Fajnie byłoby zobaczyć, jak Hiszpania wygrywa Igrzyska. Kibicuję im, bo moi koledzy grają w tej drużynie – mówi Kanadyjczyk Andrew Wiggins. Zawodnik w jednym z ostatnich wywiadów poruszył wiele interesujących wątków odnośnie przyszłości swojej oraz Minnesoty Timberwolves. Jak jeden z liderów rotacji poradzi sobie pod przewodnictwem nowego szkoleniowca?


Andrew Wiggins zdecydował się odpuścić turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich i Kanada ostatecznie nie awansowała do gier w Rio De Janeiro. Zawodnik nie wykluczył jednak pomocy reprezentacji w kolejnych latach. Na razie jego głowę zajmują przygotowania do kolejnego sezonu oraz coraz to głębsze odkrywanie swojego potencjału. Oczekiwania wobec Wigginsa rosną z każdym kolejnym sezonem. Rozgrywki 2016/2017 będą jego trzecimi na ligowych parkietach.

Cały czas pracuje starając się udoskonalić każdy element swojej gry – przyznaje. – Przede wszystkim staram się poprawić rzut za trzy punkty, aby był lepiej zbalansowany i regularny. Pracuję także nad kozłem oraz wjazdami pod kosz. […] Jako zespół nabieramy na sile, bo jesteśmy coraz starsi – zauważa Wiggins. Już w poprzednich rozgrywkach wielu rywali obawiało się młodzieńczej fantazji Wolves. – Jesteśmy młodzi i głodni. Celem są dla nas play-offy – dodaje Andrew.

Wiggins liczy na to, że Thibodeau uczyni jego zadanie jeszcze trudniejszym. Zawodnik nie chce, by trener zostawiał go w jego strefie komfortu. Talent i umiejętności gracza ruszą do przodu tylko, gdy sztab będzie rzucał mu nowe wyzwania. Dokładnie takie jest nastawienie Wigginsa. – Thibodeau odkryje to, co we mnie najlepsze. Jest bardzo twardym trenerem i tego samego oczekuje od swoich zawodników. Jako zespół potrzebujemy, by stawiał przed nami coraz trudniejsze zadania – kontynuuje.

Rzucający obrońca Wolves ma za sobą sezon, w którym notował średnio 20,7 punktu, 3,6 zbiórki, 2 asysty i przechwyt trafiając 45,9 FG% oraz 30% z dystansu. Gdy po roku gry opuszczał Kansas, NBA mówiła o złotym kanadyjskim dziecku. W międzyczasie w lidze pojawił się Ben Simmons, którego okrzyknięto mini-LeBronem. Rywalizacja pomiędzy generacjami, które dopiero przejmą ligę staje się coraz bardziej interesująca.

NBA: Stoudemire jednak zagra


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o