Parkiet w lubelskiej hali Globus wchłonął podczas czwartkowego spotkania hektolitry potu. Anwil Włocławek i TBV Start Lublin udowodniły, że mają stalowe nerwy. Rottweilery wygrały 100:97 dopiero po trzech dogrywkach.

Wybiegany i ułożony zespół kontra drużyna uzależniona od poczynań dwóch graczy. Dodatkowo, Anwil jeszcze nigdy nie przegrał ze Startem od czasu, kiedy obie ekipy rywalizują w ekstraklasie. To tyle jeśli chodzi o teorię. Ale co jeśli ci pierwsi będą częściej potykali się niż biegali prosto, a ci drudzy będą starali się walczyć ze swoją dolegliwością? Wtedy dostaniemy ciekawe widowisko. I tak właśnie wyglądał ten mecz – błędy przydarzały się obu ekipom, ale lublinianie realizowali przedmeczowe zapowiedzi. Mieli podejść do rywala bez respektu i tak też się stało. Przy prowadzeniu Startu 6:2 trener Igor Milicić szybko sięgnął po przerwę na żądanie. Czerwono-czarni dalej robili swoje, ale Anwil miał przewagę pod koszem – Roman Szymański i Uros Mirković musieli szczególnie uważać na Josipa Sobina. Wraz z biegiem czasu uaktywniali się też kolejni zawodnicy. Pokazał się niedawno sprowadzony do Włocławka Jakub Wojciechowski, coraz częściej trafiał Ivan Almeida. Dzięki nim Rottweilery nieznacznie wygrywały 16:15.

Długo, bo aż ponad 12 minut musieli czekać lublinianie na pierwszą celną „trójkę”. James Washington zniwelował straty, które gospodarze mieli do rywali do 2 punktów – 18:20. Co ciekawe, duet amerykańskich obwodowych nie był do tej pory główną siłą Startu w tym spotkaniu. Gra czerwono-czarnych opierała się w dużej mierze na Polakach i przynosiło to zaskakująco dobre efekty. Rękawicę lublinianom rzucił Jarosław Zyskowski, który w pojedynkę rozmontowywał obronę rywali. Z kolei po stronie miejscowych w ataku brylował Marcin Dutkiewicz. W końcówce tej partii Start zaprezentował się lepiej od gości i zasłużenie prowadził 36:33.

Jeśli lublinianie chcieli pokusić się o sprawienie niespodzianki, to musieli zagrać na takim samym poziomie jak w pierwszej połowie. Na papierze wydawało się to proste. Jednak sama rywalizacja była niezwykle zacięta. Dobrze obrazuje to jedna z akcji – Ivan Almeida wprowadzał piłkę na pole ataku, ale dał się złapać w pułapkę Chavaughna Lewisa i Jamesa Washingtona. Rozgrywający wyszarpał „pomarańczową” rywalowi, popędził do kontry i zagrał na alley-oop do Lewisa. Ten dał się jednak zablokować wracającemu do obrony Almeidzie. Ostatecznie piłka trafiła do Marcina Dutkiewicza, a ten trafił zza łuku. Sporo wysiłku jak na jedną akcję. Swoje do całego przedstawienia dokładali też sędziowie, którzy podejmowali wiele niejasnych decyzji. Obie drużyny wytrzymywały grę punkt za punkt i czekały na potknięcie rywala. W końcówce nogi poplątały się lublinianom i Anwil prowadził 57:53.

Na szczęście dla lubelskich kibiców, nie był to węzeł gordyjski. Seria 8:0 w wykonaniu czerwono-czarnych dała remis po 59. Potem z kolei serialem punktowym 11:0 odpowiedzieli włocławianie. Trener Igor Milicić postawił na obronę strefową i mocno pokrzyżował szyki gospodarzom. Wszystko układało się dla Anwilu dobrze do momentu, kiedy do wytężonej pracy zabrał się James Washington, a Ivan Almeida zapomniał jak się gra w koszykówkę. Zawodnik z Republiki Zielonego Przylądka najpierw popełnił błąd piłki niesionej, a potem dołożył do tego kolejną stratę. Remis po 73 uratował Wojciech Czerlonko, który rozegrał swój najlepszy mecz w tym sezonie.

Ten gracz miał się jeszcze nie raz odwdzięczyć Davidovi Dedkowi za zaufanie. Trzy dogrywki to była niesamowita huśtawka nastrojów – raz, że obie drużyny stworzyły wyśmienity spektakl, a dwa, że arbitrzy nie prowadzili tego spotkania zbyt pewnie. Liderzy obu zespołów mylili się i jednocześnie trafiali decydujące rzuty. W drugiej dogrywce Wojciech Czerlonko przedłużył szanse swojej drużyny na zwycięstwo, bo na nieco ponad 2 sekundy do końca wybił piłkę z rąk Ivanowi Almeidzie, który biegł autostradą do kosza. Ostatecznie z wygranej cieszyli się włocławianie. Na ponad sekundę przed końcem spotkania Start popełnił błąd w kryciu pod koszem i Michał Nowakowski trafił zupełnie bez kłopotów. To był decydujący akord w tym pojedynku.

fot. Andrzej Romański/Energa Basket Liga

======

TBV Start Lublin – Anwil Włocławek 97:100 (15:16, 21:17, 17:24, 20:16, d1: 9:9, d2: 5:5, d3: 10:13)

Start: Dutkiewicz 22, Washington 23 (11 as.), Szymański 4, Mirković 2, Lewis 30 – Ciechociński 1, Czerlonko 6, Reynolds 9, Dziemba, Zalewski, Gospodarek

Trener: David Dedek

Anwil: Nowakowski 5, Almeida 25, Łączyński 3 (10 as.), Sobin 13, Hosley 18 – Zyskowski 13, Delas 7, Wojciechowski 9, Leończyk 7, Ihring

Trener: Igor Milicić

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "EBL: Mecz sezonu w Lublinie! Anwil pokonuje TBV Start po trzech dogrywkach"

avatar
   
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sartre
Gość

Nie wiedziałem , że o tytule meczu sezonu decyduje liczba dogrywek. Bo chyba nie jakość meczu?