Kolejny mecz na styku w wykonaniu koszykarzy Asseco Gdynia i kolejne zwycięstwo. Zawodnicy z Trójmiasta wytrzymali nerwową końcówkę w Ostrowie Wielkopolskim i wygrali w meczu piątej kolejki Polskiej Ligi Koszykówki z tamtejszą Stalą 80:76.

BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski – Asseco Gdynia 76:80

Wynik spotkania dla Asseco otworzył bohater ostatniego ligowego meczu Dariusz Wyka. Szybko jednak na prowadzenie wyszła Stal, kiedy tylko swój rytm złapali dwaj strzelcy – Aaron JohnsonŁukasz Majewski. Amerykanin w krótkim odstępie czasu dwukrotnie przymierzył zza łuku. Gracze z Gdyni od początku pokazywali to, co w ostatnich minutach starcia ze Startem Lublin, czyli serce do walki. Błędy w defensywie nadrabiali solidnym atakiem. Twardą obronę przypłacili jednak częstym odsyłaniem rywali na linię rzutów wolnych. Od pewnego momentu ostrowianie punktowali niemal wyłącznie w ten sposób. Wyrównana pierwsza kwarta zakończyła się niewielkim prowadzeniem gospodarzy 23:19.

Bardzo aktywny w szeregach Asseco był Filip Put, który nie tylko punktował, ale również walczył na tablicach. Takiego „przodownika pracy” zdecydowanie brakowało w grze defensywnej gdynian. Stal nie miała kompleksów przy rzutach z obwodu, co dawało jej kolejne punkty. Goście ciągle znajdowali jednak sposób na skracanie dystansu. Pomagali im w tym sami ostrowianie, którzy również nie spisywali się najlepiej pod własnym koszem. Przewaga miejscowych stopniała do zaledwie jednego posiadania, a po „trójce” Piotra Szczotki podopieczni Przemysława Frasunkiewicza objęli prowadzenie. Do końca tej partii to oni dyktowali warunki gry – wygrywali 44:40

Drużyna z Wielkopolski błyskawicznie odzyskała niewielką przewagę po trafieniach swoich najlepszych strzelców – Aarona Johnsona i Jure Skificia. Natomiast koszykarze Asseco wyglądali na lekko zagubionych i nie potrafili przeciwstawić się rywalom – nieskuteczność plus słaba obrona i ponownie to gdynianie musieli gonić za Stalą. Walkę z duetem Johnson-Skifić zdecydował się podjąć Filip Put. Piłka szukała tego zawodnika, a on dostarczał ją do kosza. Potem do protokołu dopisywali się także inny gracze i spotkanie się wyrównało. Rywalizację cios za cios zwieńczył remis po 58.

Trener Emil Rajković znowu mógł mieć pretensje do swoich podopiecznych o ich dyspozycję przy rzutach „osobistych”. Ostrowianie na 27 prób w całym spotkaniu trafili 18 razy, a to znaczy, że grali na niskim poziomie, który prezentują od początku sezonu. Dla porównania Asseco wykorzystało 15 ze swoich 18 rzutów. To głównie z tego powodu gospodarze tak męczyli się w ataku. W meczu typowo ofensywnym jak ten, należało się więc spodziewać zaciętej walki do końca i tak też było. W obu ekipach potrzebny był lider, który da impuls do gry pozostałym. W zespole Stali kimś takim miał być Aaron Johnson. Przy stanie 66:67 Amerykanin zdobył 5 punktów i wyprowadził Ostrów na prowadzenie, ale brakowało mu wsparcia ze strony kolegów. Lepiej sytuacja wyglądała w drużynie gości, bo tam punktował Przemysław Żołnierewicz do spółki z Krzysztofem Szubargą. Właśnie ten duet postawił pod ścianą Emila Rajkovicia, który bezskutecznie próbował wstrząsnąć swoimi zawodnikami podczas przerw na żądanie. Nawet amerykański rozgrywający Stali, który trafił „trójkę” na niespełna 4 sekundy przed ostatnim gwizdkiem, nie odwrócił losów spotkania. Kropkę nad „i” postawił Marcel Ponitka, a gdynianie wygrali 80:76.

fot. Andrzej Romański/plk
Autor: Krzysztof Kurasiewicz

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
   
Powiadom o