Trudno zlekceważyć to, co w bieżącym sezonie prezentują na ligowych parkietach Oklahoma City Thunder. Kumpel z zespołu Michaela Jordana — BJ Armstrong — nie jest jednak przekonany co do możliwości lidera Konferencji Zachodniej i sugeruje, że sukcesy w obecnej rzeczywistości NBA stawiają siłę zespołu pod znakiem zapytania. Czy słusznie?
Minionej nocy Oklahoma City Thunder pokonali Detroit Pistons 119:103 i odnieśli tym samym swoje 11. zwycięstwo z rzędu. Podopieczni Marka Daigneaulta wyśrubowali już nowy rekord organizacji pod względem wygranych w trakcie sezonu zasadniczego (od momentu przenosin z Seattle), a w najbliższych dniach będą mieli jeszcze kilka okazji, by poprawić już teraz imponujący wyczyn (64-12).
Jednocześnie OKC są jednym z najmłodszych zespołów w całej lidze, co jest dla wszystkich jasnym sygnałem, że będzie trzeba się z nimi liczyć przez co najmniej kilka kolejnych lat. Thunder mogą pochwalić się jedną z najlepszych linii defensywnych w NBA, a jednocześnie ich ofensywa również działa bez zarzutu. Lider Konferencji Zachodniej nie powinien mieć problemu z komfortowym przejściem przez pierwszą rundę play-offów, ale i w drugiej nikt nie chce trafić na głodne sukcesu Grzmoty. Każdy inny rezultat niż mistrzowski pierścień zostanie uznany tam za porażkę.
Nie wszyscy są jednak przekonani co do możliwości Oklahomy. Spore wątpliwości ma BJ Armstrong — były partner z zespołu Michaela Jordana, z którym w barwach Chicago Bulls sięgał wspólnie po trzy tytuły mistrzowskie w latach 1991-1993. Emerytowany rozgrywający sugeruje, że w obecnej lidze, w której połowa zespołów walczy rzekomo o jak najwyższy wybór w drafcie, sukcesy OKC nie robią na nim wrażenia.
— Liga się zmieniła. Połowa zespołów ‘tankuje’. Powiedz mi, czy to powinno robić na mnie wrażenie. Jeśli chcemy po prostu usiąść tutaj i patrzeć na tabelę statystyk, porównując liczby – w porządku, mogę to zrobić, jeśli właśnie tego oczekujecie. Połowa drużyn i tak celowo przegrywa. Szanuję to, co Thunder osiągnęli, szanuję ich zawodników. Jednak taka jest teraz rzeczywistość. Kara się zespoły za nie wystawianie graczy, a nie przypominam sobie, żeby coś takiego miało miejsce jeszcze kilka lat temu.
To nie pierwszy raz, gdy z ust Armstronga padają słowa krytyki skierowane w stronę obecnych zawodników. W listopadzie minionego roku 57-latek nazywał graczy “robotami”, którzy nie robią nic oprócz rzucania za trzy.
— Kiedy oglądam mecze, nie widzę już kreatywności ani wyobraźni. To wygląda tak, jakby na boisku biegały roboty. Ty biegniesz na linię za trzy, ja biegnę na linię za trzy. Najpierw próbuję zdobyć layup, a jeśli mi się nie uda, to staram się wymusić faul — mówił wówczas Armstrong.
O ile w słowach krytyki 57-latka można doszukać się odrobiny racji, bo obecna koszykówka dla wielu rzeczywiście zmierza w złym kierunku, o tyle trudno przejść obok krytyki w kierunku Thunder na porządku dziennym. OKC mają obecnie 14 zwycięstw przewagi nad drugimi w tabeli Zachodu Houston Rockets, a w starciach z zespołami z Konferencji Wschodniej odnotowali fantastyczny bilans 29-1, kończąc wszystkie spotkania ze średnią różnicą punktów na poziomie +17,6.
Thunder rzeczywiście nie zdołali jeszcze udowodnić, że potrafią stanąć na wysokości zdania w kluczowym momencie sezonu. Do tego doprowadzić może jedynie sukces w play-offach, co na wypełnionym po brzegi talentem Zachodzie — po raz kolejny — okazać się wyjątkowo trudne w realizacji.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!