W tle walki o złoto kibice dwóch drużyn, które odpadły w półfinałach, mają okazję śledzić „mały finał”. W rywalizacji do dwóch zwycięstw pierwszy krok zrobili gracze drużyny Energa Czarni Słupsk, którzy po 9 latach przerwy znów wygrali we włocławskiej Hali Mistrzów. Po emocjonującej końcówce goście wygrali 59:54. Zaraz po meczu chwilę na rozmowę znalazł jedyny rozgrywający podopiecznych trenera Igora Milicicia – Kamil Łączyński.


Marcin Rutkowski: Wydawałoby się, że 10 dni wolnego w przypadku kontuzjowanego Anwilu to tylko plus. Jednak początek pierwszego meczu o brąz był w Waszym wykonaniu co najmniej fatalny.

Kamil Łączyński: Nie weszliśmy dobrze w mecz. Popełnialiśmy sporo prostych błędów, szczególnie w ataku. Nie funkcjonował on na takim poziomie, jaki od siebie samych oczekujemy. Nie wykorzystywaliśmy przewag, kontr. Nie trafialiśmy rzutów wolnych (10/18). Trudno powiedzieć, w czym był problem, skoro nie trafia się sam na sam z koszem, albo nie mając nikogo wokół siebie wykonuje rzuty wolne. Chyba bardziej chodzi o koncentrację, niż o jakąś sprawę taktyczną. To do poprawki i myślę, że powinno być ok.

Trochę mieliście szczęście, że Słupsk zaczął drugą kwartę tak, jak Wy pierwszą. Wygraliście początek 9-2 i to trochę Wam pomogło zostać w grze.

Trudno mówić o szczęściu. Tak samo można by powiedzieć, że oni mieli szczęście, że my tak zaczęliśmy spotkanie. Koszykówka polega na tym, że gra się seriami. Bardzo rzadko zdarza się, że jest wymiana ciosów punkt za punkt. Zazwyczaj jest właśnie tak, że wychodzą Ci 2-3 ataki, a potem 2-3 obrony. Dobrze się stało, że wróciliśmy do tego meczu i na 3min przed końcem był remis po 51… (po dwóch trójkach Łączyńskiego) ale wróciliśmy z time-out’u i straciliśmy łatwe kosze. Słupsk miał sporo pozycji za trzy i nie trafiał, ale to są pozycje z prawie 7m od kosza. A my natomiast nie trafialiśmy spod samej obręczy. Nie trafiliśmy masę rzutów wolnych. Także jest co poprawić i myślę, że jak to zrobimy to mamy naprawdę duże szansę, żeby wygrać w Gryfii.

A jesteście zadowoleni z Waszej gry w obronie w tym spotkaniu?

Tak, nie straciliśmy 60 punktów, tylko że sami nie przekroczyliśmy tej granicy. W obronie nie wyglądało to źle. Było parę błędów, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to Grzesiek Surmacz znajdował się co chwila na wolnej pozycji. Nie gra się idealnie całych 40 min, ale gdzieś te braki, te błędy, trzeba zatuszować. Tuszuje się grą w ataku, a ta nam szła topornie. Także cóż zrobić… jesteśmy pełni nadziei i wiary w swoje możliwości i chcemy bardzo wrócić w sobotę tutaj, do Hali Mistrzów, do Włocławka.

Wasi kibice mogą być nie tylko zawiedzeni wynikiem tego konkretnego spotkania, Słupsk ostatni raz wygrał we Włocławku 9 lat temu.

Każda seria się kiedyś kończy. Niestety skończyła się teraz. Robiłem na pewno wszystko i mogę zapewnić, że chłopaki też, żeby ta seria była utrzymana. Ale stało się, to jest sport. Ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Dziś oni byli lepsi. Ale nie pozwolimy 1 czerwca zawiesić im medali na szyi.

A jak wyglądają kwestie zdrowia? Dmitriew był mocno przeziębiony, więc chyba już nie ma po tym śladu. Ale jak ręka Bartosz Diduszki?

Na pewno zarówno Bartek, jak i również Michał, nie grają jeszcze na 100% możliwości. Te urazy może byłyby wyleczone, gdyby nic nie robili, ale cały czas są w treningu. Pomagają tym, którzy są sprawni, bo byśmy nie mieli możliwości pogrania 5 na 5. Także pomagają jak mogą, robią co mogą, co jest w ich mocy. Sytuacja jest taka, jaka jest, nie ma sensu kłaść się i płakać, obrażać. Trzeba walczyć. Pokazaliśmy na przekroju całego sezonu jak i teraz, że nawet z tymi osłabieniami Anwil jest bardzo mocny. Nie składamy broni, nadal walczymy i pomimo tych drobnych problemów poradzimy sobie w najbliższych meczach.

A jak wygląda sprawa Roberta Skibniewskiego? Jak widziałem, gipsu już nie ma.

Tak, ma taki specjalny stabilizator, który ma usztywniać tą jego rękę. Teraz jest tylko kwestią tego, żeby rehabilitacja przebiegłą szybko i sprawnie. Jednak wydaje mi się, że nie zdąży wyrobić się nawet na ten trzeci, ewentualny mecz.

z Włocławka, Marcin Rutkowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o