornet oraz Julian Champagnie, a po kolejnym wejściu na parkiet akcję wsadem wykończył również Sochan, po czym przewaga San Antonio wzrosła do dwucyfrowego pułapu (34:45). 
  • Phoenix Suns wrócili jednak do regularnego punktowania za sprawą Bookera oraz Brooksa i choć w międzyczasie zza łuku trafił Keldon Johnson, a kolejne punkty, tym razem spod kosza po podaniu Davida Jonesa Garcii dorzucił Jeremy, to strata gospodarzy z minuty na minutę topniała. Tuż przed zejściem na przerwę trafił jeszcze De’Aaron Fox, więc Spurs schodzili do szatni z siedmiopunktową zaliczką (49:56). 
  • Trzecia kwarta należała już do Phoenix. Gospodarze byli odmienionym zespołem i wykorzystywali aż 60,9% swoich rzutów z gry. Szczególnie wyróżniali się wówczas Mark Williams i wspominany już kilkakrotnie Booker. Suns nie tylko zniwelowali wszelkie straty, ale rozpoczęli również budowę swojej przewagi (86:80). 
  • By powalczyć o korzystny rezultat, Spurs musieli najpierw zbliżyć się do rywala, czego nie udało im się jednak osiągnąć w czwartej kwarcie. Podopieczni trenera Jordana Otta kontrolowali przebieg rywalizacji, odskakując nawet na 13 oczek. Losy rywalizacji próbował odwrócić Fox, autor dziewięciu punktów w ostatniej części gry, ale Ostrogi nie były już w stanie wyszarpać prowadzenia z rąk rywala.
  • — Nie wyszliśmy na drugą połowę z odpowiednim nastawieniem. Suns oddali kilka rzutów, które były prawdopodobnie zbyt komfortowe. Zasługują na uznanie, ale wydaje mi się, że momentami mogliśmy pokazać więcej odporności i dyscypliny w egzekwowaniu naszych założeń — komentował po meczu trener Mitch Johnson.
  • Duet Dillon Brooks (25 punktów, 3 zbiórki; 4/12 za trzy) – Devin Booker (24 punkty, 11 zbiórek) po raz kolejny w tym sezonie stanowił o sile Phoenix. Tym razem po double-double dorzucili również Mark Williams (14 punktów, 11 zbiórek) oraz Jordan Goodwin (15 punktów, 10 zbiórek).
  • Po stronie Spurs wyróżnił się przede wszystkim De’Aaron Fox, który aż 14 ze swoich 26 punktów zdobył z linii rzutów wolnych (do tego 5 zbiórek, 3 asysty; 5/11 z gry). Devin Vassell ondotował 14 oczek. Jeremy Sochan spędził na parkiecie 21 minut i w tym czasie odnotował siedem punktów, pięć zbiórek (w tym aż trzy ofensywne), a także jedną asystę.

Utah Jazz – Los Angeles Lakers 106:108

Statystyki

  • Tej nocy w Salt Lake City działo się naprawdę sporo. Zacznijmy jednak od początku, bo choć Los Angeles Lakers byli zdecydowanym faworytem starcia z dużo niżej notowanymi Utah Jazz, to już wtedy widać było, że gospodarze tanio skóry nie sprzedadzą.
  • Dobrze w mecz weszli Keyonte George, Isaiah Collier czy Jusuf Nurkić, którzy wykorzystywali nadarzające się okazje i poprawiali dorobek swojego zespołu. Choć na początku to Jazzmani cieszyli się skromnym prowadzeniem, inicjatywę szybko próbowali przejąć Jeziorowcy. Seria trafień Marcusa Smarta, Austina Reavesa, Ruiego Hachimury oraz 2+1 Luki Doncicia dały im siedmiopunktową przewagę, którą nie cieszyli się jednak zbyt długo (30:32).
  • W drugiej odsłonie gospodarze wyglądali już nieco gorzej, co w połączeniu z dobrą postawą LeBrona Jamesa i Jake’a LaRavii pozwoliło przyjezdnym powiększyć prowadzenie przed przerwą (55:62). Powrót na parkiet nie był już jednak tak udany. Wyższy bieg w trzeciej części wrzucił Keyonte George (13 pkt w 3Q) i Utah cały czas utrzymywali się w grze (81:84).
  • W czwartej kwarcie wydawało się, że Lakers unikna chaotycznej końcówki. Na 3:33 przed ostatnią syreną Gabe Vincent trafił za trzy, czym powiększył prowadzenie przyjezdnych do 11 oczek (94:105). Wówczas jednak swój popis rozpoczęli Svi Mykhailiuk oraz Lauri Markkanen, co w połączeniu z marazmem Jeziorowców sprawiło, że na 41 sekund przed zakończeniem rywalizacji Jazz przegrywali już tylko jednym punktem (106:107).
  • Obie strony zaliczyły wówczas po jednym pudle, po czym faulowany był Doncić. Słoweniec spudłował pierwszą próbę, ale zdołał skutecznie wyegzekwować drugą. Jazz mieli jeszcze 5,8 sekundy na ostatnią akcję po przerwie na żądanie, ale okazji na zwycięstwo nie wykorzystał George.
  • Lakers do zwycięstwa poprowadził Luka Doncić, który na parkiecie spędził aż 40 minut, a w tym czasie skompletował 33 punkty, 11 zbiórek oraz osiem asyst (10/24 z gry, 3/12 zza łuku). Tyle samo grał Austin Reaves, autor 22 oczek, 10 zbiórek i czterech asysty (1/8 za trzy). LeBron James zapisał z kolei na swoim koncie 17 punktów, sześć zbiórek i osiem asyst.
  • Keyonte George dwoił się i troił, ale nie poprowadził ostatecznie Jazz do 6. zwycięstwa w tym sezonie, choć jego łupem padło 27 punktów, pięć zbiórek oraz osiem asyst. Solidnie wypadł też Lauri Markkanen (20 punktów, 7 zbiórek).

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    22 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments